Boże, coś Polskę

"Trylogia" - reż. Jan Klata - Stary Teatr w Krakowie - VI Spotkania Teatralne Bliscy Nieznajomi

Ponad cztery lata po premierze do Poznania przybywa Jan Klata z zespołem Starego Teatru w Krakowie, by pokazać "Trylogię" - spektakl, o którym było głośno, przedmiot sporów lewicy z prawicą, mający tyle samo zwolenników, co przeciwników. Mimo dość osobliwego wieku (cztery lata to dość długi staż przedstawienia, zwłaszcza jeśli porusza problem "polskości"), nadal nie pozostaje niezauważony. Nie bez wpływu na odbiór "Trylogii" miała katastrofa smoleńska. Teraz, kiedy pada zakazany "Smoleńsk", na widowni jest konsternacja. Niektórzy podejrzewali nawet reżysera, że po katastrofie celowo dołożył drażniące słowo, by wywołać silniejszy wstrząs na odbiorcach. Tymczasem nic z tych rzeczy. "Smoleńsk" jest od samego początku. Nie tędy więc przebiega droga interpretacyjna.

Nie oznacza to jednak, że przedstawienie nie jest utaplane w Polsce. Mimo pozornej śmierci paradygmatu romantycznego możemy oglądać go w pełnej krasie, tylko w trochę odwróconym porządku.

Sienkiewiczowska "Trylogia" to wciąż dla wielu osób bardzo ważny tekst, który znać trzeba. Jeśli nie przeczytamy opasłych tomów wypada przynajmniej obejrzeć adaptacje Hoffmana. Bohaterstwo, czyn, honor, wspólnota, wreszcie Bóg i Ojczyzna - te hasła wpajane są nam od najmłodszych lat, a u Sienkiewicza wylewają się niemal z każdej stronicy. Możemy traktować je jako artefakty albo chociażby spróbować odkryć ich znaczenia i sprawdzić czy w społeczeństwie "post" mają one jeszcze jakąkolwiek moc.

Klata zgrabnie rekonstruuje fabułę powieści, mieszcząc ponad dwa tysiące stron w czterogodzinnym spektaklu. Znajdujemy się oto w szpitalu, być może psychiatrycznym, a każdy z pacjentów odgrywa którąś z sienkiewiczowskich ról. Szpitalne łóżka zamiast koni, barykady z poduszek i pozorowane walki bez szabli. Ale poza tym nic się nie zmienia. Jesteśmy na froncie. W tle ołtarz Matki Boskiej Częstochowskiej - Królowej Polski, który kiedy trzeba pełni również rolę tronu księcia Radziwiłła.

Coś jednak wyraźnie zgrzyta. Wojownikami nie są młodzi i silni mężczyźni, tylko schorowani starcy, a ich wybranki również "nie pierwszej młodości". Czasem muszą więc odpocząć na szpitalnych łóżkach, by za chwilę móc kontynuować bitwę. Są nieporadni i chociaż zapewne przyświeca im część sloganu: "Bóg, honor, Ojczyzna", nie mają siły fizycznej romantycznych bohaterów. Oni odgrywają te role dla siebie, bronią swojego wyimaginowanego świata, do którego nie ma dostępu nikt z widzów, odbieranych jako wrogów. Bronią swojego świata tak bardzo, że są gotowi oddać za niego życie. Poddają się bowiem strzałom w tył głowy z rąk Azji, co od razu odsyła nas do zbrodni katyńskiej, z tą różnicą, że tutaj nie umierają dostojni oficerowie, tylko zwyczajnie zmęczeni ludzie.

Reżyser demitologizuje "Trylogię", a przez to samą Polskę. Wcale nie używa do tego radykalnych środków. Przedstawienie bowiem jest najbardziej klasycznym z jego wszystkich inscenizacji. Niewielkie tylko zmiany tekstu, kilka dorzuconych gagów. Jednak nie możemy siedzieć wygodnie w teatralnych fotelach. Jest coś niepokojącego. Atmosfera z godziny na godzinę coraz bardziej się zagęszcza. Efekt spotęgowany został potrójnym finałem.

Bardzo potrzebujemy mitów, dlatego ciągle je multiplikujemy, ale one są zgubne i pozorne. Wystarczy zamienić się miejscami z aktorami i staniemy się tylko "monty-pythonowskimi" postaciami z wirtualną szablą w dłoni.

Aleksandra Skorupa
Teatr dla Was
28 maja 2013

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia