Choroba na śmierć, czyli próby z Sikorskiego

"Holzwege" - reż. Katarzyna Kalwat - TR Warszawa

Po spotkaniu z Katarzyną Kalwat, reżyserką, z pierwotnej wersji dramatu "Holzwege" Marty Sokołowskiej pozostały tylko fragmenty, które w spektaklu powtarzają się jak refren. "Malutkie fragmenty sztuki opatrzone naszymi komentarzami wpuszczamy w improwizowaną przestrzeń próby", zadeklarowały artystki w wywiadzie dla "Dialogu". Na scenie TR Warszawa aktorzy jakby nadal uczestnicząc w teatralnych próbach do projektu, odtwarzają proces odkrywania tajemnicy Tomasza Sikorskiego, zadają sobie pytanie: kim był i jak umarł awangardowy kompozytor, uznawany za prekursora minimalizmu w muzyce. W jaki sposób zagrać na scenie człowieka, który pogrążony jest w głębokiej depresji, lęku i osamotnieniu?

Na środku sceny widzimy stół zapełniony pustymi kubkami po kawie, rozrzuconymi kartkami scenariusza, dokumentami. Gdzieś w tle stoi wieszak z kostiumami, po lewej stronie wanna, po prawej fortepian Steinway. Znajdujemy się w sali prób. W zamyśle reżyserki aktorzy niecałkowicie wchodzą w rolę, wypowiedzi bohaterów przeplatają własnymi refleksjami na temat Sikorskiego. Na scenie rozgrywa się walka na argumenty między Janem Dravnelem a Sandrą Korzeniak. Reprezentują oni dwie odmienne wizje życia i śmierci Tomasza Sikorskiego. Jan Dravnel opisuje go w sposób ludzki, naturalistyczny, nie upiększa faktów. Dla niego Sikorski to pijak i awanturnik, człowiek, który upadł na dno, zdesperowany, szalony, poza kontrolą otaczających go ludzi. Sandra Korzeniak tworzy mityczny portret artysty natchnionego - chrystusowego męczennika i profety o twarzy wyrażającej smutek i cierpienie. Dla aktorki tragizm Sikorskiego polegał na niewyobrażalnej samotności i strachu przed światem, ludźmi, śmiercią. Kompozytor nosił w sobie cierpienie i lęk, które podsycane były hasłami filozofii egzystencjalnej, dziełami Sorena Kierkegaarda, Martina Heideggera, Franza Kafki czy Fryderyka Nietzschego.

"O jakim Sikorskim marzymy?". Twórcy spektaklu próbują przedstawić sylwetkę artysty w oparciu o relacje jego przyjaciół, sąsiadów, współpracowników, nie zapominają o wypełnianiu luk i brakujących elementów układanki własnymi wyobrażeniami i domysłami. Nadają opisywanym wydarzeniom i faktom z życia awangardowego kompozytora charakteru fantasmagorii, tworząc obraz nieśmiertelnej ikony. Porównywany do Pasoliniego, który przewidział swoją tragiczną śmierć z rąk nieznanych oprawców na plaży w Ostii, jak mówi Sandra Korzeniak: "Wygrał swoją śmierć" (utwór "Choroba na śmierć" napisany do tekstu o tym samym tytule autorstwa duńskiego filozofa - Kierkegaarda). Kiedy na scenie Tomasz Tyndyk kładzie się w wannie, odwzorowując moment śmierci artysty, przypomina zasztyletowanego Marata z obrazu Jacquesa-Louisa Davida. Pięknego mężczyznę, który zastyga w śmiertelnej pozie.

Ponad improwizacjami i dywagacjami trójki aktorów, którzy na scenie starają się odegrać proces własnych poszukiwań podczas teatralnych prób, wznosi się głos Zygmunta Krauzego - przyjaciela i współpracownika Sikorskiego, wykonującego podczas spektaklu jego utwory. Kompozytor odpowiadając na pytania dociekających prawdy aktorów, opisuje Sikorskiego i przytacza listy, które ten pisał do niego podczas wyjazdów zagranicznych. Wyłania się z nich portret dowcipnego, sarkastycznego i zadziornego młodzieńca, który z biegiem lat pogrążył się w głębokiej depresji. Cierpiał na bezsenność, obsesyjnie bał się świata ludzi pozbawionych wrażliwości; bywał agresywny, nadużywał alkoholu, buntował się wobec władzy PRL-u, jednocześnie zamykał się coraz bardziej w świecie dźwięków i brzmień. Choć twórczość Sikorskiego wzbudzała skrajne emocje, od zachwytu po krytykę i nieakceptację, uznawana jest za prekursorską formę muzycznego sonoryzmu i minimalizmu. Lata jego komponowania przypadają na okres działalności Henryka Mikołaja Góreckiego, Krzysztofa Pendereckiego czy Wojciecha Kilara. Polska awangarda muzyki klasycznej i eksperymentalnej za pomocą muzyki wyrażała lęk, niepokój i zagubienie, wystawiała słuchaczy na trudne, emocjonalne doświadczenia.

"Denerwuje mnie muzyka, która porządkuje rzeczywistość". Sikorski swoją muzyką udowadniał, że świat to przeciwieństwo racjonalizmu i porządku. Jego muzyka to hołd złożony absurdowi ludzkiego życia i śmierci.

Ewa Wójtowicz w tekście prezentującym sylwetkę Sikorskiego pisze, że był on "silną indywidualnością o bardzo wyraźnej estetyce i łatwo rozpoznawalnym stylu; kompozytorem niedocenionym, tragicznie samotnym, zarówno w życiu jak i w twórczości". Dorota Kozińska pisze w "Dialogu": "Sikorski był zarażony nie tylko śmiercią - przede wszystkim własnej matki, od której nie zdążył się odpępnić - ale też przeraźliwą samotnością i lękiem przed odrzuceniem, na które reagował zwierzęcą furią".

Tomasz Tyndyk balansując na granicy egzaltacji, szaleństwa, rozpaczy i opanowania, tworzy portret artysty rozhisteryzowanego, niestabilnego emocjonalnie, dławiącego się łzami, które nieustannie spływają po twarzy. Jego Tomasza Sikorskiego widzimy w kilku zapamiętanych obrazach: kiedy ciało zastyga w bezruchu na klawiszach fortepianu, kiedy pijany zasypia w wannie wypełnionej wodą, kiedy stojąc w koszuli pod Kolumną Zygmunta, błaga milicjanta, aby go zastrzelił. Odnoszę jednak wrażenie, że Tomasz Tyndyk w roli Sikorskiego nie wykracza poza własne, teatralne, TR-owe emploi, momentami wykorzystuje je za bardzo, zbyt nachalnie i bezpośrednio.

Przeniesienie na scenę dyskusji, które towarzyszyły aktorom podczas przygotowań do spektaklu, umożliwiło im zdystansowanie się do tematu sztuki, potraktowanego z właściwym sobie humorem. Zastanawiam się jednak, czy żarty i lekkość, z jaką aktorzy dywagują o Tomaszu Sikorskim (a w pewnym momencie również o wyczerpaniu się teatru jako medium), przybliżają nas do odpowiedzi na pytanie, kim był autor tytułowego utworu "Holzwege"? Czy spektakl TR Warszawa stanie się udaną próbą stworzenia współczesnej ikony muzyki awangardowej? Z pewnością twórcom udało się wydobyć postać Sikorskiego z odmętów niepamięci. Któż bowiem pamiętał (albo znał?) jego utwory: "Samotność dźwięków", "Choroba na śmierć" czy tytułowe "Holzwege"?

"Wieczność pyta każdego osobno (), pyta o jedno tylko. Czyś żył w rozpaczy, czy bez rozpaczy, czy w rozpaczy, o której nic nie wiedziałeś, czy też ukryłeś tę chorobę w swoim wnętrzu jak męczącą tajemnicę, jak grzeszny owoc miłości pod sercem, czy też będąc przerażeniem dla innych, sam szalałeś w rozpaczy". To fragment tekstu Sorena Kierkegaarda, Sikorski wykorzystał go w swoim utworze. Czy można wskazać na przykład większego pesymizmu i egzystencjalnego lęku?

Agnieszka Górnicka
Teatr dla Was
20 stycznia 2016
Teatry
TR Warszawa

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...