Być czy mieć, czyli "Amazonia" w Teatrze Na Woli

Bardzo lubię Agnieszkę Glińską, szczególnie Agnieszkę Glińską - reżyserkę. Do dziś jestem fanką przedstawienia Bambini di Praga wg Hrabala, wystawionego na deskach Teatru Współczesnego dawno, bo w 2001 roku. Jestem też fanką najnowszej Moralności Pani Dulskiej (też w Teatrze Współczesnym). Cieszę się, że aktorzy grający w jej sztukach zdobywają jeśli nie Feliksa Warszawskiego, to chociaż nominację do tej ważnej w świecie teatru nagrody. Podtrzymując swoją sympatię dla reżyserki, wybrałam się do Teatru Na Woli na Amazonię wg Michała Walczaka.

Nie jestem aktorką, ale mam pewność, że po wyjściu z teatru młodzi adepci Akademii Teatralnej muszą wysnuć jeden wniosek: którąkolwiek drogą pójdą - pracy w popularnym serialu dla mas, czy w nowatorskim przedstawieniu teatralnym - i tak skończą na konferencji prasowej dla celebrytów, sprzedając swoją prywatność. Tak podobno wygląda rzeczywistość rodzimego show biznesu.

Bohaterami Amazonii jest para młodych aktorów, Aneta (Agata Wątróbska) i Mundek (Paweł Domagała). Ona biega na castingi, chce zrobić karierę, ale nie za wszelką cenę. I jeszcze ma marzenia. On dumny, bo skończył Akademię Teatralną, żyje z pieniędzy od rodziców i czeka na wyzwania aktorskie, zabijając czas grą na komputerze i paleniem trawy. Święcie wierzą, że się kochają i spędzą razem całe życie.

Aneta wygrywa casting, zdobywa główną rolę w serialu i wchodzi w zaklęty-przeklęty świat show-biznesu. Robi wszystko, czego wymaga sfrustrowany reżyser (świetny Krzysztof Stelmaszyk). Przecież chce grać, chce zaistnieć. Jeszcze próbuje walczyć, że nie za wszelką cenę, stąd "negocjacje" na temat pokazywania cycków. Bo, jak krzyczy reżyser, "chcę tu widzieć cycki, widz chce cycki". Nie ma znaczenia czy to ma sens czy nie - mają być cycki. Reżyser robi serial, którego scenariusz sam napisał, ma nadzieję, że oglądalność pozwoli nakręcić kolejne odcinki, bo przecież "on ma trzy rodziny i pięcioro dzieci do wykarmienia". A tak naprawdę marzy o zrobieniu superfilmu, który pozwoli mu uciec od chałturek.

Serialowym partnerem Anety jest Krzysztof (Maciej Zakościelny). On doskonale dostosowuje się do sytuacji, cały czas chce ugrać coś dla siebie, chociażby zdobyć kobietę. Utożsamia się z postacią z serialu, klepie banały o misji, ideologii swojej roli, a pod tą skorupą tęskni do prawdziwej artystycznej wielkości (ważna, bardzo prawdziwa i wcale nie śmieszna scena monologu w wannie). Mundek w stanie desperacji zaczyna pracować na ulicach w przebraniu kufla do piwa, ale dalej żyje marzeniami o swojej wyjątkowości. Znalazł świetnego odbiorcę swoich wywodów, Frankę (Patrycja Soliman), która marzy o aktorstwie, a dorabia chodząc po ulicy jako pizza. Dziewczyna namawia go na spotkanie i pracę nad sztuką pod wodzą reżysera, GURU Jurka (Łukasz Lewandowski). Jurek zachowuje się jak szaleniec lub dziecko, które dostało do zabawy żywych ludzi. Żyje w stanie nierzeczywistym, stanie wyższego spełnienia, ale tylko na pozór. Jak bardzo "odegrane" są jego ukłony i podziękowania widać po premierze przedstawienia. Nic nie zrobił, ale oczywiście jest genialny. Ambitny spektakl ma premierę, komercyjny serial, dzięki wysokim słupkom oglądalności, kolejny sezon, a zwieńczeniem dwóch różnych dróg aktorskich jest wspólna konferencja prasowa dla celebrytów.

Czy to znak obecnych czasów, że zrobimy wszystko dla pieniędzy, nic nie ma dla nas wartości i wszystko jest na sprzedaż? Michał Walczak napisał sztukę na temat dylematu starego jak świat: "być czy mieć?". Obnażył rodzimy show-biznes, kpiąc ze wszystkiego i wszystkich. A publiczność pęka ze śmiechu zwłaszcza po każdym, najbardziej znanym w Polsce przerywniku, zaczynającym się od litery k I chyba należy powtórzyć za prześmiewczym Gogolem: "Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!"

Poznerowicz
Teatr dla Was
27 listopada 2012

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia