Choć wszystko mija, trzeba żyć

W Trzech siostrach skumulowane zostały lęki i niepokoje, pojawiające się u osób, żyjących na przełomie XIX i XX wieku.

Niewiadoma w postaci nowego stulecia i wybuchające co raz to kolejne zarazy czy nagłe pożary – to problemy, które wzmagają u bohaterów uczucie nieprzewidywalności i braku stałości. Dlatego w swoim dziele Czechow bierze pod lupę ludzkie dramaty, słabości i szuka w nich jakiejkolwiek celowości. Na scenie Teatru STU odbywa się więc egzystencjalne poszukiwanie sensu życia, pracy i miłości.

W tej filozoficznej podróży biorą udział trzy siostry, z których najwięcej optymizmu posiada najmłodsza z nich – Irina (Alicja Wojnowska). Dziewczyna jest pełna nadziei i młodzieńczej radości, ponieważ wierzy, że dzięki uczciwej pracy odnajdzie spokój ducha. Jej ufność odzwierciedla ubiór – nosi białe czy kremowe suknie, które podkreślają czystość i niewinność. Alicja Wojnowska poprzez beztroskie ruchy czy dziecinne spojrzenia, niemające w sobie jeszcze trosk dorosłego życia, nadała Irinie wyjątkowej lekkości i delikatności. Bohaterka w przypływach niekontrolowanej radości skacze, śmieje się i próbuje rozbawić swoje starsze siostry.

Irina stara się zarazić optymizmem Maszę (Kamila Bestry) i Olgę (Daria Polasik-Bułka), które wiedzą już, że życie nie jest tak proste. Masza wyszła nieszczęśliwie za mąż i jest znudzona codzienną rutyną, od której pragnie uciec. Znajduje się w niej ogromny żal, co widać również w jej ubiorze. Masza nosi eleganckie, czarne suknie, jakby tkwiła w stworzonej przez siebie żałobie. Zazwyczaj jest wyniosła, nieobecna i dystansuje się od innych ludzi, ale potrafi być też szczera w stosunku sióstr, kiedy opowiada im, że zakochała się w pułkowniku Wierszyninie. To dla niego potrafi się zmienić i przełamać wewnętrzny chłód. Niezwykle plastyczną jest scena, gdy Aleksander Wierszynin (Radosław Krzyżowski) wyznaje miłość Maszy. Jest ona wtedy ubrana w czarną suknię z elementami cekinów, które przy każdym jej ruchu odbijają się w świetle i połyskują silnym blaskiem, jak w pierwszych chwilach zakochania, kiedy to cały świat skrzy się od bodźców i barw.

W porównaniu do pełnej radości Iriny i sprzecznej Maszy najstarsza z sióstr jest najbardziej odpowiedzialna. Olga jest nauczycielką, która swoje życie podporządkowała pracy i stara się mieć wszystko pod kontrolą. Daria Polasik-Bułka umieściła graną przez siebie bohaterkę w silnych ramach autocenzury – Olga chodzi energicznie, ale przewidująco, przeżywa silne uczucia, ale robi to w granicach i podejmuje decyzje zgodnie z istniejącymi normami. Ponadto, ma krótkie, wyprostowane włosy i jest zawsze schludnie ubrana – jak należy. Z racji tego, że Olga posiada silny kodeks moralny nie jest w stanie zrozumieć zachowania żony brata – Nataszy (Weronika Kowalska), która chce wyrzucić starą i schorowaną nianię Anfisę (Aldona Jankowska). Silnie przeżywa tę historię, dlatego stwierdza: „Tej nocy przybyło mi dziesięć lat". Mimo zachowywania się tak jak trzeba, Olga nie osiąga spokoju, nie jest spełniona.

Wraz z rozwojem akcji trzy siostry coraz bardziej tęsknią za czymś nieokreślonym. W ich marzeniach pojawia się Moskwa, gdzie chcą się przeprowadzić i zacząć wszystko od nowa. Usilnie wierzą, że ta przeprowadzka zmieniłaby ich życie na lepsze. Na scenie nie tylko Masza, Olga i Irina szukają odpowiedzi na to, jak powinny żyć i jak będą pamiętane za kilkadziesiąt lat. Filozoficzne rozważania prowadzą też kapitan Wasilij Solony (Marcin Zacharzewski), porucznik Mikołaj Tuzenbach (Andrzej Deskur) i pułkownik Wierszynin, który dramatycznie pyta: „Co by było, gdyby można było życie zacząć od nowa, do tego z pełną świadomością?". Radosław Krzyżowski zbudował wielowymiarową postać pułkownika, który jest rozdarty pomiędzy obowiązkiem bycia mężem i ojcem, a potrzebą świadomego życia, gdzie może być z kimś z miłości, a nie wskutek błędnej decyzji.

Podobne rozdarcie przeżywa również Andrzej (Tomasz Schimscheiner) – brat trzech głównych bohaterek. Na początku poznajemy go jako wyautowanego, wrażliwego i nierozgarniętego uczonego, który wygrywa swoje emocje na skrzypcach. Jednak, wskutek małżeństwa z Nataszą zaczyna upadać jako człowiek: rezygnuje z kariery naukowej i roztrwania majątek na grze w karty. Schimschneiner poprzez swoją charyzmę skrada sceny, w których się pojawia. Za pomocą gestów czy spojrzenia potrafi oddać stan emocjonalny bohatera. Nadaje też lekkości i humoru przedstawianej opowieści, m.in. wtedy, gdy rozmawia z niedosłyszącą Anfisą, której zwierza się z problemów małżeńskich, a ona go nie słucha i opowiada mu inną historię.

Akcenty humorystyczne wprowadzają również lekarz wojskowy Iwan Czebutykin (Andrzej Róg), nauczyciel gimnazjalny Fiodor Kułygin (Grzegorz Mielczarek) – mąż Maszy oraz Natasza. W przypadku Czebutykina jest to autoironia, ponieważ jest świadomy, że przeżył już większość swojego życia i pozostaje mu tylko pogodzenie się z tym, co go spotkało. Groteskowi natomiast są Kułygin i Natasza, którzy nie zdają sobie sprawy, że są powodem do śmiechu. Grzegorz Mielczarek stworzył swojego bohatera na wzór pseudointeligenta, który jest karierowiczem, pełnym fałszu i sztuczności – widać to w jego ruchach, mimice czy sposobie mówienia. A Natasza zapatrzona jest tylko w swoje dzieci i jako nadopiekuńcza matka wyolbrzymia ich talenty i cechy. Przy okazji potrafi też wprowadzić nastrój napięcia, gdy kontroluje, co dzieje się w domu i jak pracuje służba.

Prawie każdy z bohaterów dramatu Czechowa nie potrafi znaleźć swojego miejsca w świecie – miota i cierpi jak nie z nieszczęśliwej miłości (jak np. kapitan Solony, który zakochał się w Irinie), to z powodu braku niepodważalnego sensu życia. Jedyną osobą, która zdaje się nie zadręczać jest Anfisa – jest pogodzona z losem, wie więcej. Może dzieje się tak dzięki wierze, ponieważ dba o to, żeby w domu były przestrzegane zasady religii prawosławnej. Co ciekawe, pomimo tak różnorodnych bohaterów, którzy często pojawiają się równocześnie na scenie, współgrają oni ze sobą i jednocześnie zachowują indywidualne cechy – są oddzieleni, osobni.

W Trzech siostrach znaczącą rolę odgrywają też scenografia, światło i muzyka. Scena jest podzielona na dwie części: salon i jadalnię, która można zamknąć za pomocą rozsuwanych drzwi. Bohaterowie korzystają z tego rozwiązania, gdy chcą nadać intymności danej rozmowie (dzieje się tak pomiędzy np. Maszą a Wierszyninem czy Iriną a Solonym). Na filarach oraz w części jadalnej powieszone są również lustra, które zarówno powiększają przestrzeń, jak i umożliwiają zobaczenie zniekształconego odbicia bohaterów, co symbolizuje potrzebę poszukiwania własnego „ja" oraz rodzaj wewnętrznego rozdarcia i sprzeczności. Widoczne jest to u Maszy, gdy pije w jadalni wódkę, a jej odbicie w lustrze jest niejasne, rozmyte.

Kluczowe jest także światło - sposób jego rozumienia i inteligentnego wykorzystania. Trzy siostry rozpoczynają się ciemnością, dopiero za chwilę z mroku wyłania się Anfisa, trzymająca zapaloną świecę. Siła światła, która pokonuje otaczającą czerń i wprowadza ciepło jest tak silna, że nadaje ton dalszej historii i wprowadza wyjątkowy klimat. Blask świecy jest wykorzystywany w spektaklu kilkukrotnie m.in. podczas pracy Andrzeja czy przechadzki Nataszy po domu, sprawdzającej, czy wszystko jest na swoim miejscu. Przytłumione światło, wydobywane ze świecy, odbija się na twarzach bohaterów, nawiązując do ich rozterek i niepewności czasów, w których żyją. W ten sposób światło jest integralną częścią spektaklu. Kiedy bohaterowie szukają odpowiedzi, światło im w tym pomaga, oświetlając wybrane części widowni, kiedy w mieście wybucha pożar – żyrandol w salonie przybiera krwawy kolor, a kiedy Masza przeżywa moment zakochania w Wierszyninie światło uwypukla walory jej ubioru, dzięki czemu staje się jeszcze piękniejsza.

Uzupełnieniem opowieści jest muzyka, niemal niesłyszalna, ale jest wkomponowana w akcję spektaklu i połączona z efektami wizualnymi (drzewa za oknem) – w tle słychać szum wiatru i subtelne pianino.

Bohaterowie Trzech sióstr starają znaleźć uniwersalną odpowiedź na to „dlaczego to wszystko minęło?". Takie pytanie zadaje też Irina – na początku spektaklu tak pełna nadziei, a pod jego koniec - przytłoczona życiem i zmęczona. Olga, Irina i Masza znajdują się więc na tym samym poziomie świadomości – utraciły już wszystko, dlatego stoją naprzeciw siebie, pełne prawdy i najszczersze niż kiedykolwiek i odpowiadają na te problemy egzystencjalne najprostszymi (i chyba jedynymi dostępnymi już słowami): „Trzeba żyć".

Monika Morusiewicz
Dziennik Teatralny Kraków
25 września 2021

Książka tygodnia

Bauhaus - nauczanie/nowy człowiek
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
red. Małgorzata Leyko

Trailer tygodnia

27. Międzynarodowy Fes...
Ewa Pilawska
Artysta w kryzysie 27. Festiwal Sztu...