Cesarz to ma polskie życie

"Cesarz" - reż. Mikołaj Grabowski - Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie

"Na uwagę, że myli szczegóły, bo bójka miała miejsce na innej ulicy, w innych okolicznościach, krzyknął: - Nic nie rozumiesz! Ja nie piszę, żeby się w szczegółach zgadzało, chodzi o istotę rzeczy!".

Pisząc o twórczości Kapuścińskiego, nie sposób zapomnieć tej wymiany zdań pisarza z jego przyjaciółką, Izabelą Nowak, którą to wymianę przytacza biograf Kapuścińskiego, Artur Domosławski, w swojej słynnej książce "Kapuściński non fiction". W niej bowiem zawiera się esencja metody twórczej reportażysty, którego z perspektywy czasu łatwiej uznać za wielkiego pisarza, niż szczegółowego dokumentalistę. Z jej perspektywy nie ma większego znaczenia, czy bohaterowie, świadkowie zdarzeń bądź rozmówcy narratora opowieści istnieli naprawdę, czy zostali poddani literackiej obróbce, bo nie o konkretną historię tu przecież chodzi, a o "istotę rzeczy" właśnie. Podobną strategię zastosował Stanisław Wyspiański w "Weselu": używając konkretnego wydarzenia i konkretnych postaci, powiedział coś, co w jego pojęciu było uniwersalne, z tą tylko różnicą, że gatunek literacki, jakiego użył - dramat symboliczny - nie charakteryzował się z definicji wiernością faktom, jak to ma miejsce w przypadku reportażu. Ciekawe, że obaj pisarze zebrali za swoją twórczość podobne cięgi od sobie współczesnych, obaj też przeszli do historii literatury jako wybitni pisarze. Może więc zamiast zżymać się na nieścisłości czy przekłamania "reportaży" Kapuścińskiego, warto je po prostu nazywać "reportażami literackimi" (a więc zawierającymi domieszkę fikcji literackiej). Pozwoli to już bez wątpliwości zachwycać się kolejnymi książkami wielkiego pisarza, jakim niewątpliwie był Ryszard Kapuściński.

Poświęcony Etiopii oraz jej ostatniemu feudalnemu władcy, cesarzowi Hajle Selasje I "Cesarz" to dobry przykład znakomitej literatury, jaką tworzył Kapuściński. Postać Hajle Selasje oraz podstawy i mechanizmy jego władzy zostają nam tu przedstawione poprzez opowieść, okraszoną bezpośrednimi relacjami ludzi pałacu. Zabieg ten powoduje, że choć tytułowym bohaterem jest tu władza w postaci konkretnego władcy, to paradoksalnie bohaterem głównym są ludzie (nazwijmy ich elitą władzy), żyrujący in blanco całą politykę reżimu. Jej członkowie bowiem tworzą w istocie grupę trzymającą władzę, zespoloną wspólnymi interesami i podłościami. Cesarstwo zatem można by przyrównać do ula, w którym oderwana od codziennej rzeczywistości królowa zdana jest w gruncie rzeczy na łaskę innych pszczół, które mogą funkcjonować dlatego, że mają królową. Czyli błędne koło!

Opowieść narratora - dziennikarza Kapuścińskiego (postać literacka) oraz jego rozmowy z bohaterami tej opowieści pełne są pozornie nic niewnoszących szczegółów, które - na tle wydarzeń naprawdę ważnych - stają się świadectwem oderwania ludzi władzy od rzeczywistości oraz zbrodniczego charakteru państwa, opartego na ich mafijnej strukturze. Takie zestawienie w połączeniu z ironiczno-sarkastyczną narracją "reportażu" tworzy efekt groteski, która staje się główną konwencją opowieści i sprawia, że reportaż czyta się z niedowierzaniem, a czytelnika w czasie lektury ogarniają na przemian śmiech i groza. W ten sposób opowieść Kapuścińskiego po raz kolejny przekracza ramy gatunkowe reportażu, stając się literacką parabolą, zjadliwą satyrą na każdy dyktatorski reżim, będący (niestety!) jedną z podstawowych form ludzkiej państwowości.

Mikołaj Grabowski dobrze to wie, idąc więc za głosem Kapuścińskiego (a także własnych politycznych poglądów), postanowił zestawić polską rzeczywistość ostatnich lat pod rządami Jarosława Kaczyńskiego z lustrem Kapuścińskiego i zobaczyć, co z tego wyniknie. Jedni powiedzą, że pasuje, jak ulał, inni - że to oburzające. Nie wchodząc w polityczne spory, należy powiedzieć jedno - na pewno nie służy to spektaklowi. Grabowski wykonuje bowiem gest cofający całą istotę literatury Kapuścińskiego do punktu wyjścia: dokonuje anty-uniwersalizacji "Cesarza", czyli sprowadzenia go do konkretów. I choć obraz etiopskiej władzy przystaje w wielu punktach do tego z Nowogrodzkiej, choć inteligentnie rozpisuje Grabowski liczne w książce narracje, choć postaci opowieści zagrane są przez aktorów Ateneum znakomicie, to samo przedstawienie nie wychodzi poza poziom kabaretu Ucho prezesa. Lepszego nawet niż oryginał, Hajle Selasje gra tu bowiem znakomity aktor teatralny i filmowy, Marian Opania. Pamiętając, że ten wybitny aktor odmówił onegdaj zagrania Lecha Kaczyńskiego w pewnym filmie (która to propozycja wydawała się oczywista ze względu na podobieństwo obu panów), nie można się oprzeć wrażeniu, że tym razem Opania nie odmówił zagrania... jego brata. W takim kontekście "Cesarz" Grabowskiego od razu staje się jednoznaczną opowieścią na wskroś polityczną. I chyba o to głównie chodziło. Kolejnym na to dowodem jest użycie - uwielbianej ponoć na Nowogrodzkiej - muzyki disco polo. Zresztą takich tropów jest tu bez liku.

Zamknięci w jednej, dość szykownej przestrzeni aktorzy, grający różnych nienazwanych dworaków, snują w dużej części "nieswoją" (bo przecież Kapuścińskiego i Grabowskiego) opowieść, uwięzieni zarówno w świecie, który w gruncie rzeczy sami wykreowali, jak i w tym opowiadanym przez narratorów. W ten sposób groteskę Kapuścińskiego zastępuje prawda ich własnych narracji. Odarta z ironii i sarkazmu wersja wydarzeń, którą nas raczą, brzmi jak typowy "przekaz dnia", opowieść skonstruowana, żeby się bronić, manipulować i przedstawiać swoją wersję historii (kolejna aluzja do rządowej propagandy). To, co w książce podane jest przez narratora w stylu ironiczno-sarkastycznym, w spektaklu - odarte z narracyjnego dystansu - staje się podwójnie nieprawdziwe i sztuczne. Świat dzisiejszej polskiej polityki jawi nam się zatem jako wyjątkowe siedlisko kłamstwa, manipulacji i podłości. Można by tak dalej interpretować kolejne zabiegi Grabowskiego - tylko po co? Wszak odczytywanie gotowego, skrojonego pod pewną tezę obrazka (również "przekazu dnia") to cała frajda spektaklu w Ateneum. Nie zamierzam więc jej Państwu zabierać.

Aktorzy są wyborni. Poza znakomitym Opanią błyszczą panie: Maria Ciunelis i Julia Konarska. Ciekawa jest też scenografia i kostiumy Zuzanny Markiewicz. Grabowski zrobił dobry rzemieślniczo spektakl, choć niestety nazbyt oczywisty i ilustracyjny. Od początku wiadomo, o co chodzi, nie ma więc żadnej tajemnicy, tylko tropienie śladów po z góry wyznaczonej drodze. Trochę żal. Zwłaszcza, że jest od kogo wymagać!

Tomasz Domagała
e-teatr.pl
11 lipca 2019

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...