Cierpienie proporcjonalne do talentu

„Callas. Master Class" - reż. Robert Talarczyk - Opery Śląskiej w Bytomiu

Kto chciałby podejrzeć lekcje mistrzowskie śpiewu operowego, prowadzone przez Marię Callas, światowej sławy posiadaczkę sopranu dramatycznego, powinien udać się na spektakl „Callas. Master Class". Świeżo po premierze stwierdzamy: warto.

Wspomniany spektakl zainaugurował kolejny, 76. Sezon artystyczny Opery Śląskiej w Bytomiu. Podczas swego wystąpienia dyrektor Opery wyraził radość z faktu, iż udało się przyspieszyć realizację sztuki, aby to ona była pierwszą, wrześniową premierą. Dodał też, iż mimo panującej trudnej sytuacji epidemicznej ma nadzieję na bezpieczne i w miarę możliwości, liczne spotkania w nadchodzącym roku.

Choć sztuka ta nie jest operą, motyw muzyki jest jednym z najważniejszych tematów poruszanych w przedstawieniu teatralnym. Akcja koncentruje się wokół głównej postaci, tytułowej Marii Callas – greckiej primadonny, żyjącej w ubiegłym stuleciu, związanej w mediolańską La Scalą oraz Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Jej sukcesy, ale i ekscentryczna, kontrowersyjna osobowość skłoniły amerykańskiego dramaturga Terrence'a McNally'ego do stworzenia scenariusza sztuki, wystawionej premierowo na Broadway'u w 1995 r. Za obecny kształt przedstawienia odpowiada Robert Talarczyk, który podjął się reżyserowania tego dzieła.

Czym zasłużyła sobie Callas na taki - powtarzając za Horacym - wybudowany pomnik? Dzięki spektaklowi mamy szansę poznać skrawek jej życia oraz samodzielnie odpowiedzieć na to pytanie. Obserwując zachowanie artystki, w której rolę wcieliła się Joanna Kściuczyk-Jędrusik, bezsprzecznie czujemy, iż obcujemy ze sztuką wyższą, z talentem, który został oszlifowany na piękny brylant. Bezsprzecznie czujemy też, iż posiadaczka wspaniałego głosu jest świadoma swojego talentu i uznaje, że uprawnia ją to do naruszania pewnych norm kultury. Na scenie nie brakuje kąśliwych uwag, skierowanych w stronę adeptów śpiewu; zachowania pełnego wyższości i dystansu, wyrachowania i protekcjonalności. Wraz z rozwojem akcji dostrzegamy jednak, co Callas skrywa w swoim wnętrzu, co jest jej emocjonalnym źródłem, z którego wypływa piękny śpiew. Historia okazuje się być okrutna. Podobnie, jak zachowanie nauczycielki w stosunku do swoich uczniów.

Zaprezentowany spektakl reprezentuje wysoki poziom artystyczny. Joanna Kściuczyk-Jędrusik została postawiona przed trudnym zadaniem, jakim była zmiana modelu występu ze stricte operowego na dramatyczny. Dodatkową trudnością były liczne sceny monologowe, kiedy to aktorka koncentrowała na sobie (a nie tylko na swym głosie) całą uwagę publiczności. Myślę, że różnica ta mogła być mocno odczuwalna również dla aktorów drugoplanowych, uczniów lekcji mistrzowskich. Być może przez fakt, że kreowane przez nich postaci były dość jednowymiarowe i schematyczne, nie mieli oni okazji do zaprezentowania pełni swoich możliwości aktorskich. Należy jednak bezwzględnie docenić sceny wokalne, lub nawet zawierające imitację śpiewu, gdy muzyka pochodziła z playbacku; w tych momentach dało się odczuć, iż aktorzy czują się świetnie ze swoim zadaniem.

Wspomniana muzyka towarzyszyła nam w kilku formach: wokalistom towarzyszył akompaniator-pianista, którego warsztat był znakomity; śpiewacy w prezentowanych ariach również prezentowali pełen profesjonalizm. Zastanawiające były jednak sceny, gdy akcja rozwarstwiała się: na pierwszym planie obserwowaliśmy pełen ekspresji monolog głównej bohaterki, a tłem dla niej był śpiew ucznia lub uczennicy. No cóż, nie zawsze był to prawdziwy śpiew – najczęściej początek utworu wykonywany był na żywo, następnie dość płynnie zmieniano formę na playback, a śpiewacy dość zgrabnie imitowali odtwarzane partie. Czemu miało to służyć? I czy nie jest to zbyt dużą rysą dla spójności, gdy słyszymy nagle akompaniament orkiestry, świadomi, iż nie ma jej wśród wykonawców? Osobiście żałuję, iż zastosowano takie rozwiązanie, gdyż na scenie występowali utalentowani artyści, których możliwości można by było bardziej wykorzystać rezygnując z playbacku. Jednakże szanuję decyzję reżysera mając na uwadze, że mogło być to podyktowane czynnikami, o których nie jest mi wiadomo.

Przestrzeń sceniczna zagospodarowana była oszczędnie, w sam raz dla zwolenników minimalizmu. Kilka rekwizytów, fortepian, a w centrum – drewniane podwyższenie dla śpiewających. Z pewnością było to rozwiązanie funkcjonalne, które pozwalało koncentrować uwagę na występujących. Z drugiej jednak strony, potencjał scenograficzny nie został w pełni wykorzystany. Może właśnie dzięki oszczędności wystroju klasy śpiewu większe wrażenie wywołały chwile, gdy zastosowano rozwiązania multimedialne. Kilkukrotnie prezentowano nam projekcję scen wideo z Marią Callas w otoczeniu przyrody. Pierwotnie była to Callas-postać teatralna, później zaś właściwa sobie śpiewaczka. Stworzone w ten sposób tło podkreślało emocjonalny charakter wypowiedzi bohaterki i kreowało melancholijny klimat.

Sztuka ta ma charakter autoteliczny; skłania do refleksji na temat znaczenia kultury i sztuki w życiu człowieka, zwraca uwagę na ciężar, jakim obarczony jest każdy artysta, pokazuje też, jak wiele pracy i wysiłku kryje się za każdym przedsięwzięciem artystycznym. Są to zagadnienia szerokie i zawsze aktualne – grono różnorakich wirtuozów, obarczonych psychicznie ciężarem swojej działalności jest bardzo szerokie. Gdy doda się do tego problemy osobiste, które są nieodłączną częścią życia każdego człowieka, kształtuje się obraz jednostki obciążonej, a mimo tego, niestrudzenie tworzącej dzieła, w których pozostawia się zawsze pierwiastek siebie samej.

Olga Bury
Dziennik Teatralny Katowice
5 września 2020
Portrety
Robert Talarczyk

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia