Burza za oknem

"Burza" - reż. Izadora Weiss - Opera Bałtycka w Gdańsku

Trzecie artystyczne spotkanie Izadory Weiss z twórczością Williama Szekspira w Operze Bałtyckiej, czyli "Burza", to wizja zdecydowanie najbardziej hermetyczna, a zarazem najbardziej ambitna w swoich założeniach. Wspaniała, ale długimi momentami jednostajna I Symfonia Mahlera i powtarzalna choreografia Izadory Weiss, nieco krępują tancerzy, którzy nie mają za wiele okazji, by pokazać pełnię swoich umiejętności.

"Burza" Izadory Weiss zaskakuje nie tyle śmiałą inscenizacją (odważniejszą, choć bardzo plakatową interpretacją tragedii "Romeo i Julia" sprzed kilku lat był z pewnością zamysł, by Capulettich i Montecchich rozdzielić rasowo i uczynić z nich Irakijkę i hiszpańskiego żołnierza sił NATO), co konsekwencją. Szefowa Bałtyckiego Teatru Tańca wielokrotnie udowodniała, że ma słuch do muzyki stanowiącej podbudowę działań tancerzy na scenie. Przynosiło to bardzo dobre rezultaty m.in. w "Light" czy "Śnie nocy letniej". Szczególnie ten drugi spektakl, w którym Weiss wykorzystała nadspodziewanie dobrze funkcjonującą w przedstawieniu muzykę Gorana Bregovicia, przyczynił się pewnie do dalszych poszukiwań. Tym razem zadanie było znacznie trudniejsze, bowiem muzykę większości przedstawienia wypełnia nie szereg piosenek, a cała I Symfonia Gustawa Mahlera. I wybór ten, przy całym bogactwie muzyki Mahlera, okazuje się bardzo wymagający dla tancerzy i autorki choreografii, bo momentów dramatycznych napięć jest tu niewiele, a za to długich, jednostajnych dźwięków całe mnóstwo. Zupełnym jej przeciwieństwem jest kończące przedstawienie, perfekcyjnie skomponowane z wydarzeniami scenicznymi i wypełnione emocjami Adagio V Symfonii, podczas którego każda scena tworzy ciekawą tanecznie i wizualnie kompozycję.

Izadora Weiss bardzo dobrze poradziła sobie z tą trudną, niedostosowaną (z pozoru) do potrzeb Szekspirowskiej "Burzy" muzyką, czyniąc z niej zgrabną i spójną opowieść o losach Prospera i Mirandy. O ile jednak dopasowano ruch tancerzy do muzyki, o tyle nie zawsze działa to w drugą stronę. Rzadko kiedy kompozycja Mahlera uzupełnia i dopowiada zdarzenia sceniczne (jak np. podczas pełnej dramatycznego napięcia sceny wyrwania się Mirandy spod rodzicielskiej opieki Prospera), częściej stanowi przejmujące muzyczne tło lub wymusza na tancerzach określone tempo i dynamikę, nie zawsze przez nich utrzymywane. I Symfonia Mahlera ogranicza też ekspresję tancerzy, wsłuchujących się w moment, w którym należy postawić wyraźny akcent (niezbyt efektownie wypadają te momenty, gdy tancerze nie nadążają za nimi, jak podczas majestatycznego przybycia na wyspę Króla Neapolu, Alonza Radosława Palutkiewicza, któremu najwyraźniej przeszkadza efektowny kostium i peruka "z epoki").

Szefowa BTT sprytnie obchodzi niedostatki muzycznego napięcia w I Symfonii, rezygnując z nich m.in. w prologu, gdy Prospero (Filip Michalak, po raz kolejny, podobnie jak w "Body Master", w statycznej roli) na rękach wnosi małą Mirandę na scenę. Za nimi zamyka się przestrzeń ograniczona ruchomymi elementami scenografii, zestawianymi ze sobą na wzór wysokiego płotu odgradzającego wyspę Prospera i Mirandy od świata zewnętrznego (scenografia Hanny Szymczak). Za chwilę, już przy dźwiękach muzyki Mahlera, obserwujemy Mirandę jako młodą, ale dojrzałą kobietę (Naya Monzon Alvarez), otoczoną dworem Prospera, składającym się z samych kobiet. Zakładają one pokraczne "anielskie" skrzydła na plecy i wraz z podporządkowanym i traktowanym jak zwierzątko Kalibanem (świetny, cielesny, bardzo plastycznie tańczący Joel Mesa Gutierrez) oraz najbliższym sługą Prospera Arielem (w tej roli najciekawsza obok Kalibana Gutierreza, tańcząca lekko i precyzyjnie Tura Gómez Coll) spędzają wspólnie czas, który jednak Mirandzie nie przynosi tyle radości, co powinien. Podczas gdy jej ojca nachodzą ciemne wspomnienia z przeszłości (dramatyczne, pełne szumu wiatru "zawieszenie akcji" podczas złowieszczej sceny spotkania z bratem Antoniem tańczonym przez Nikitę Vasylenkę). Dopiero pojawienie się w życiu Mirandy Ferdynanda (Oscar Pérez Romero) oznacza zmianę, której nie da się już cofnąć.

Izadora Weiss w wypowiedziach na temat spektaklu informowała, że postrzega Prospera jako samotnego artystę. Jednak Prospero Filipa Michalaka, faktycznie będący demiurgiem wyspy, to przede wszystkim kochający, zazdrosny o córkę ojciec, który wykreował dla niej szczelnie zamknięty przed obcymi świat - ułudę szczęśliwości, krainę spokoju i beztroski, pseudoraj. Prospero nie rozumie ukochanego dziecka i nie chce zaakceptować jego potrzeb. Konflikt podziwiany na scenie Opery Bałtyckiej to przede wszystkim dramat rodzinny, w którym ojciec staje przed koniecznością akceptacji dojrzałości i niezależności swojej córki. Choć Izadora Weiss jest bardzo konsekwentna w realizacji nici fabularnej, to właśnie ten wątek wypada najokazalej na tle wielokrotnie powtarzanych układów choreograficznych. Tanecznie zresztą, nie jest to spektakl brawurowy. Dopiero w duecie z Oscarem Pérezem Romero rozkręca się niezbyt przekonująca wcześniej Naya Monzon Alvarez (wiele figur i podnoszeń w tańcu z Romero przypomina te, jakie w duetach z Michałem Łabusiem wykonywała Franciszka Kierc). Poza świetnie dysponowaną Turą Gómez Coll (precyzyjnie, wspólnie z Filipem Michalakiem bardzo poetycko rozegrane wyzwalanie z pęt i reakcja na uwolnienie), Joelem Mesą Gutierrezem i błyszczącą nawet w mało eksponowanej roli Ceres Sayaką Haruną, w pamięć zapada jedynie taniec Beaty Gizy (Anioła Śmierci), do której należy piękne, poetyckie, finałowe solo. Pozostali wypadają nieźle, ale nie mają epizodów równie efektownych i zatańczonych na tym poziomie.

Spektakl jest ciekawy plastycznie, jednak przez niemal całą I Symfonię Mahlera (zdecydowaną większość spektaklu), nie budzi emocji. Podziwiać go można jak za szybą. Dopiero wspaniałe, pełnej dramaturgii zakończenie (Adagio V Symfonii z ciekawą grą aktorską i subtelnym tańcem) uzmysławia, jak dobrym spektaklem byłaby "Burza", gdyby miała taką temperaturę od początku przedstawienia.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
27 maja 2015
Portrety
Izadora Weiss

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...