Bunt przeciw wszystkiemu i wszystkim

"Paw królowej" - reż. P. Świątek - Narodowy Teatr Stary w Krakowie - 53. Kaliskie Spotkania Teatralne

Bunt, eksplozja energii, rytm, słowotok - wszystko w jednym spektaklu - "Paw królowej" opartym na powieści Doroty Masłowskiej. Przedstawienie to kolejny spektakl, który bierze udział w konkursie 53. Kaliskich Spotkań Teatralnych. Przedstawienie aktorów z Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie kaliszanie obejrzeli wczoraj.

Unia Europejska według Doroty Masłowskiej przyniosła rozczarowanie na każdym polu. Nie jest ona wspólnotą, ale opiera się jedynie na idei, która nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. "Paw królowej" to głos tych, którym Unia Europejska wiele obiecywała, ale to wszystko dała na początku, a teraz karmi jedynie złudzeniami o wspaniałym życiu. Bunt ma na celu znalezienie wolnej przestrzeni, gdzie będzie się żyło pełniej i prawdziwiej, a rzeczywistość medialna, która kreuje jako wzorce do naśladowania pięknych artystów - celebrytów zginie bezpowrotnie. W spektaklu i w powieści młodzi ludzie buntują się przeciwko rzeczywistości, która według nich pozbawiona jest sensu.

Aktorzy na scenie są pełni energii, która udziela się widzom, jeszcze nawet zanim zajmą oni miejsca na widowni. Zanim publiczność usiądzie w fotelach, na scenie niczym w pokoju bez klamek aktorzy wydają z siebie dziwne dźwięki siedząc w jednym z katów. Takie zachowanie zwiastowało jakiś wybuch i była eksplozja - energii. Podczas spotkania po spektaklu aktorzy wyjaśnili z czego to wynikało:

- My nie opowiadamy historii. Najważniejsza jest nasza energia. Ale to nie znaczy, że tylko "klepiemy" ten tekst i nad niczym się nie zastanawiamy. Jest tam oczywiście improwizacja, ale jedynie w tej energii - powiedziała aktorka Paulina Puślednik.

Gdy publiczność skupiła uwagę się na sztuce, Paulina Puślednik, Małgorzata Zawadzka, Szymon Czacki i Wiktor Loga-Skarczewski zaczęli jak oszalali skakać po scenie, nie tylko recytowali, wykrzykiwali, ale też śpiewali, nucili i rapowali wywołując u widzów przeróżne reakcje - śmiech, zdziwienie, zaskoczenie, poruszenie. Bodźców ze sceny było tak wiele, że trudno było je wszystkie ogarnąć i skupić wzrok na jednym aktorze w danej chwili. Aktorzy to nie tylko postacie, to doskonale wysportowana drużyna sportowa, to cały klub tętniący energią, a nawet dobrze zgrana orkiestra.

Jednak wbrew pierwszym odczuciom, że spektakl jest rozrywką i ma tylko rozśmieszyć widza, jest to inteligentna rozrywka. Spektakl w reżyserii Pawła Świątka zmusza do myślenia. Śmieszy język jakim posługują się aktorzy - niepoprawny, przepełniony wulgaryzmami, błyskotliwy, ale kiedy on schodzi na dalszy plan wyłania się prawdziwe przesłanie tekstu - nic nie zmienia się na lepsze. Rzeczywistość staje się coraz gorsza, a z nią ludzie którzy akceptują papkę serwowaną przez media. Widzowie śmieją się z głupich bohaterów, bo to oni ich śmieszą najbardziej, ale pod tą przykrywką czai się bunt przeciwko akceptacji takich wzorców. Niewątpliwie spektakl ma drugie dno, daje do myślenia i otwiera furtkę do głębszej dyskusji na temat rzeczywistości.

- Masłowska i jej "Paw" i my razem z nią stajemy w opozycji do wszystkiego i przeciwko temu wszystkiemu się buntujemy, nawet przeciwko tym, którzy najbardziej się buntują. To jest "paw" wszystkiego - powiedział na spotkaniu z kaliszanami Szymon Czacki. Przez ten tekst, który rozpoczyna się od słów: "Ta piosenka powstała za pieniądze z Unii Europejskiej" Masłowska zbuntowała się przeciwko rzeczywistości, która ją złapała w jakiś kontekst i w konsekwencji miała ona stać się częścią tego show-biznesu. My - aktorzy i Paweł Świątek - reżyser przez dwa tygodnie zastanawialiśmy się co chcemy powiedzieć publiczności, żeby to był nasz "paw" przeciwko rzeczywistości, która nas mierzi, ale w której czynnie uczestniczymy. Szukaliśmy bolączek i problemów ludzi naszego pokolenia - pokolenia Doroty Masłowskiej, które doświadczyło członkostwa w Unii - dodał Wiktor Loga-Skarczewski.

Cała sztuka rozgrywa się w zielonym pokoju, przypominającym salę gimnastyczną, w którym raz po raz błyskają dyskotekowe światła. Po zaokrąglonych ścianach próbują wspinać się aktorzy. Na środku wisi duża piłka, która służy aktorom do ukrywaniu się za nią i do wydawałoby się spontanicznej zabawy. Postacie, które występują w spektaklu są przerysowane i z zachowania, i z gestów. Zaczyna się od przedstawienia Patrycji Pitz - brzydactwa apokaliptycznego, później pojawia się samotny erotoman uliczny Mariusz, Anna Przesik - poetka neolingwistka, Stanisław Retro - artysta estradowy i wdzięcznym krokiem prezenterki telewizyjnej przechadzająca się wzdłuż sceny Małgorzata Zawadzka, która kilkukrotnie informuje, że "piosenka ta powstała za pieniądze Unii Europejskiej. Ma na celu zwiększenie liczby głupców w społeczeństwie".

Głównym bohaterem spektaklu jest ekspresyjny język. Słowa odbijają się jak piłki do tenisa, a momentami wypadają niczym kule z karabinu maszynowego. Sztuka właśnie dzięki językowi i szybkim wypowiadaniu słów ma wyczuwalny rytm, podobnie jak gra ma swoje tempo.

Monika
www.calisia.pl
18 maja 2013

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia