Chciał być plastykiem, został aktorem

rozmowa z Jerzym Trelą

Zofia Rysiówna w okolicznościowej laudacji z okazji przyznania JERZEMU TRELI nagrody im. Zelwerowicza powiedziała: - Trela zawsze gra w Teatrze Narodowym. Obojętnie gdzie.... Trawestując to stwierdzenie można powiedzieć, a potem zapisać, że Teatr Narodowy jest tam, gdzie gra Trela...

KOD

Czy czujesz się mistrzem? - zapytał wprost Wacław Krupiński Jerzego Trele, rozpoczynając kolejne na deskach Groteski spotkanie w ramach cyklu "Kod Mistrzów".

- Głównie na Dworcu Centralnym w Warszawie, gdy lokalni menele podchodzą do mnie z prośbą "miszczu, daj dwa złote". Powiedziałem im, że jak się nauczą mówić "mistrzu", będą dostawać piątkę.

I co?

- Dwóch się nauczyło i mówią "mistrzu", więc dostają po pięć złotych. Ale jak dostałem tytuł "mistrza mowy polskiej", to odpuściłem i ci, co nie nauczyli mówić się "mistrzu", także dostają swoje dwa złote.

Jerzy Trela należy do pokolenia, które swoją wiedzę o życiu i późniejszą pozycję zawodową czerpało z relacji uczeń - mistrz. Ale też w najbliższym otoczeniu funkcjonowały zakłady rzemieślnicze, w których mistrzowie kształcili uczniów, a potem czeladników. Byli mistrzowie szewscy, krawieccy, stolarscy. Być może to zmiana technologii sprawia, że dzisiaj młodzież nie odczuwa potrzeby obcowania z prawdziwymi mistrzami, zaś wiedzy i oparcia szuka w internecie, którego uważa za swojego mistrza. A młodzież jest przecież naszym zwierciadłem...

Uczniowie mistrza

Który z uczniów dostarczył Jerzemu Treli największej radości?

- Radości dostarczyli mi wszyscy - mówi o swoich uczniach i wychowankach ze szkoły teatralnej. Unika wymieniania nazwisk, by nie sprawić przykrości tym, którzy jeszcze nie zostali docenieni: - Nie zawsze mogą robić to, o czym marzyli. Często muszą uczestniczyć w upokarzających castingach do telenowel.

I tu jednak mistrz łamie się i wymienia tych wychowanków, którzy dobrze odnaleźli się w nieco innej rzeczywistości. Jak na przykład sprawozdawca sportowy Przemysław Babiarz, prezenter telewizyjny Grzegorz Miśtal, dziennikarz TVN 24 Ryszard Cebula, Piotr Borowiec - lektor czytający większość list dialogowych emitowanych w telewizji filmów. A w końcu padają i nazwiska aktorów: Ewa Kasprzyk, Beata Fudalej, Dorota Segda, Tamara Arciuch, Gierszał ojciec i syn...

A kto zawiódł?

- Może to okoliczności, w których się znaleźli, w których przyszło im żyć, zawiodły? Kiedyś na festiwal szkół teatralnych do Łodzi przyjeżdżali wszyscy dyrektorzy teatrów, żeby zobaczyć młode pokolenie, nowe twarze. Dzisiaj, poza nielicznymi, dyrektorzy omijają to miejsce szerokim łukiem.

Gustaw-Konrad z Dziadów Konrada Swinarskiego wcale nie miał być aktorem. Nie marzył o tym jako dziecko. Nie obracał się w kręgach artystycznych. Urodził się we wsi Leńcze koło Kalwarii Zebrzydowskiej, na trasie kolejowej między Płaszowem a Suchą Beskidzką (ojciec był maszynistą kolejowym). Wychowywał się pod ladą prowadzonego przez matkę szynku blisko stacji. Z tej perspektywy obserwował teatr codzienności, ciężką prozę życia.

Tam wszystko działo się naprawdę. Ludzie przychodzili, najpierw razem pili, a potem załatwili swoje porachunki. Strzelali do siebie. Na jego oczach zginęło siedem osób. Gdy strzelali, chował się pod barem. Bardziej pociągały go jednak sztuki plastyczne. Szczęśliwy traf sprawił, że z Leńcz pochodzi także prof. Bronisław Chromy, który w rodzinnej wsi bywał i dostrzegł u niego predyspozycje plastyczne, sprawność manualną. Naturalnym etapem edukacji było więc liceum plastyczne. A tam nauczycielka języka polskiego dużą wagę przywiązywała do pamięciowego opanowywania wierszy. Nastoletni Jerzy Trela tego nie znosił. Za wiersze miał same dwóje i groziło mu, że z tego powodu będzie repetował klasę. W końcu wyuczył się i dostał czwórkę, ale wpisaną ołówkiem. Nauczycielka miała wobec niego swój tajny plan, chciała posłać Jerzego Trele na konkurs recytatorski. Był to największy sukces nauczycielki i szkoły: Jerzy Trela doszedł do eliminacji wojewódzkich... Później uświetniał wszystkie szkolne uroczystości, mając jeden, jedyny wiersz w repertuarze, bo nadal nie pałał nadmierną chęcią do pamięciowego opanowywania materiału.

Gdy pojechał na konsultacje przed egzaminami do łódzkiej "Filmówki", olbrzymiej postury pani dziekan nie pozostawiła wątpliwości.

- Nie nadajesz się, mały jesteś - oświadczyła na samym wstępie, nie pytając o nic więcej. Trela jakby podświadomie dążył jednak do teatru. Albo też teatr ciągnął go, ale drogą nieprostą, meandrami.

- Teatr interesował mnie bardziej od strony plastycznej - wspomina dzisiaj. W Grotesce (kto z luminarzy krakowskiej kultury nie był związany z Groteską?), która mieściła się wtedy przy ulicy św. Jana, malował dekoracje, poruszał lalkami. Po czterech latach, za namową kolegów zdecydował się zdawać do szkoły teatralnej, już w Krakowie. Rok wcześniej z Groteski do szkoły zdał Kazimierz Kaczor, a jeszcze przed nim Andrzej Buszewicz. I jeszcze wojsko było na karku... Nadal repertuar miał ograniczony, znał cztery teksty. Podczas egzaminu wybawiła go Zofia Jaroszewska po czwartym wierszu ("Sokrates tańczący" Tuwima), apelując do komisji: "A dajcież mu wreszcie święty spokój...".

"To już po mnie", pomyślał. Kiedy wywieszono wyniki, okazało się, że został przyjęty z drugą lokatą. Pierwszy był młodszy i przystojniejszy Leszek Teleszyński.

- Leszek był tak piękny, że musiał być pierwszy - wspomina, śmiejąc się.

Bacuś w roli Konrada

W 1972 roku najął się do serialu "Janosik", realizowanego przez Jerzego Passendorfera w Pieninach. Powierzono mu rolę młodszego zbójnika, Bacusia. Na plan przyjeżdża Wiktor Sadecki, który też grał w serialu (stary harnaś Jakubek) z wieścią, że Konrad Swinarski prosi o telefon, bo zamierza obsadzić młodego Trele w roli Gustawa-Konrada w przygotowywanych właśnie "Dziadach".

- Nie bardzo w to wierzyłem, bo mówiło się, że tę rolę ma dostać Jerzy Cieślak z Teatru Grotowskiego z Wrocławia. Dzwonię i wszystko się zgadza. Mam dylemat, co zrobić: umowa podpisana, czy z serialu mnie zwolnią na próby w teatrze? - wspomina Jerzy Trela. - Wspólnie z kolegami zastanawiamy się, jak z tego wybrnąć. W serialu odcinki kręcimy chronologicznie (w tym momencie mistrz tłumaczy różnicę pomiędzy serialem a telenowelą: serial ma swój początek i koniec, wszystko jest precyzyjnie zaplanowane; telenowela ma początek, ale nie ma końca, aktorzy otrzymują tekst tuż przed rozpoczęciem zdjęć i nigdy nie wiadomo, co wydarzy się w następnym odcinku).

Wieczorem Sadecki zaprasza na kolację z Passendorferem i po kilku daniach mieszczących się w kieliszku przedstawia sytuację. Reżyser pyta: i co ja zrobię? Sadecki na to: a ubij go.

- I tak zostałem ubity przez kamrata, spadałem efektownie (kaskader spadał) w 10 metrową przepaść.

Wacław Krupiński stawia głośno problem: czy dzisiaj młody, stojący u progu kariery aktor poświęciłby kontrakt w serialu dla roli teatralnej, nawet jeśli miałaby ona przejść do historii teatru (ale tego przecież nie wiadomo w momencie składania propozycji)? Mistrz zręcznie unika jednoznacznej odpowiedzi, ale widownia nie ma wątpliwości....

Wolny teatralny najmita

Od 1998 roku Jerzy Trela jest z własnego wyboru wolnym najmitą. Od czasu, gdy w programie Manna i Materny wystąpił z wierszem Konopnickiej. Stało się to po tym, jak pewien znany reżyser powiedział, że teraz czasy są takie, iż aktorzy powinni spakować walizki, czekać i siedzieć na nich... I tak Jerzy Trela zaczął jeździć do Warszawy. Grał w Narodowym, w Ateneum, w Dramatycznym, w Teatrze Na Woli, w teatrze Krystyny Jandy. Jeździ także po Polsce wszędzie tam, gdzie jest publiczność, która nie ma dostępu do teatru, a pragnie z teatrem spotkania. Chcą na moment oderwać się od ogłupiającego telewizora. Mogą zetknąć się z dobrą literaturą.

Zofia Rysiówna w okolicznościowej laudacji z okazji przyznania Jerzemu Treli nagrody im. Zelwerowicza powiedziała: - Trela zawsze gra w Teatrze Narodowym. Obojętnie gdzie.... Trawestując to stwierdzenie można powiedzieć, a potem zapisać, że Teatr Narodowy jest tam, gdzie gra Trela...

Trochę polityki

- Zwykliśmy zwalać wszystkie winy na Ruskich, ale dlaczego uczyliśmy się od nich tylko złych rzeczy, a nie uczyliśmy się dobrych, dlaczego widzieliśmy tylko zło, choć przecież dobro też się pojawiało? Chociażby literatura, z której ciągle korzystamy. Jakbyśmy udawali, że Dostojewski był Chińczykiem. Był przecież Rosjaninem, który zresztą nienawidził Polaków. A Sołżenicyn, a Czechów, z którego ciągle korzystamy... Aktor raz jest misjonarzem, raz pajacem, innym razem błaznem. Za czasów Szekspira aktorów nie traktowano poważnie. Chowano pod płotem cmentarza...

Kiedy zejść ze sceny

- Aktorstwo to nałóg, więc każdy aktor chce grać do końca. I trudno się pogodzić z koniecznością odejścia. Trzeba to zrobić w sposób w miarę rozumny i godny. W miarę swoich sił, żeby nikt nie powiedział: Boże, po co on się tak męczy. Niechże da sobie już spokój. Gustaw Holoubek grając Garderobianego na deskach Teatru Słowackiego, tak uzasadniał swoje zejście ze sceny:

"Tego, co chciałbym zagrać, już nie potrafię, a to, co mi proponują - nie interesuje mnie". Potem jeszcze coś reżyserował i pojawił się w paru spektaklach Teatru Telewizji.

Aktor Swinarskiego czy Jarockiego?

- Krążąca po teatrze opinia, że są aktorzy Swinarskiego i Jarockiego jest błędna - zaświadcza Jerzy Trela. A dowodem na to jest on sam. Grał u jednego i u drugiego. Swinarski widział go w rolach dramatycznych, bardziej emocjonalnych, Jarocki wykorzystywał na scenie możliwości deformacji i poczucie humoru. Swinarski był bardziej otwarty, uwielbiany, kochany. Jarocki był oschły, taki bardziej profesorski, w kontaktach był trudny. Swinarski był nauczycielem wyobraźni, a Jarocki rzemiosła.

Notował Jacek Balcewicz

PS. Odnotowujemy, że na deskach Groteski pojawiła się nowa tradycja. Mistrza już nie prosi się o autograf. Z mistrzem robi się zdjęcie, które potem można wrzucić do internetu.

Jacek Balcewicz
Gazeta Kraków
18 lutego 2015
Portrety
Jerzy Trela

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...