Cesarski dywan

"Cesarz" - reż. Mikołaj Grabowski - Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie

"Cesarz" Ryszarda Kapuścińskiego to opowieść o absolutyzmie i jego rozkładzie. Wystylizowany na reportaż zbudowany ze "świadectw" rozmaitych dworzan i hierarchów z kręgu cesarza Hajle Selasje stanowi raczej fikcyjną konstrukcję, ukazującą apogeum potęgi i upadek etiopskiego władcy. Wypowiedzi kolejnych "świadków" rysują coraz to wyrazistszy mechanizm władzy.

Rytm cesarskiego dnia, performans monarszego majestatu, szczegóły dworskiego ceremoniału - wszystko to odsłania tajemnice systemu autorytarnego, który w niemal magiczny sposób jest w stanie zniewolić zauszników władcy, jego dworzan, a następnie kolejne kręgi społeczeństwa. Skazę w tym nieomal doskonałym systemie stanowi chęć czy konieczność przeprowadzania społecznych reform. Najmniejsze pękniecie w totalitarnym monolicie prowadzi rychło do pojawienia się coraz to wyrazistszych szczelin, które finalnie doprowadzają do rozpadu dotychczasowego systemu.

Przedstawienie w warszawskim Teatrze Ateneum wyreżyserował Mikołaj Grabowski, a scenografię zaprojektowała Zuzanna Markiewicz. Dekoracje przedstawiają pałacową salę. Ściany o niezwykłej fakturze zmieniają pod wpływem światła swój wygląd. Raz więc możemy oglądać złocący się i mieniący niczym cenne kamienie salon. Innym razem przestrzeń skojarzy się nam raczej z betonowym schronem, którego ściany obite są stalową blachą. W pałacowej sali umieszczony jest szezlong i kilka foteli. Na podłodze rozpościera się ogromny dywan, który we właściwej scenie odegra istotną rolę. W głębi dostrzegamy ogromne drzwi. Kiedy w pewnym momencie wrota się otworzą, ujrzymy gabinet despoty zasiadającego w operetkowym mundurze za ogromnym biurkiem i na tle wysokich regałów z książkami.

Zanim jednak inscenizator ukaże nam ten mieniący się barwami obrazek, najpierw zobaczymy Cesarza ubranego w zwyczajny czarny garnitur. Tak przystrojony Marian Opania każdemu z widzów musi skojarzyć się z Jarosławem Kaczyńskim. Istotną rolę w przedstawieniu odgrywa więc aluzja, że polskim odpowiednikiem dyktatora jest prezes Prawa i Sprawiedliwości, a jego współpracownicy to grupa dworaków podobna do tej, która usłużnie wspierała etiopskiego cesarza. Sugestia Grabowskiego nie wydaje się zresztą utrzymana w tonacji serio. Jest raczej mrugnięciem okiem do widza. Nie tyle diagnozą polskiej rzeczywistości, ile przestrogą przed widmem autorytaryzmu i przedwyborczą próbą pocieszenia opozycyjnie nastrojonych widzów. Oto nawet najpotężniejsi władcy zepchnięci zostaną na boczny tor. Intencję tę najlepiej widać w scenie, w której Marian Opania, malejąc i kurcząc się niczym infantylny starzec, leży opatulony kocem na szezlongu i wydobywa z siebie dziecinnie brzmiące słowa, które powtarzane z namaszczenie przez dworaków stają się jakąś daleką i nieskuteczną już emanacją minionej potęgi.

Siłą utworu Kapuścińskiego wydaje się nie tyle ukazanie etiopskiej historii, ile uniwersalnych mechanizmów. Pierwsi czytelnicy "Cesarza" w opisie afrykańskich realiów dostrzegali przecież obraz elit PRL-owskiej władzy. Grabowski, zachowując świadomość, gdzie spoczywa ciężar znaczeniowy utworu, podjął próbę zachowania z jednej strony jego uniwersalizmu (akcja spektaklu rozgrywa się na bliżej nieokreślonym dworze), z drugiej zaś użycia go jako ironicznego komentarza wobec współczesnej sytuacji politycznej w Polsce. I pewnie dlatego w jednej ze scen, gdy mocno kontrastowe światło spoczywa na twarzy Opanii, jego oblicze staje się nagle ciemne, tak że rzeczywiście może przypominać karnację etiopskiego władcy.

Spektakl grany jest z przerwą, co reżyser wykorzystał umiejętnie. Przed antraktem oglądamy apogeum potęgi. Po powrocie na widownię widzimy obraz rozpadania się monarszej władzy zakończony aresztem domowym odartego z całego blasku eks-cesarza. Szczególne wrażenie robi scena, w której oficerowie, przeszukując pałac, podnoszą ogromny dywan i odsłaniają ukryte pod nim niezliczone dolary. Dekonstrukcji dworskiej przestrzeni towarzyszy tu ośmieszenie skrywającego się za maską majestatu skąpca, który chowa swe bogactwo w banalnej kryjówce. Spoza boskiego cesarza wyziera jakiś taki cysorz...

Spektakl posiada niewątpliwe zalety formalne, do których należy wyrazisty i efektowny rytm tworzony przez wypowiedzi i działania wszystkich wykonawców. Wśród aktorów korzystnie wyróżniają się Dorota Nowakowska i Janusz Łagodziński. Marian Opania tworzy wyrazistą, pełnokrwistą postać, ale operuje dość typowymi dla siebie środkami. Jego warsztat - skądinąd imponujący - nieszczególnie może widza zaskoczyć. Być może brakuje w tej roli jakiegoś przełamania. Być może wyrazistszego przejścia do tonu serio. Takiego, jakim w finale wybrzmiewa "Stabat Mater Dolorosa"?

Spektaklowi zaszkodziła chyba konieczność uwodzenia widzów. Grabowski zdołał pokazać, że uprawianie polityki polega w dużej mierze na oczarowywaniu. Pytanie jednak, czy inscenizując Cesarza, sam zdołał wdzięczenia się do widzów uniknąć?

Patryk Kencki
e-teatr.pl
10 października 2019

Książka tygodnia

Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Maurizio de Giovanni

Trailer tygodnia