Brutalność pokonała sens spektaklu

"Komediant" - reż. Agnieszka Olsten - Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Premiera „Komedianta" Thomasa Bernharda odbyła się w Teatrze im. Stefana Jaracza 18 grudnia 2015 roku. Kilka miesięcy wcześniej na stanowisko dyrektora artystycznego został powołany Sebastian Majewski, który według krytyków oraz widzów przyniósł ze sobą do teatru powiew zmian. Po wakacyjnej przerwie „Komediant" zainaugurował sezon artystyczny 2016/2017. Sezon, któremu nadano nazwę „ONI".


Zaakcentowano w ten sposób rolę obcości, odmienności, z jaką spotykamy się na co dzień, a która bywa dla nas ciężka do zaakceptowania. W nowym sezonie będziemy mieć okazję obejrzeć kilka spektakli poruszających ten problem. Czy "ONI" będzie cieszyć się równie dużym zainteresowaniem widzów, co poprzedni sezon noszący nazwę "MY"?

„Komedianta" zagrano na Scenie Kameralnej. Widzów zgromadzonych przed wejściem na scenę radośnie powitał Sebastian „Seb" Majewski , ujawniając swoje aktorskie talenty. Wcielając się we Właściciela gospody, w której ma odbyć się przedstawienie tytułowego komedianta. Z promiennym uśmiechem opowiadał publiczności o sobie i znaczeniu jakie, dla lokalnej społeczności, posiada pełniona przez niego funkcja. Przy tym nie bardzo było wiadomo, czy dyrektor artystyczny faktycznie chciałby zostać honorowym obywatelem miasta, czy może trwa już spektakl na który przyszli? To pytanie odeszło w zapomnienie w momencie, kiedy Sebastian Majewski powiedział widzom, że dzisiejszego wieczoru występować będzie wspaniała artystka - Agnieszka Kwietniewska, której teatr został zniszczony przez brutalną siłę biurokracji... (Agnieszka Kwietniewska wcielająca się w rolę głównego bohatera "Komedianta" jest związana z Teatrem Polskim we Wrocławiu). Dyrektor Majewski miał okazję, aby przedstawić swój punkt widzenia na trwający we Wrocławiu konflikt, pytanie tylko, czy to było niezbędne? Polityka w teatrze jest ostatnio taka modna.

Widzowie zostali wprowadzeni na Scenę Kameralną od strony kulis i mieli okazję spojrzeć na zaplecze techniczne. „Komediant" opowiada o przygotowaniach Bruscona (Agnieszka Kwietniewska) i jego rodziny do pokazu ich sztuki, dlatego każdy zabieg wzmacniający efekt „teatru w teatrze" jest zrozumiały. Mniej sensu miało dla mnie ustawienie krzeseł w taki sposób, że aktorom pozostał do gry wąski pas przestrzeni, zmuszający widzów do odchylania się na swoich miejscach, wstawania, zerkania ponad ramionami sąsiadów, w chwilach kiedy chcieli dostrzec wszystkie niuanse spektaklu.

Recenzje napisane po premierze „Komedianta" wspominały początkowe zaskoczenie widzów, które przeradzało się w ich interakcje z aktorami. Podczas inaugurującego sezon 2016/2017 przedstawienia interakcji z artystami nie było. Widziałam malujące się na twarzach widzów zniesmaczenie i szok. Być może trafiłam do „Jaracza" w momencie, kiedy na przedstawienie zdecydowali się przyjść wyłącznie wielbiciele klasycznych formuł teatralnych, nieświadomi tego, że mogą zostać zmuszeni do bliskości artystów. Spektakl został zbudowany na fizyczności, aktorów oraz widzów. Pocałunki Agnieszki Kwietniewskiej spadające na przypadkową, siedzącą blisko niej kobietę, dotykanie nóg widzów, mruganie i znaczące spojrzenia posyłane przez Marcina Korcza wprawiały w zdumienie i w podszyty stresem chichot widzów, siedzących najbliżej przestrzeni gry. Poruszanie się Agnieszki Więdłochy pomiędzy widzami, ocieranie się, szeptanie do ucha, szukanie ratunku w ramionach publiczności napinało mięśnie. Zamiast akcji scenicznej, gdy Bruscon wyżywa się na synu, obserwowałam panikę na twarzy kobiety, o której kolana oparł się zgnębiony chłopak (Marcin Korcz) i która mimowolnie stała się częścią odgrywanego przedstawienia. „Nie tego oczekiwaliśmy, nie po to przyszliśmy, nie za to zapłaciliśmy" takie myśli dało się odczytać z min widzów, którzy byli doskonale widoczni w pełnym świetle wykorzystanym w spektaklu.

Przemoc pojawiała się w „Komediancie" na każdym kroku. Bruscon szczycił się swoim talentem, wręcz geniuszem, którego ostatecznie nie miałam okazji doświadczyć. Zamiast tego publiczność obserwowała jego manię wielkości, przerost formy nad treścią, nerwowe tiki (które Agnieszka Kwietniewska wykonywała spektakularnie) i podszytą erotyzmem relację z dziećmi. Sara (Agnieszka Więdłocha) i Ferruccio (Marcin Korcz) swoją uległością (także seksualną) mieli utrzymywać ojca w jego poczuciu wielkości. Bruscon kochał i nienawidził wszystkich członków swojej rodziny, począwszy od męczącej go kaszlem małżonce (Urszula Gryczewska). Początkowo kobieta wydawała się stanowić tło dla swojego męża, jednak jej naładowany emocjami monolog wygłoszony w nieistniejącym języku sprawił, że widzowie zdali sobie sprawę z tego, że kobieta nie zwraca uwagi na zachowanie Bruscona, tolerując je z wyższością.

Dyskomfort odbiorczy wśród widzów wywołało pojawienie się na scenie Lindy Rojewskiej, wcielającej się w postać Erny, córki Właścicieli gospody. Cierpiącą na zieloną kataraktę bohaterkę zagrała niewidoma dziewczyna. Moment, kiedy zamiatała podłogę był dla mnie przejmujący, ponieważ odebrałam go jako instrumentalizowanie jej osoby, niepotrzebne a jednak użyte przez reżyserkę.

Wszyscy wiemy, że teatr nie może być tylko przyjemny. Powinien nieść ze sobą silne odczucia, powinien zmuszać do zaangażowania intelektualnego. Nie jestem jednak zwolenniczką narzucania widzom, w sposób brutalny, konieczności fizycznego kontaktu z aktorami, z odbiorczym dyskomfortem. Głównie dlatego, że spektakl ma zostać w pamięci nie dzięki temu, że widownia opuści teatr z poczuciem, że została zaatakowana. W pamięci ma pozostać przekaz danej sztuki. Niestety w „Komediancie" jakiego miałam okazję zobaczyć przekaz został zagłuszony przez chwyty „klejenia" się do zniesmaczonej widowni. Cała energia aktorów, którzy starali się oddać głębię treści dramatu Bernharda, została przez nie zaprzepaszczona. Czy naprawdę taki był zamysł reżyserki spektaklu?

Agata Białecka
Dziennik Teatralny Łódź
20 września 2016
Portrety
Agnieszka Olsten

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...