Boży człowiek i genialny artysta

Ryszard Peryt (1947 - 2019)

Ryszard Peryt poszukiwał w sztuce wymiaru metafizycznego, który zbliża człowieka do Boga. Gdy spojrzymy na dorobek twórczy tego genialnego artysty, to właściwie chyba w każdym jego dziele jest szukanie Boga - wspomnienie o zmarłym reżyserze.

Miałam szczęście w dniu premiery "Strasznego dworu", będącego ostatnią inscenizacją śp. Ryszarda Peryta, zamienić z wybitnym artystą kilka słów. Wprawdzie tylko kilka, ale z dzisiejszej perspektywy traktuję je jako pożegnanie, o czym wówczas nie miałam pojęcia. Te kilka słów to były głównie moje gratulacje wielkiemu artyście z powodu jego autorskiego dzieła operowego "Quem Queritis". Wprawdzie swój zachwyt spektaklem wyraziłam wcześniej w recenzji na łamach "Naszego Dziennika", ale zależało mi na tym, aby powiedzieć o tym bezpośrednio autorowi tego wielkiego, głębokiego i pięknego dzieła wystawionego 11 listopada 2018 r. przez Polską Operę Królewską w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie i będącego, tak uważam, testamentem duchowo-artystycznym zmarłego 23 stycznia Ryszarda Peryta.

Artysta tym spektaklem zrealizował swoje wieloletnie pragnienie i w sposób artystyczny zawarł w nim informację o swoim postrzeganiu świata, postrzeganiu człowieka jako dziecka Bożego, a także postrzeganiu sztuki, teatru, opery. To uświadomienie nam korzeni teatru ma ogromne znaczenie, zwłaszcza obecnie, gdy widzimy, jak nierzadko niesie on dziś bluźniercze treści.

Wszystkie dzieła Mozarta

Ryszard Peryt poszukiwał w sztuce wymiaru metafizycznego, który zbliża człowieka do Boga. Gdy spojrzymy na dorobek twórczy tego genialnego artysty, to właściwie chyba w każdym jego dziele jest szukanie Boga. Tęskne szukanie Stwórcy. Peryt był artystą wyjątkowym, jego twórczość ma wymiar ewangelizacyjny. Połączenie artyzmu z duchowością była u niego czynnikiem stale obecnym, czy to w reżyserii przedstawień dramatycznych, czy operowych.

Jak wiadomo, artysta - jako jedyny na świecie - wyreżyserował wszystkie dzieła sceniczne Mozarta. Nawet te nieukończone przez kompozytora. I to na jednej scenie, w Warszawskiej Operze Kameralnej. Ten ewenement w skali świata sprawił, że odbywający się rokrocznie latem Festiwal Mozartowski w Warszawskiej Operze Kameralnej ściągał do stolicy melomanów z różnych krajów, nie tylko europejskich. To była nieoceniona i bardzo piękna wizytówka dorobku kulturowego naszej Ojczyzny. Inscenizacje wszystkich dzieł Mozarta prezentowały najwyższy poziom artystyczny.

Ryszard Peryt słyszał i czuł muzykę. I właśnie z partytury muzycznej wyprowadzał swój pomysł inscenizacyjny, nie narzucając stronie muzycznej własnej wizji reżyserskiej. Był prawdziwym wizjonerem teatru, jego bogata, artystyczna wyobraźnia zdawała się nie mieć granic. Owego bogactwa wyobraźni, daru wielkiego talentu nie trwonił na mało ważne przedsięwzięcia artystyczne. Wszystko, co tworzył, prócz warstwy zewnętrznej, czytelnej w bezpośrednim odbiorze, niosło głębię duchową. Czasami aż wręcz trudną do zwerbalizowania w recenzjach. Uważał, że sztuka bez Boga umiera. Nie warto więc takiemu zajęciu poświęcać czasu, bo z tego nie ma owoców.

Prawda o Bogu i człowieku

Dane mi było obejrzeć sporo przedstawień teatralnych i oper w reżyserii Ryszarda Peryta. Większość z nich zapamiętam chyba na zawsze. Głównie te, które rokrocznie oglądałam w ramach Festiwalu Mozartowskiego. Zwłaszcza jeden spektakl utkwił mi szczególnie w pamięci. To "D.O.M.". Nie jest to opera napisana przez Mozarta, lecz w pewnym sensie rzecz o duchowej przestrzeni Mozarta. I nie stricte opera, lecz rodzaj operowej medytacji żałobnej, którą wyreżyserował Ryszard Peryt według własnego scenariusza do religijnych utworów kompozytora. Dawna, spotykana jeszcze na starych cmentarzach nagrobna inskrypcja D.O.M., jest skrótem od Deo Optimo Maximo (Bogu Najlepszemu, Największemu). Ryszard Peryt skojarzył ową sentencję z polskim słowem DOM, w znaczeniu Dom Ojca, do którego zmierza dusza po śmierci. W spektaklu więc umieścił reżyser Mozarta i postaci z jego oper w przestrzeni pozarealnej, metafizycznej, w przejściu, w drodze do Domu Ojca. Postaci te symbolizują dusze, które po śmierci w swej wędrówce do wieczności zatrzymały się w tym miejscu, w tym pomieszczeniu, aby wyrazić skruchę i żal za popełnione grzechy.

To niezwykle poetyckie przedstawienie wzruszające cudowną muzyką, pełnymi żalu modlitewnymi ariami, przejmujące swoim oddziaływaniem w przestrzeni duchowej i emocjonalnej, stanowi przykład zainteresowań Ryszarda Peryta sztuką, teatrem - głównie mistycznym, odwołującym się do sfery sacrum, posługującym się symboliką religijną, mającym odniesienia do metafizyki, teologii, pokazującym ludzką egzystencję z perspektywy eschatologicznej. Przenoszenie na scenę tematyki związanej z duchowością, metafizyką, mistyką, przekraczaniem granic rzeczywistości realnej to zadanie niezwykle trudne i wyraz odwagi reżysera. Bo takie spektakle mogą stać się obiektem drwin i napaści ze strony lewicowych środowisk.

Ryszard Peryt pokazał, że teatr jednak może mówić prawdę o człowieku w jego najbardziej delikatnej sferze, czyli w kontekście duchowości i mistycyzmu. Zbudował na tych wartościach wielki teatr wielkich oper i przedstawień teatralnych. Ale żeby tego dokonać, nie wystarczy być utalentowanym artystą, trzeba być osobą prawdziwie wierzącą. Bo samą znajomością warsztatu, choćby najbardziej doskonałą, nie wykrzesze się na scenie klimatu duchowości w takim stopniu, by ten klimat poczuła widownia. Do tego potrzebna jest prawda wiary i osobiste zaangażowanie się twórcy w wierze. Ryszard Peryt dawał temu wyraz każdym swoim spektaklem. Zresztą, w przeciwnym razie Ojcowie Redemptoryści nie obdarzyliby tego jednego z najwybitniejszych współcześnie polskich artystów tytułem oblata.

A jak bardzo był wiarygodny w swojej postawie, najlepiej wiedzą aktorzy i śpiewacy, z którymi pracował. Reżyser dużą wagę przywiązywał do zadań aktorskich, jakie powierzał śpiewakom, traktując to na równi z wykonaniem wokalnym. Potrafił znakomicie poprowadzić artystów w tym kierunku. Z wykształcenia wszak był aktorem. I to doskonałym. Później skończył reżyserię. I tu także wykazał wspaniałe talenty, reżyserując sztuki na scenach dramatycznych. A potem przyszło zainteresowanie reżyserią oper. I tej pasji pozostał Ryszard Peryt wierny do końca.

Arcydzieło Stanisława Moniuszki "Straszny dwór" wyreżyserował na trzy tygodnie przed śmiercią. I jest to inscenizacja wybitna. Pożegnalna. Myślę, że świadomie pożegnalna. Tuż przed przejściem do życia wiecznego.

Polska Opera Królewska, której Ryszard Peryt był dyrektorem i w którą tchnął dobrego i silnego, odpornego na zło ducha, ma na czym się oprzeć. I to jest wartość trwała.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
28 stycznia 2019
Portrety
Ryszard Peryt

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia