Ciemno wszędzie

"Darkroom" - reż. Przemysław Wojcieszek - Och-Teatr w Warszawie

Darkroom ("ciemny pokój"), to częściowo lub całkowicie zaciemnione pomieszczenie, znajdujące się najczęściej w lokalach erotycznych, przeznaczone do uprawiania seksu. Ideą darkroomu jest możliwość nieskrępowanych, wolnych kontaktów seksualnych, często z nieznanymi osobami. "Darkroom" to także tytuł powieści z 2001roku, autorstwa chorwackiej pisarki Rujany Jeger, traktującej o życiu na Bałkanach po konfliktach z lat 90-tych zeszłego wieku. Motto tej książki brzmi: Życie jest jak "darkroom", nigdy nie wiesz kto i w jaki sposób cię wydyma, ani też kogo ty wydymasz i jak. Ale to zbyt podniecające, żeby ot tak po prostu wyjść.

Reżyser Przemysław Wojcieszek, który  miał zaadaptować książkę na scenę, uznał, że powinienem napisać historię od nowa i umieścić w polskich realiach. W nieco groteskowej lekturze, opisującej emigracyjną rzeczywistość bohaterów, przeplatanej ciepłymi wspomnieniami dawnego jugosławiańskiego świata dojrzał doskonały temat na sztukę o Polsce, Polakach, tematach tabu, nietolerancji, miłości i poplątanych związkach rodzinnych. Bałkańską historię o młodym małżeństwie, ich przyjacielu geju i ekscentrycznym dziadku przeniósł do Warszawy. Na deskach warszawskiego Och-teatru obserwujemy polskie realia, nasze rodzime publicystyczne wtręty, np. o moherowych beretach. Zamiast wojny na półwyspie mamy ostatnie wybory i zebrania rodziny Radia Maryja. Nie da się ukryć, że reżyser podjął tu próbę obserwacji naszego młodego, zmieniającego się dynamicznie społeczeństwa, rozprzestrzeniania się nowych idei oraz portretu tych, którzy bronią starej kultury i dawnego porządku.

Para małomiasteczkowych trzydziestolatków przyjechała do Warszawy w poszukiwaniu lepszego życia. Pod dach swojej skromnej, ciasnej kawalerki, po raz kolejny przygarniają bezdomnego przyjaciela, geja i mistrza karaoke,  śpiewającego przeboje Violetty Villas w gejowskim klubie. W tej ciasnej przestrzeni pojawia się również „dziadek playboy”, który przystaje do Rodziny Radia Maryja, by na stare lata nadal cieszyć się kobiecymi wdziękami, uwodząc kolejne moherki. Wszyscy bez wyjątku zmagają się ze swoimi osobistymi problemami - mąż Leny, czuje się niepotrzebny, niedowartościowany, popada w alkoholizm. Łukasz nie może znaleźć sobie stałego partnera. Dziadka Stanisława cały czas męczą wyrzuty sumienia - jego chora żona umarła, gdy on ją zdradzał. I cóż wyniknie z tej wybuchowej mieszanki? Czy konfrontacja dwóch światów - homoseksualisty Łukasza i homofobicznego „macho” Stanisława przyniesie coś więcej niż lekką rozrywkę dla publiczności? Okazuje się, że obaj panowie, chwilowo bezdomni, zmuszeni koczować na wspólnej leżance w kuchni, zaprzyjaźnią się i to zadziwiająco szybko. Cóż, łączy ich samotność i pragnienie miłości oraz śpiew, który zgodnie uwielbiają. Reżyser, kreśląc sytuację czy postać, bardzo zręcznie posługuje się dramaturgicznym skrótem. Wystarczy jedno zdanie, gest i widz nie ma już wątpliwości o czym, z kim i gdzie rozmawia bohater. Współczesny świat zyskuje u Wojcieszka ironicznie groteskowy wizerunek. Oto dziadek  Stanisław, mimo obyczajowych różnic, staje się dla Łukasza autorytetem w kwestiach męskich. Z kolei przedstawiciel nietolerowanego w społeczeństwie światka homoseksualistów, pełen wyrozumiałości,  tęskni jedynie za stałym, opartym, na szczerości i akceptacji związkiem.

Czy to głębsza analiza problemów młodych i starych Polaków? Dość powierzchowna. Zgrabny tekst, lekkie dialogi, dowcipne kwestie, nieustanne przywoływanie „ojca dyrektora” i „moherowych beretów” bawią publiczność. Niestety, twierdzenie iż „ludzi nie można oceniać po zewnętrznych pozorach, posługując się utartymi stereotypami, ale należy poznać człowieka i spróbować zaakceptować go takiego, jakim jest” ukazał Wojcieszek w różowych kolorach, tworząc słodką historyjkę, z nieznośnie przesłodzonym, wręcz mdłym happy endem. Zbyt powierzchownie potraktowano problem młodego małżeństwa, z trudem usiłującego ratować swój związek. Ambitna Lenka (Maria Seweryn), z aspiracjami dziennikarskimi, na razie zatrudniła się na stanowisku korektorki, by utrzymać siebie i męża Roberta (Karol Wróblewski). On, trzydziestolatek po studiach, który całe dnie spędza na rozmowach kwalifikacyjnych, załamał się psychicznie i topi frustrację w alkoholu. To ludzie, którzy nie żyją tak, jak planowali. Chociaż oboje mają dobre wykształcenie, nie znaleźli pracy, o której marzyli. Próbują jakoś przyzwyczaić się do życia w stolicy, pomału tracąc nadzieje i złudzenia, które ze sobą przywieźli. Mimo to walczą, pomagając w dodatku innym. Aktorzy nie zawiedli. Maria Seweryn subtelnie i z wyczuciem wciela się w rolę Lenki. Partneruje jej Karol Wróblewski. Muszę podkreślić, że Rafał Mohr i Jerzy Łapiński stworzyli niezapomniany duet,  unikając przesady i zdobywając sympatię widzów oraz krytyków. Rafał Mohr jako Łukasz bawi i wzrusza, doskonale radzi sobie też z wokalnymi elementami – ach, te przeboje Villas i Demarczyk! W niczym nie ustępuje mu Jerzy Łapiński, jako bigot i cynik, ale bardzo ludzki, bez cienia karykatury. Podsumowując – aktorstwo na piątkę z plusem, reżyseria i adaptacja tekstu tylko na trójkę.

Anna Czajkowska
Teatr dla Was
9 stycznia 2012

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia