Cesarz na miarę czasów

„Cesarz" – reż. Mikołaj Grabowski – Teatr Ateneum w Warszawie – 9.04.2022 – foto: Bartek Warzecha - mater. prasowe

"Cesarz" Ryszarda Kapuścińskiego niesie wartość samą w sobie jako świadectwo historii utkane z relacji ówczesnych świadków. I chociaż wielu zastrzega Kapuścińskiemu podkoloryzowanie rzeczywistości, a jego prozę nazywa reportażem beletryzowanym to jednak spod jego pióra nie umyka sedno uniwersalne. Czy w takim razie ta sama praca reporterska przeniesiona na deski teatru w 2022 roku wnosi coś nowego?

Na scenie w Teatrze Ateneum pojawiło się stworzone przez Zuzannę Markiewicz wnętrze cesarskiego pałacu. Surowe, zimne ściany wypełniło raptem kilka, a jakże pomysłowo wykorzystanych, dworskich, bogatych przedmiotów. Potężny żyrandol zawisł nad rozległym, gęstym, dekoracyjnym dywanem. Na nim stanęła tkana szlachetną nitką otomana. Wokół zdobne krzesła z otapicerowanymi siedzeniami, wśród nich jeden wyróżniający się fotel, tron wśród krzeseł. Z tyłu ogromne, dwuskrzydłowe, dworskie drzwi. Nagle skrawek jednej z zimnych ścian uchyla się. Wchodzi drobna, ubrana w czarno-biały garniturowy kostium kobieta. Zaczyna się opowieść o rutynie dnia jego cesarskiej mości.

Nie zamierzam tutaj narzucać reżyserowi co autor spektaklu mógł mieć na myśli. Przygotowując się do napisania recenzji przeczytałam te już istniejące i przygnębiająca liczba z nich skupia się na odszukaniu cesarza i jego świty w relacji jeden do jednego w obecnej sytuacji politycznej Polski. I chociaż oczywiście i taka interpretacja może być dla niektórych wiarygodna czy nawet pouczająca to myślę, że jest krzywdząca. Jest łopatologicznie krzywdząca.

Każde czasy mają swojego cesarza. Co stanowi jego esencję? Hajle Syllasje ujęty przez Kapuścińskiego traktowany był przez społeczeństwo jako wybraniec. Nie tyle lider co pomazaniec. Mędrzec. Słońce narodu. Wystawianie Cesarza na deskach teatru w komunistycznej Polsce i szukanie analogii wówczas miało sens bezdyskusyjny, natomiast jak ma się to do dzisiaj? Dzisiejsza rzeczywistość polityczna jest obśmiewana na każdym kroku i publicznie. Niedyskutowalnej mądrości polityków szukać próżno. W drugiej części spektaklu jedna z postaci na dworze cesarskim mówi, że gdyby owa władza okazała się niezbyt zamożna w istocie to mogłaby trwać o wiele dłużej i pozostać nie obalona. Dlaczego władza żyjąca skromnie mogłaby się utrzymać pomimo tyranii? Bo byłaby równa. Ale gdyby była równa nie byłaby władzą. Na swoją zgubę zagrała utajonym majątkiem. Dziś sytuacja w kontekście stanu posiadania polityków nie stanowi dla nikogo zagadki. Co jest zatem esencją owej ponadczasowej cesarskości? Czy faktycznie dalej jest to sam rząd? Czy może coś na co rząd czy cesarz ze swoim dworem się składają?

Żyjemy w czasach w których to nie polityka kreuje rynek i rzeczywistość, lecz rynek kreuje politykę.

Być może ciężko to odszukać w otoczeniu, bo gdy się w nim dorasta, żyje i pracuje to jest tylko kolejnym drzewem w lesie. Elementem zastanym. I tym trudniej jest go ruszyć. Również dlatego, że zazwyczaj niesie ze sobą jakąś obietnicę jakiejś lepszej przyszłości. Tak jak dostojnikom na etiopskim dworze i samym Etiopczykom. A alternatywa jest niepewna, bo nieznana.

Jest kijek, marchewka, osiołek i okoliczności przyrody pośród których przyszło mu dreptać. Owym narzędziem groźby zawsze był autorytet władzy i towarzyszący jej opresyjny aparat. Marchewką – obietnica dobrobytu, sprawiedliwości, na które jeszcze trochę trzeba będzie zaczekać. A w okolicznościach przyrody zasiada zwykle koteria.

Mikołaj Grabowski wykorzystał tekst Kapuścińskiego w sposób zręczny i pomysłowy. Umiejętną manipulacją tekstem w wykonaniu aktorów pokazał jak czytać go na nowo. Zdania czytane przez czytelnika ze stron książki nabierają nowego ładunku emocjonalnego. Marian Opania czytający wybrane fragmenty relacji świadków brzmiał jak sam Hajle Syllasje opowiadający o swoich decyzjach. Uzupełnienie całości o polską muzykę rozrywkową przenosi fabułę w nasze rodzime strony. Połączenie ornamentalnych królewskich dekoracji z biurowym, eleganckim ubiorem postaci i festiwalowym, swojskim disco polo stworzyło kabaret z przesłaniem. I uwypukliło coś, co nam w Polsce jest bliskie i kultywowane od dawna: naszą najskuteczniejszą opozycją dla rządów absurdu jest obóz żartu.

Ogromną siłę spektaklu stanowią aktorzy. Za świetne wstawki wokalne, przenoszące fabułę momentami w rzeczywistość telewizyjnego show odpowiada Paulina Gałązka. Marian Opania wcielony w postać Hajle Selasje budzi respekt należycie. Maria Ciunelis, Dorota Nowakowska, Bartłomiej Nowosielski, Janusz Łagodziński, Dariusz Wnuk – doskonale dobrana ekipa. Każdy z aktorów zaprezentował odrębny, charakterystyczny dla danej osobowości dworskiej głos.

Na koniec, gdy publiczność już dziękowała artystom za fantastyczny występ Marian Opania wyciągnął zza pazuchy plik banknotów i rzucał nimi w podekscytowaną publiczność. I chociaż nie potrafię stwierdzić czy był to zabieg reżyserski czy prywatna inicjatywa, to sam ten obraz był jak podsumowanie po podsumowaniu.

Ręce sięgające ponad głowami po frunące banknoty. Tak to zapamiętałam.

Agnieszka Borelowska
Dziennik Teatralny Warszawa
25 kwietnia 2022

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...