Bułhakow na opak wymłócony

"Mistrz i Małgorzata" - reż: Michał Konarski - Teatr Rampa w Warszawie

Teatr Rampa. "Mistrz i Małgorzata". Tydzień po premierze.

W takiej Moskwie, wyobraźcie sobie Państwo, żyją Ruscy, sprośni i wulgarni, jak to Ruscy. Nagle zjawia się między nimi szatan w typie Ferdynanda Kiepskiego, rechocze, ryczy i rubaszny jest niczym podpity kołchoźnik, co dowodzi jego szatańskiej zdolności do wczuwania się w ogólną atmosferę odwiedzanego miejsca na ziemi. W zasadzie nie wiadomo, kto jest głównym bohaterem, chyba grupa literatów i szefowie teatru Varietes, tak zwani ludzie kultury - ale co u nich za kultura, skoro tylko chleją, tarmoszą się z babami i klną jak szewcy.

Idźmy jednak dalej w Moskwę z Mistrzem i mistrzem Bułhakowem pod rękę. Iwan Bezdomny podobno podpalał cerkwie, co wypomina mu profesor Strawiński, czołgając się pod jego łóżkiem i błaznując. Zresztą diabli wiedzą, czy to profesor czy Korowiow, bo wszyscy grają w tym spektaklu wszystkich po kolei i prawdę mówiąc bez wódki "nie rozbierzesz", czy wchodzi listonoszka czy wiedźma. Jeszua Ha Nocri przesłuchiwany przez Piłata sam się oskarża o działalność antypaństwową, zaś kluczowe dla powieści rozterki rzymskiego procuratora przypominają tu miotaninę faceta, który dostał petenta na pięć minut przez zakończeniem dnia pracy, a przecież spieszy mu się na wódkę. Nie wiadomo więc, czemu potem ten Jeszua gada coś o tchórzostwie? Na refleksje nie ma jednak czasu, bo gdy nie ryczą aktorzy, ryczy muzyka, a z szafy wyskakuje wesołe trio wypożyczone z radzieckich filmów muzycznych z lat trzydziestych, które w najmniej oczekiwanych momentach wyśpiewuje kawałki niezwiązane z niczym, a już z akcją przedstawienia najluźniej.

Dodajmy z kronikarskiego obowiązku, że ruch sceniczny nowatorsko zastąpiono bieganiem po scenie z meblami na kółkach, zaś środki wyrazu artystycznego - wrzaskiem, co pewnie się jakoś tłumaczy, skoro widownia w Rampie jest spora, trzeba zadbać by wszystko usłyszano nawet w najdalszych rzędach.

Jeśli w recenzji z przedstawienia teatralnego pojawi się sformułowanie, że ze sceny "k...wy" lecą jak skowronki, zażenowanie czytelnika będzie tyleż spodziewane, co zrozumiałe. Jednakże skoro lecą gęsto, czemu o tym nie napisać szczerze i po proletariacku, tak jak szczerze i po proletariacku przełożono bułhakowoskie mądralowanie i filozoficzne niuanse przez kolano i wymłócono z tego knajacki wodewil zrobiony przez prostaków dla palantów. A może na odwrót.

Mam nadzieję, że mistrz Michaił Afanasjewicz Bułhakow, gdziekolwiek obecnie przebywa, nadal ma wyśmienite kontakty z Szatanem i nakłoni go by wysłał umyślnego diablika z misją spalenia tej zhańbionej sceny, tak jak zgorzały Dom Gribojedowa i mieszkanie przy ulicy Sadowej i jak powinien spalić się ze wstydu reżyser tego dzieła.

Dyrekcji teatru doradziłbym opatrzenie spektaklu adnotacją: "Dozwolone od lat 18." Bynajmniej nie ze względu na wulgaryzmy. Po prostu istnieje szansa, że widz pełnoletni miał już szansę przeczytać "Mistrza i Małgorzatę" i spektakl ów nie dokona nieodwracalnych spustoszeń w jego przyszłych kontaktach kulturalnych. Trudno bowiem uwierzyć, że po obejrzeniu panoptikum w Rampie, ktoś zechciałby jeszcze sięgnąć po książkę.

Chociaż, może i sięgnie, bo przecież - jeśli wierzyć Michaiłowi Afanasjewiczowi - Trzeba przyznać, że wśród inteligentów także trafiają się wyjątkowo mądrzy ludzie, nie da się temu zaprzeczyć

Marcin Przewoźniak
www.kulturalna.warszawa.pl
4 kwietnia 2012
Portrety
Michał Konarski

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia