Być albo nie być (populistą)

"Hamlet" - reż. Krzysztof Jasiński - Krakowski Teatr Scena STU

Krzysztof Jasiński, reżyser „Hamleta” wystawionego na Scenie Stu, chciałby przysłowiowo mieć ciastko i zjeść ciastko. Czterogodzinne przedstawienie miało w założeniu eksponować głębię nieznacznie tylko skróconego tekstu sztuki w przekładzie Stanisława Barańczaka. Twórcy spektaklu nie oparli się jednak pokusie, by utopić dramat w powodzi inscenizacyjnych fajerwerków.

Jeśli pozostać przy cukierniczych metaforach, spektakl Jasińskiego przypomina zbyt obficie udekorowany tort. Basen z wodą, zwodzony most, żywe szczury biegające po scenie, przytłaczające kostiumy z epoki, szczękające szable, projekcja Ducha Hamleta-ojca na tafli wody (nasuwająca natarczywe skojarzenia z Disneyowskim „Królem Lwem"), kłęby sztucznego dymu, lejące się z sufitu strugi deszczu, grzmoty i błyski – wszystkie te elementy niewiele wnosiły do interpretacji sztuki, za to przytłaczały tekst, który momentami dusił się pod naporem efektownych, jeśli nie efekciarskich zabiegów inscenizacyjnych. W rezultacie „Hamlet", którego oglądać można na krakowskiej Scenie Stu, to przedstawienie, które można nazwać populistycznym, schlebiającym gustom mało wymagającej publiczności.

Mało pochlebne wrażenie spotęgowane jest przez niedociągnięcia w grze aktorskiej młodszej części obsady – czyli, niestety, odtwórców głównych ról: Hamleta i Ofelii (w obejrzanym przeze mnie spektaklu: Michał Mikołajczak i Monika Kępka). Młodym aktorom nie brakuje zaangażowania ani talentu, ale niedzisiejsza szekspirowska fraza przychodzi im z wyraźnym trudem, a przez to z nieuniknioną sztucznością. O ile w scenach zbiorowych wypadają naturalniej, to solilokwia Hamleta (zwłaszcza te najsłynniejsze i przez to stanowiące największe wyzwanie aktorskie) należą do zdecydowanie najsłabszych scen w przedstawieniu. Czasami prowadzi to zresztą do chyba niezamierzonych efektów komicznych, takich jak w scenie, kiedy tuż po wykrzyczanym i pełnym emfazy monologu Hamlet udziela wskazówek aktorom z wędrownej trupy: „powietrza rękami nie młóć", „nie wrzeszcz bez potrzeby".

Powodem tych niedociągnięć jest prawdopodobnie specyfika Sceny Stu, która nie posiada własnego zespołu aktorskiego, przez co tę samą rolę odgrywa kilku aktorów na zmianę – do roli Ofelii przypisane są aż cztery (!) aktorki – co siłą rzeczy nie pozwala na rzetelną pracę z aktorem ani dotarcie się zespołu. Niemniej jednak w wybranej przez Jasińskiego formule przedstawienia, nieuchronnie wysuwającej tekst dramatu na pierwszy plan, każda mniej udana rola powoduje poważny zgrzyt.

Mimo wyżej wymienionych słabości, przedstawieniu nie można odmówić rozmachu, a także wizualnej efektowności. Elsynor prezentowany w spektaklu Jasińskiego to miejsce mroczne i nieprzyjazne, w pełni uzasadniające stwierdzenie księcia, że „Dania jest więzieniem". Ciężki, zwodzony most (który zresztą zepsuł się w trakcie oglądanego przeze mnie przedstawienia, wymuszając dodatkową przerwę i stanowiąc niejako żywy dowód na to, że zbytnie efekciarstwo nie popłaca), przytłumione światło i biegające po scenie szczury tworzą duszną, przytłaczającą, prawdziwie więzienną atmosferę. Gryzonie znikają pod umieszczoną z przodu sceny klapką z napisem „GLOBE" – nawiązaniem do nazwy słynnego Szekspirowskiego teatru, a także bezpośrednim przywołaniem toposu theatrum mundi, przypomnieniem, że „świat jest teatrem, aktorami ludzie", a więzieniem jest nie tylko Dania, ale i dowolne miejsce na ziemi.

W tak wykreowanej przestrzeni najbardziej dramatycznie wypadają właśnie sceny bezpośrednio nawiązujące do ogólnej kondycji ludzkiej – jak choćby ta na cmentarzu, w której Hamlet i Horacjo dyskutują o ulotności życia i nieuchronności śmierci. Mistrzowskie, typowe dla Szekspira połączenie elementów poważnych i komicznych (zestawienie filozofującego Hamleta z rubasznymi i dowcipkującymi Grabarzami – Franciszek Muła, Włodzimierz Jasiński) poruszająco ukazuje tragikomiczność ludzkiego losu.

Te kilka scen nie wpływa jednak znacząco na odbiór całości. W finałowej scenie śmiertelnego pojedynku dramatyzm znów nieuchronnie ginie pod nawałem kostiumów, rekwizytów, efektów dźwiękowych i świetlnych. Od jadu trucizny konają po kolei nie pełnokrwiści bohaterowie, ale raczej przebrane marionetki.

Postawione w tytule tej recenzji pytanie nie było retoryczne: lepiej nie być populistą. Umierający na kolanach Horacja Hamlet szepcze: „reszta jest milczeniem". Gdyby twórcy spektaklu wyżej cenili wartość milczenia, prawdopodobnie pokazaliby lepsze i mądrzejsze przedstawienie.

Aleksandra Kamińska
Dziennik Teatralny Kraków
28 grudnia 2012

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...