Cierpliwość pielgrzyma. "Z piasku" Pii Partum

"Z piasku" - reż. Pia Partum - Wrocławski Teatr Lalek

Wysnuć teatralną opowieść z poetyckiego języka zawiłej i w istocie nieteatralnej prozy. Zbudować dramaturgiczne napięcie w kameralnej przestrzeni, jednocześnie przedstawiając trudy tożsamościowej ścieżki bez efekciarskich i prowokacyjnych wstawek. Zamierzenie to ambitne i dla uważnych teatromanów co najmniej intrygujące. Z wrażliwością i estetycznym wyczuciem zostało ono zrealizowane we Wrocławskim Teatrze Lalek w spektaklu Z piasku, wyreżyserowanym przez Pię Partum

Przedstawienie oparte jest na książce "Dziecko z piasku" Tahara Ben Jellouna, marokańskiego pisarza tworzącego w języku francuskim. Historia opowiada o losach Ahmada, który przychodzi na świat jako ósma córka w przeciętnej muzułmańskiej rodzinie, lecz zgodnie z honorową i ekonomiczną decyzją ojca zostaje uznany za chłopca i tak też wychowywany. Problemy zwykłego dojrzewania (czyli - jak pisał Jelloun - "chwil zamętu, gdy ciało jest bezradne, wystawiane na pastwę wątpliwości, waha się i posuwa po omacku"*), a także wewnętrznej walki o krystalizację tożsamości płciowej, seksualnej i kulturowej w powieści utkane są z wątków zachodzących na siebie narracji, zapisków, listów oraz potęgowania mowy pozornie zależnej. Aluzyjny krajobraz orientalny wraz z całą warstwą społeczno-religijnych zwyczajów opisane są sensualną frazą - przez prostotę zmetaforyzowanego języka i powolne wtajemniczanie w kolejne etapy, buduje się sieć impresji. Czytelnik jest tylko zapraszany do wysłuchania słów bajarza, do zaufania jego relacji. Jak skonstruować z tego sceniczne działania i żywe obrazy, bez logocentrycznego nastawienia i nużących tyrad?

Pia Partum i jej zespół wyszli obronną ręką z zadania wpisanego w cykl Małe Formy Teatralne, który we WTL prezentuje spektakle dla młodego widza, poświęcone tematyce tożsamościowej."Z piasku" nie jest jednak propozycją skierowaną do dzieci (autorzy celowo zrezygnowali z powielenia tytułu powieści). Ale zdaje się, że właśnie na młodszych opowieść ta powinna najbardziej oddziaływać, choć zadbano o uniwersalny wyraz. Wizyjność, a także puls melancholijnych dźwięków uzupełniających rytmiczność słowa, zbudowały ulotny świat, co ważne - uzasadniony teatralną logiką i nienachlanie skłaniający do refleksji.

Stety dla wymagających, niestety dla "domagających się", "Z piasku" zachowuje w metaforyce i nastrojowości obrazu sporą zachowawczość. Tematyzowanie rytualnej tradycji, relacji z matką i ojcem, mówienie w teatrze o kwestiach gender i queer zbyt często ociera się o niekonsekwentną, kabotyńską pracę lub jej brak, zgodnie z zasadą, że kontrowersyjne środki wyrazu i tak "załatwią problem", przyciągając widownię. Twórcy spektaklu z wielką wrażliwością wykreowali dramat niewypowiedzenia, niepokoju spowodowanego uporczywym przebywaniem w strefie "pomiędzy". Zawiedzeni musieli być pruderyjni krytycy, poszukujący nagości i widowiskowych dziwności, dzięki którym mogliby dać upust swojemu oburzeniu. Niepocieszeni byli zapewne również ci, czekający na wesołą rozrywkę umilającą czas między kolacją a drinkiem. Na scenie dominuje atmosfera łagodnego smutku niespełnienia, samotności skazanego na paradoks marzyciela, który ucieka od przeznaczenia w swoje impresje, dar wzbogacania codzienności poprzez fantazję i sny. Taka forma nie okazała się jednak nużącą i warsztatową realizacją "po bożemu". Namacalność, dobitność słowa i szczerość artystycznej pracy dzięki sprawnej reżyserii zapewniły siłę przekazu.

Dla ojca Ahmada naturalna płeć chłopca to "klątwa", "plama na honorze", "kalectwo" i "brak gościnności brzucha żony". Fundamentalizm, tradycjonalizm (ceremonie: nadawania imienia, przystrzyżyn, obrzezania, ablucji; wspólne czytanie Koranu, obowiązkowe wizyty w przeznaczonym tylko dla mężczyzn meczecie), patriarchalizm, maskulinizm kontra wrażliwa indywidualność czująca i widząca więcej. Niestety bierność sióstr oraz matki, pokorne trwanie w przemocowych związkach opartych na prawie religijnym i spadkowym skazuje głównego bohatera na impas androgynii, dwoistej natury seksualnej. Na dodatek ironia losu sprawia, że w świecie wyraźnie odgradzającym męskie od żeńskiego, Ahmad doświadcza frustracyjnej teatralności, zaczyna przewrotnie przyjmować coraz to inne twarze - kobiety i mężczyzny; bywa raz gwałtowny, to znowu wesoły, potem chmurny lub też szlachetny. Próby wykrzyczenia własnego "ja" są tłamszone, okazują się tylko śladową manifestacją, jak niebieskie graffiti współtworzące scenerię. Maskarada tożsamości ("lubię grać, nawet jeśli mam czynić zło") sprawia, że Ahmad gubi się w chaosie autonegacji, samowyobcowania i w konsekwencji samounicestwiania się. Dojmujące staje się poczucie rozproszenia, "obecnej nieobecności", przeważa pustka nieokreśloności, czyli owo "nic, które boli" (według słynnej formuły Fernanda Pessoy).

"Przyjaciele Dobra. Wiedzcie, że to tajemnica słowa zgromadziła nas", mówi bajarz. Ale wielonarracyjny tekst, który najlepiej wybrzmiewa w głośnej lekturze, skutecznie uruchomiono dzięki równemu aktorstwu, oszczędnej scenografii oraz integralnej warstwie muzycznej. Ukazała się wyraźnie próba pogodzenia centrum-ciała i centrum-słowa. Sprawdziło się to, co pisał Marek Bieńczyk o melancholijnym obrazowaniu: "język stał się okiem, a mówienie widzeniem". Słowu wizyjnemu, kipiącemu namiętnością, w pewnym momencie jest duszno od znaczeń, fragmentów wspomnień czy notatek z pożółkłego zeszytu Ahmada Jednak melancholijnym, delikatnym podmuchem rozwiewa tę mgłę muzyka Tomasza Mreńcy i Bartosza Dziadosza. Niewyrażalna w słowach melodia skrzypka dobrze oddaje niewyrażalność samego dramatu Ahmada. Dźwięki przepełnione smutkiem oraz lękiem w repetycyjnym toku reżyserują czas sentymentalny, na szczęście bez wspominkowego zadęcia czy emocjonalnego rozmemłania.

Sławomir Przepiórka jako Ahmad buduje rolę w dużym skupieniu, niemalże duchowym dygocie. Często samym głosem obrazuje kolejne etapy dojrzewania (momentami przewrażliwiony głos Ahmada brzmi tak, jakby rzeczywiście miał na sobie opaskę za wszelką cenę skrywającą piersi). Monologi zaplanowane w zderzeniu z czynnością nieprzewidzianą (spryskiwanie nogi niebieskim sprayem) nie rażą pretensjonalnością. Partiom "spowiedzi człowieka zranionego" towarzyszą m.in. przerysowane, pełne czarnego humoru opowieści Salema (Radosław Kasiukiewicz), który potrafi przytłumić otoczenie swoją ekstrawersją. Aktorstwo momentami ilustracyjne pokazuje jednak rzetelność pracy z reżyserką.

Głównymi cechami struktury Z piasku jest epickość i filmowa epizodyczność. Wycyzelowane poematy prozą ułożone są (podobnie jak w powieści) w sekwencji bram wejściowych i wyjściowych. Zabieg wykorzystywany już przez Meyerholda i Brechta (wyświetlanie tytułów poszczególnych części na ekranach), wizualizacje obrazujące przedmieścia oraz przenikanie się mgły męskiej i żeńskiej w muzułmańskiej łaźni (hammamie), również muzyka grana na żywo - wszystko to konstruuje akcję na zasadzie montażu filmowego. Wizualność dopełniają kostiumy dobrane z dbałością o każdy szczegół, nawiązujące do orientalnego stylu (dżelaba, burka, lekkie tkaniny, arabeski na ciele, muzułmańskie dodatki), a także minimalistyczna scenografia. Całość nie jest realistycznym odwzorowaniem, lecz sugestią.

Historia o wewnętrznym rozdarciu oparta na poetyckim słowie i muzyce, w dodatku pozbawiona ironicznego dystansu, prosi widza o "cierpliwość pielgrzyma". I mimo że "ta opowieść jest też pustynią", to owa cierpliwość jest wynagradzana. Teatralne impulsy proponują wejście w precyzyjnie wykreowany świat duchowo-cielesnej podróży. Zapraszając do niej, twórcy zdają się powtarzać za Jellounem: "Pozbądźcie się tej niezdrowej gorączkowości, która pobłyskuje w waszych spojrzeniach. Bądźcie cierpliwi, drążcie wraz z nami tunel pytania i umiejcie wyczekiwać, nie naszych zdań - one są puste - lecz pieśni, która wzleci z wolna od morza i przybędzie, by wprowadzić was na drogę księgi podsłuchującej czas i to, co on niszczy". Mała forma nie zachwyca ornamentem i rozmachem, ona podsyca wyobraźnię i myśl.

* wszystkie cytaty pochodzą z wydania: Tahar Ben Jelloun, Dziecko z piasku, tłum. M. Cebo, 1990, Warszawa.

Mateusz Węgrzyn
www.kontrast-wroclaw.pl
9 kwietnia 2013

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia