Chopin w bieliźnie

"Chopin Fresh Fruit" - reżyseria: Andrzej Adamczak

Andrzej Adamczak chciał zaszokować i to mu się udało. Ale co z tego szoku wynika? Niewiele, by nie rzec - nic. Choreograf postanowił obedrzeć muzykę Fryderyka Chopina z jej romantyczności, emocjonalności, polskości - cokolwiek to znaczy, piękna, subtelności... I to mu się udało.

Na pustej scenie w tonacji biało-czarnej pojawia się dziewięcioro tancerzy. Śpiewają "Życzenie", które potwornie fałszują, składają stateczki z papieru... Są w bieliźnie (białe majtki i białe podkoszulki stanowią swoistą wersję uniformu). Bielizna ma w sobie ukryty kod: bohaterowie są jak czysta kartka, którą można dowolnie zadrukować. 

Adamczak w tytule "Chopin Fresh Fruits" sugeruje, że interesuje go tokijska dzielnica Harajuku, do której ściąga młodzież z całego miasta, przebiera się w specjalne stroje, maluje i dopiero wtedy wychodzi na ulice. Za kogo się przebierają? Postacie z Mangi, idoli estrady, bohaterów ulubionych lektur, lolitki... Adamczak dość długo przygotowuje publiczność na przemianę i kiedy ta nastąpiła, przeżyłem wielkie rozczarowanie. 

Mariusz Szmytkowski nie dość, że zaprojektował niefunkcjonalną scenografię (jeśli ktoś siedział z boku, nie widział kulis), to na dodatek zawiódł jako projektant kostiumów. Po minimalistycznej bieliźnie spodziewałem się czegoś szokującego. Tymczasem propozycje Szmytkowskiego wpisują się co najwyżej w stylistykę strojów estradowych Majki Jeżowskiej (z jednym wyjątkiem: fantastyczne są damskie torebki). 

Po spektaklu dopiero zajrzałem na strony poświęcone Harajuku i znalazłem tam rzeczywiście przykłady odlotowej mody ulicznej, która może śmieszyć, obrażać, budzić strach... Kostiumy Szmytkowskiego są zupełnie obojętne. 

Nie wiem, czy w Harajuku słuchają Chopina, chociaż w Japonii jest to najbardziej znany kompozytor. Jeśli tak, to na pewno odbierają go na swój sposób. Na swój sposób słyszy także choreograf. Do muzyki romantycznej zaproponował kanciasty ruch, który równie dobrze mógłby zastosować do każdej innej muzyki. 

Choreografia Poloneza As-dur op. 53 razi łopatologiczną dosłownością. W finale bohaterowie zrzucają kolorowe szmatki, i wracają do swojego bieliźnianego uniformu, sugerując, że cokolwiek na siebie założymy i tak pozstaniemy tylko ludźmi. Trudniej natomiast zinterpretować wypinanie pupy przez tancerzy. Jeśli to miały być pupy Gombrowiczowskie, to zostały niewłaściwie użyte, jeśli prywatne tancerzy - to był to gest obraźliwy dla publiczności. 

Czekałem na reinterpretację Chopina. Doczekałem się prowokacji. Zobaczyłem na scenie pobrudzonego Chopina w nieskazitelnej bieliźnie.
(mb)

Stefan Drajewski
Głos Wielkopolski
19 maja 2009

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski