Co do siebie nie miejmy złudzeń

"Ławeczka" - reż. Stanisław Brejdygant - Teatr im. W. Siemaszkowej w Rzeszowie

W spektaklu "Ławeczki" Aleksandra Gelmana w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie można zobaczyć kawałek życia przeżywanego samotnie. Jego twórca, reżyser Stanisław Brejdygant, wnikliwie i jednocześnie taktownie penetruje psychiki bohaterów. Całość jest ironiczna, odrobinę gorzka, ale chwilami i zabawna.

Udane oscylowanie na takim pograniczu bywa umiejętnością rzadką. Wymaga wrażliwego przeczytania tekstu i doskonałej znajomości języka teatru.

Jak w kropli wody można podobno zobaczyć cały kosmos, tak w tej prostej z pozoru sztuce o losach zwykłych ludzi i ich samotności dopatrzeć się otchłani ponadczasowych problemów, jakie czasami miewamy sami z sobą.

Dwoje ludzi nie do końca pozbawionych złudzeń na temat swojego lepszego losu grają Małgorzata Machowska i Marek Kępiński. Ich bohaterowie wzruszają, bo są nieszczęśliwi - także ze swego powodu, choć zarazem dla siebie czuli. Kiedy niezdarnie próbują szukać porozumienia i zrozumienia budzą współczucie największe.

To uczucie chwilami przerywa zawstydzająca refleksja, czy takie próby z ich strony nie dotyczą sytuacji nam całkiem bliskich? Tym bardziej, że ta dynamiczna gra między nimi toczy się wśród ciągłych paradoksów.

Postać  Wiery, Małgorzata Machowska wyposaża w ciepło, w gruncie rzeczy pogodne usposobienie i dodatkowo - w rodzaj dziecięcej wiary, że coś dobrego musi jej bohaterkę jeszcze w życiu spotkać. W sytuacjach zagrożenia Wiera, która umie być sprytna i przebiegła, ale nigdy nie bywa bezwzględna. I właśnie - paradoksalnie - brak tej cechy skazuje ją na niepowodzenie.

Znajomego Wiery z parkowej ławki, który ma kilka imion, Marek Kępiński długo gra komediowo. Akcentując swoisty wdzięk podpitego cwaniaczka, który umie znaleźć usprawiedliwienie dla swoich kłamstw, a kolejne sytuacje wykorzystywać na swoją korzyść. Lecz tak jest jedynie do chwili, kiedy musi w końcu pokazać prawdziwą twarz swojego bohatera. Wtedy wzbudza współczucie i przerażenie.

Dialogi obojga, pełne napięć i zderzeń, ale także najczystszej liryki, trzymają widzów w skupieniu do momentu, kiedy grane przez nich postacie wreszcie mogą przejrzeć siebie i prawidłowo ocenić. Wówczas spadają maski, opada napięcie i spektakl się kończy.

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
7 grudnia 2010

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski