Co jest niczym lód, a parzy?

"Turandot" - reż. Mariusz Treliński - Teatr Wielki - Opera Narodowa w Warszawie

Znakomita Turandot Giacomo Pucciniego w reżyserii Mariusza Trelińskiego, który kilka dni temu został nagrodzony International Opera Awards dla najwybitniejszych przedstawicieli sztuki operowej, w Teatrze Wielkim Operze Narodowej.

Mariusz Treliński, dyrektor artystyczny Teatru Wielkiego Opery Narodowej w Warszawie kilka dni temu otrzymał nagrodę International Opera Awards dla najwybitniejszych przedstawicieli sztuki operowej. Wiadomość o nagrodzie dotarła do Warszawy w dzień prezentacji na scenie Teatru opery Turandot Giacomo Pucciniego w reżyserii nagrodzonego reżysera. To był idealny moment, aby przekonać się czy inscenizacja Trelińskiego, która ma już siedem lat wciąż fascynuje i przemawia do widzów. Z przyjemnością informuję, że Turandot Trelińskiego bardzo dobrze zniosła próbę czasu. Spektakl przypomniał warszawiakom znakomitą oprawą plastyczną Borisa Kudlički i świetnie, teatralnie opowiedzianą historię chińskiej księżniczki.

Księżniczka Turandot nie była grzeczną dziewczynką. Jej portret psychologiczny to dobry materiał do analizy psychiatrycznej. Bohaterka była kobietą-modliszką, która kierowała na śmierć kolejnych zalotników. Księżniczka twierdziła, że przekazując katu mężczyzn mściła się w ten sposób za ból i cierpienie swojej prababki uprowadzonej i zgwałconej przez zdobywców Północnej Stolicy Chin. Trudno uwierzyć, aby dramatyczna historia antenatki, która żyła wiele pokoleń wcześniej odcisnęła tak głębokie piętno w sercu i umyśle księżniczki. Widz miał prawo przypuszczać, że za chorobliwą niechęcią do mężczyzn mogło stać coś jeszcze, jakieś dramatyczne przeżycie Turandot z dzieciństwa. Ten ślad uprawdopodobniło zachowanie cesarza, który tolerował hobby swojej córki.

Treliński postawił naprzeciwko księżniczki młodego królewicza Kalafa, który w jego realizacji nie był wodzem i zdobywcą, ale pełnym miłości i empatii mężczyzną, który w końcu doprowadził do „odmrożenia" Turandot i jej otwarcia na miłość.

W inscenizacji Turandot w warszawskim Teatrze znakomicie zaprezentował się cały zespół wykonawców! Najwięcej braw zebrała Lilla Lee, odtwórczyni roli tytułowej. Artystka znakomicie potrafiła przeistoczyć się z zimnej księżniczki w kochającą kobietę. "Co jest niczym lód, a parzy? - Turandot!", tak brzmiała przecież trzecia zagadka przygotowana przez księżniczkę.

Mniejsze role też zwracały uwagę. Świetny był Dariusz Machej jako Mandaryn, a trójka Ping, Pang, Pong (Łukasz Rosiak, Tomasz Madej, Mateusz Zajdel) zagrała fantastycznie, w tym przede wszystkim aktorsko wprowadzając na scenę kolor i radość. Reżyser pokazał, że stać go na dystans do wielkiego repertuaru. Wielki przebój tej opery Nessun dorma w wykonaniu Enrico Caruso został odtworzony z trzeszczącej, starej płyty już na samym początku spektaklu. Treliński dał tym do zrozumienia, że nie będzie się ścigał w tej konkurencji. Podkreślił to dodatkowo podczas wykonania tej arii wkładając do rąk Kalafa puszkę piwa, co nie przeszkodziło Leonardo Caimiemu zaśpiewać znakomicie i zebrać zasłużone brawa.

To był piękny, baśniowy spektakl, który w atrakcyjny sposób potwierdził słuszność przyznania tej wielkiej nagrody Mariuszowi Trelińskiemu!

Dionizy Kurz
www.kurzawka.blogspot.com
23 kwietnia 2018

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia