Bydgoszcz znaczy Bromberg?

"Historie bydgoskie" - reż. Paweł Łysak - Teatr Polski im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy

"Historie bydgoskie" w reżyserii Pawła Łysaka to rzecz sprawnie napisana i rewelacyjnie zagrana. Każe jednak zadać pytanie: dla kogo te opowieści?

Na małej scenie Teatru Polskiego w Bydgoszczy ściana z blaszanymi, zardzewiałymi pojemnikami. Jak w dawnym archiwum. Drzwiami, którymi chwilę wcześniej weszła publiczność, wchodzi Alicja Mozga. Przepraszam, wchodzi wąsaty inżynier z Bydgoszczy, który oznajmia, że wynalazł urządzenie, "które robi ping". Wkrótce okazuje się, że "ping" jest przywoływaczem duchów. W wąsatym inżynierze lęgnie się Klara Dux, niemiecka śpiewaczka, córka śluzanta z Okola urodzona w Bydgoszczy. Przepraszam, nie w Bydgoszczy - w Brombergu. Ale czego szuka ta zjawa z przeszłości w Bydgoszczy, już dawno nie Brombergu? Ma zaśpiewać na śluzie, dzięki czemu połączy bydgoszczan, tych przeszłych i tych obecnych. Mamy - publiczność - chwycić się za ręce. Ale po chwili ręce same opuszczają się. Rozbrzmiewa aria Klary.

Drugi monolog - w upalny dzień Jakub Ulewicz, tu: mieszkaniec ulicy Pogodnej, wybiera się na spacer. Nie ma roboty, ma za to dużo czasu. Prowadzi go GPS w komórce, którą zaraz mu wyłączą, bo nie ma na rachunki. I w tym gęstym upale spotyka? wywołuje? Albrechta Alvenslebena, zwanego Tito. Bydgoszczanin z puszki wyciąga czarny mundur ze swastyką. Tito był dowódcą Selbstschutzu w gminie Dąbrowa Chełmińska. Jego oddział zamordował co najmniej 60 Polaków znanych z imienia i nazwiska. Ale o tym nie dowiadujemy się w spektaklu. Dowiadujemy się za to o tym, że ojciec Albrechta został wysłany do obozu w Dachau, a sam Albrecht był prześladowany z powodu niepewnego pochodzenia.

Przykro to stwierdzić, ale Mieczysław Franaszek, świętujący swoje 45-lecie na scenie, dostał najsłabszy monolog. Jest w nim bydgoskim skrzypkiem, który ma dziwaczne marzenie: chce być Żydem, bo chce być kimś. Ubolewa nad tym, że poza paroma kamieniami po synagodze, jedyną pamiątką po bydgoskich Żydach jest golaska-Łuczniczka przed teatrem. Wyrzeźbiona przez Niemca Lepckego, a kupiona za 7500 marek przez niemieckiego Żyda Aronsohna. Dużo mówi się tu o przedwojennym bydgoskim antysemityzmie, znacznie mniej o tym, że to Niemcy, a nie Polacy uczynili Bydgoszcz miastem "wolnym od Żydów". Stereotypowe aż zęby bolą.

Roland Nowak to pracownik wodociągów. Woda, a więc kanał. A w kanale siedem wirów, a w każdym wirze inna historia. I znowu - głównie o Niemcach, o biednych budowniczych Kanału Bydgoskiego (jakby Polacy go też nie budowali), o "krwawej niedzieli", ukazanej jako mordowanie jednych bydgoszczan przez innych bydgoszczan. Ani słowa o bydgoskiej dywersji. To zbyt proste, zbyt naiwne, aby mogło naprawdę przejąć. Roland Nowak robi, co może, żebyśmy weszli w tę historię. Przepraszam, ale jakoś nie mogę. Patrzę na to jak na ruchomy, rozsypujący się obraz z przeszłości.

Podsumujmy. Aktorzy - znakomici, nie wiem czy gdziekolwiek jest w tej chwili lepszy zespół aktorski niż w Bydgoszczy. Scenografia - idealna. Muzyka - budująca napięcie. Reżyseria - świetna, ale niepotrzebne te przerwy między monologami. Teksty - zgrabnie napisane, choć nierówne. Tylko nadal nie wiem, po co, dlaczego i przede wszystkim dla kogo powstał ten spektakl. Żyjący tu i teraz bydgoszczanie mieliby się przeglądać w brombergerach? Niemcy i Żydzi znakomicie sami piszą swoją historię i naprawdę nie potrzebują w tym naszej pomocy. Jeśli spektakl miał być głosem w dyskusji o bydgoskiej tożsamości, to nie wniósł do niej niczego, poza konstatacją, że z niejasnych powodów nie chcemy czy nie umiemy mówić o naszej historii. A przecież Bydgoszcz, na ponad 650 lat swojego istnienia, niespełna 150 była w rękach niemieckich. "Reszta" to Polska. O tej "reszcie" chciałbym zobaczyć spektakl. Dlaczego? Bo jestem Polakiem, do licha.

Bydgoskie VIP-y o spektaklu.

Roman Jasiakiewicz, przewodniczący Rady Miasta

Mam niedosyt, wykazujemy po raz kolejny ogromną troskę o współmieszkańców Bydgoszczy, natomiast zabrakło Polaków, jakby ich zupełnie w Bydgoszczy nie było. To taka maniera, którą obserwuję od czasu "Truskawkowej niedzieli". Byłbym bardziej zainteresowany tragedią Polaków, ich życiem w czasach, których oni sobie nie wybierali.

Grażyna Ciemniak, zastępca prezydenta Bydgoszczy

Świetna gra aktorska, bardzo dobry pomysł na sztukę, bardzo zdolny autor tekstu. Wiem, że wymagało to dużo pracy, zbierania materiałów. Sztuka szokująca, bo pokazuje przeplatanie się naszej trudnej historii. Dyrektor obiecuje, że będziemy mieli następne historie. Mam nadzieję, że bardziej współczesne.

Maciej Grześkowiak, radny Miasta dla Pokoleń

Jestem dość powściągliwy w okazywaniu emocji po wyjściu z teatru, ale ten spektakl był fenomenalny. Po raz pierwszy chciało mi się wstać i bić brawa na stojąco. Zdecydował o tym sam tekst, świetnie napisany, ale też gra aktorska. Nasi aktorzy zdali egzamin niesamowicie. Spektakl bardzo dobrze pokazał pęknięcie, rozbicie bydgoskiej tożsamości.

Jerzy Derenda, prezes Towarzystwa Miłośników Miasta Bydgoszczy

Spektakl jest interesujący przez to, że dotyczy Bydgoszczy, tej która minęła, ale jednocześnie która ma ogromny wpływ na nasze dzisiejsze życie. Zasługą reżysera i całego zespołu jest to, że potrafili to pokazać naprawdę w sposób bardzo ciekawy. Słyszałem, że mają być następne odcinki i czekam na nie z niecierpliwością, bo brakowało mi tu trochę bydgoszczan-Polaków.

Jarosław Jakubowski
Express Bydgoski
29 października 2013

Książka tygodnia

Życie niedokończone
Wydawnictwo Żywosłowie
Lech Raczak, Jacek Głomb

Trailer tygodnia