Cieszę się, że dostałem tę rolę

Rozmowa z Markiem Braunem

„Klejnoty" nie są sztuką znaną, bo jest to nowość w teatrze. Typowa farsa, która ma bawić i śmieszyć. Uważam, że swoją rolę spełnia. Główne postacie są trzy: Roger Fogg, grany przeze mnie, postać mojego partnera zagra Wojtek Wachuda oraz policjant grany przez Adama Majewskiego. Poza tym w spektaklu wystąpią Karolina Łękawa i Kasia Dorosińska., które może mają mniejsze role, ale równie znaczące i bez nich sztuki by nie było.

Dziennik Teatralny: Od 2010 roku jest pan w gronie absolwentów Wydziału Aktorskiego PWST w Krakowie. Jak to się stało, że po ukończeniu krakowskiej szkoły trafił pan do Radomia?

Marek Braun: Po skończeniu szkoły przez pół roku bez efektu szukałem pracy w Warszawie. Wcześniej rozsyłałem masowo swoje aktorskie cv do różnych teatrów. Po jakimś czasie nagle zadzwonili do mnie właśnie z Radomia, że mam przyjechać na spotkanie z dyrektorem. To było gdzieś w październiku. Na własną rękę dalej szukałem pracy w Warszawie. Minął miesiąc i myślałem: pewnie się im nie spodobałem i nic z tego nie będzie. W grudniu dostałem telefon z zaproszeniem na kolejne przesłuchanie, a w styczniu (2011 przyp. DT) podpisałem umowę.

Jak na tak krótki staż zdążył pan zagrać całkiem sporo ról...

Dyplom robiłem w Zakopanem w Teatrze St. I. Witkiewicza. Wystawialiśmy spektakl „Sonata b" w reżyserii Andrzeja Dziuka, później były „Próby" Pawła Miśkiewicza i Macieja Podstawnego - kolaż różnych tekstów z elementami improwizacji. Bardzo specyficzny i dziś trudno mi odtworzyć go z pamięci. Pierwszy zawodowy spektakl grałem już w Radomiu („Brat naszego Boga" w reżyserii Andrzeja Rozhina, przyp. DT).

Proszę mi powiedzieć o czym są „Klejnoty"? Nie jest to sztuka wyjątkowo popularna...

„Klejnoty" nie są sztuką znaną, bo jest to nowość w teatrze. Typowa farsa, która ma  bawić i śmieszyć. Uważam, że swoją rolę spełnia. Główne postacie są trzy: Roger Fogg, grany przeze mnie, postać mojego partnera zagra Wojtek Wachuda oraz policjant grany przez Adama Majewskiego. Poza tym w spektaklu wystąpią Karolina Łękawa i Kasia Dorosińska., które może mają mniejsze role, ale równie znaczące i bez nich by sztuki nie było.

Kim jest pana postać?

To postać dość mglista. Lekko nadęty, pewny siebie facet.  Razem ze swoim partnerem prowadzi sklep jubilerski i na pewno jest dobry w tym co robi. W pracy to fachowiec, ale w pewnych sytuacjach w ogóle nie potrafi się odnaleźć i panikuje. Przeciwieństwo wspólnika – bawidamka, który ma żonę i  jeżeli chodzi o stosunki damsko-męskie jest bardzo „do przodu". Generalnie Roger Fogg jest typowym pedancikiem, bardzo dobrze wychowanym i poukładanym.

I pan gra takiego świętoszka?

Czy to świętoszek? No nie wiem. On po prostu jest troszkę zagubiony. Staram się właśnie taką postać ukształtować, ale jaki będzie efekt zobaczymy dopiero na premierze. Póki co, „walka" trwa.

Na czym polega współpraca z Bogusławem Semotiukiem? Aktorzy muszą dostosować się do koncepcji reżysera, czy raczej wykazać się własną inicjatywą?

Jak najbardziej można proponować swoje rozwiązania. Reżyser jest otwarty na nasze propozycje i stara się, żebyśmy się dobrze czuli w swoich rolach. Każdy daje coś od siebie, żeby wypracować jakąś nową jakość.

Pan w zasadzie nie grywał w farsach... „Klejnoty" to druga sztuka tego typu po "Czego nie widać" w reżyserii Tomasza Dutkiewicza i od razu główna rola...

To jest dla mnie swojego rodzaju nowość. Cieszę się, że dostałem tę rolę. Dzięki niej będę mógł rozwinąć się i zmierzyć z innym typem tekstu.

Jakie są pańskie apetyty zawodowe? czy interesują pana jako aktora raczej role charakterystyczne czy bardziej dramatyczne, jak np. Raskolnikow, którego zagrał Pan w „Zbrodni i karze" wyreżyserowanej przez Grigorija Lifanova w zeszłym roku?

Bardzo dobrze się czuje zarówno w rolach dramatycznych jak i komediowych.  Nie chciałbym tego jakoś rozgraniczać, ani zamykać się w określonej szufladce. Zależy mi na rozwoju, chce próbować różnych rzeczy.

Chciałby pan pracować w Warszawie w bardziej centralnym teatrze? Może w serialu?

Kiedy szukałem pracy w Warszawie Izabella Cywińska w Teatrze Ateneum powiedziała mi, że póki jestem jeszcze młodym aktorem, powinienem szukać zatrudnienia poza stolicą, na prowincji, bo tam jest szansa rozwoju, otrzymywania bardziej zróżnicowanych ról. W Warszawie taką możliwość dostaje znikoma ilość osób. Tu też trzeba mieć znajomości, jak w każdym zawodzie. Byłoby na pewno mi trudno się przebić. Jeżeli chodzi o serial, to jak najbardziej nie mam nic przeciwko. To zupełnie inne aktorstwo, gra przed kamerą, której też trzeba się nauczyć od podstaw, bo moje doświadczenie w tym zakresie jest bardzo małe.

W takim razie będziemy trzymać kciuki za pański udział w premierze, za samą premierę, no i za pańską karierę zawodową, która, chociaż się dopiero rozkręca, zapowiada się obiecująco.

Marek Braun
– aktor. W 2010 roku ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie, Wydział Aktorski. Od 2011 r.  jest aktorem Teatru Powszechnego im. J. Kochanowskiego w Radomiu, gdzie m. in. zagrał Raskolnikowa w „Zbrodni i karze" Fiodora Dostojewskiego w reżyserii Grigorija Lifanova, Mervyna w "Jednorękim ze Spokane" Martina McDonagha w reżyserii Katarzyny Deszcz, Remendado w ,,Carmen Latina" Stewarta Trottera i Calluma McLeoda w reż. Tomasza Dutkiewicza oraz rolę Huberta w sztuce Karola Wojtyły ,,Brat naszego Boga" w reżyserii Andrzeja Rozhina. Jest członkiem grupy kabaretowej ,,Pro publico betono" Kabaret Wzięty.

Ryszard Klimczak
Dziennik Teatralny
8 marca 2013
Portrety
Marek Braun

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...