Boskie szeregi

"Rozmowy z Diabłem" - reż. Krzysztof Jasiński - Krakowski Teatr Scena STU

„Rozmowy z diabłem. Wielkie kazanie księdza Bernarda” Leszka Kołakowskiego —monodram Jerzego Treli na scenie Teatru Stu przygniata patosem, ale jednocześnie przyciąga widza efektami specjalnymi.

Duchowny, w którego postać wcielił się Jerzy Trela, rozpoczyna spektakl od lamentu nad ludzką naturą. Wygłasza monolog o człowieku słabym i grzesznym, który za nic ma przykazania dekalogu oraz przestrogi kaznodziejów. Jego kazanie jest jednak zbyt długie i monotonne, by mogło trafić do wiernych (widzów).

Niespodziewanie na scenie zapada ciemność, w której niknie kaznodzieja. Pojawiają się grzmoty, błyski, a z oddali dobiega niebiański śpiew... Można zachwycać się pięknym operowym głosem Elżbiety Towarnickiej, jednak same słowa są tak gęsto ze sobą połączone, że trudno odczytać ich znaczenie.

Po chwili panujący mrok rozświetla ogień. Fontanny iskier obejmują żelazny tron, będący głównym elementem sceny. Płomienie szaleją, scenę wypełnia gęsty dym. W tych właśnie oparach powraca ksiądz Bernard — już nie w sutannie, lecz w czarnym garniturze i purpurowym krawacie. Zasiada na tronie, wcielając się tym samym w postać szatana próbującego przekonać swych słuchaczy, że z grzechem można walczyć tylko grzechem, zaś ucieczką od pokusy jest popadnięcie w kolejną. Bo kimże są ci najgorliwsi, co nie popełniają grzechu? Toż to oni właśnie są najbardziej łapczywi, chytrzy i zdeterminowani chęcią zajęcia jak najwyższego miejsca w boskich szeregach.... A czy to czasem nie ostatni będą pierwszymi...?

Sam pomysł na przedstawienie — bardzo dobry Niestety cała konwencja spektaklu w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego przyjęła formę zbyt dosłowną. Za mało w niej — tak charakterystycznych przecież dla teatru — metafor. Nie można zarzucić Treli złej gry aktorskiej, jednak sam monolog, który wygłasza, jest zbyt patetyczny, długi, co prowadzi do znużenia widza. Przemowa ta wpisuje się tym samym w schemat stereotypu podniosłych kazań kaznodziei, które zamiast przyciągać wiernych, oddalają ich od kościoła.

Cały spektakl ratuje jednak scenografia, która intryguje i wzbudza podziw od samego początku Tworzy niesamowity klimat przedstawienia. Żelazny tron przeraża swą wielkością i masywnością. Zasiadający na nim Jerzy Trela wydaje się być istotą małą, niejako igraszką w rękach... Boga?

Ponadto na uwagę zasługuje niezwykła gra świateł i efekty specjalne w postaci dymu, kadzideł, fontann scenicznych, płomieni czy wodospadów iskier. Wielkie ukłony należą się Janu Polewce — twórcy scenografii oraz Katarinie Holla za prostotę i autentyczność kostiumów.

Dla tych kilku elementów warto posłuchać kazania księdza Bernarda, a po spektaklu spróbować przypomnieć sobie słowa „dusz-pasterza" i zastanowić się nad ich głębszym przesłaniem.

Karolina Suchoń
Dziennik Teatralny Kraków
22 kwietnia 2013

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia