Co plotka może zrobić z człowiekiem

"Plotka" - reż. Tomasz Man - Teatr Zagłębia w Sosnowcu

Plotka to siła o nieograniczonym zasięgu - zwykłą awarię potrafi zmienić w zamach terrorystyczny, a z historii o słoniu stworzyć opowieść o mrówce. Wystarczy tylko, że jedna osoba powie coś drugiej, druga trzeciej, trzecia czwartej... a mechanizm zostanie wprawiony w ruch...

Istnieje człowiek – niezauważany przez współpracowników, ignorowany przez rodzinę  – tzw. „przeciętniak”. Wystarczy jednak drobna kombinacja, jeden ruch języka, a z … (co tu dużo mówić) "pierdoły", może powstać interesujący gość. Tak w skrócie można by opowiedzieć historię Francoisa Pignona – głównego bohatera najnowszego spektaklu Teatru Zagłębia noszącego tytuł „Plotka”. 

Scenariusz Francisa Vebera, na którym opiera się przedstawienie, dotyka poważnego tematu – homoseksualizmu. Robi to jednak w sposób lekki i przyjemny, co jest niemałą sztuką. W końcu homoseksualizm wciąż budzi społeczne kontrowersje, wywołując tym samym nieoczekiwane reakcje ludzi. W tym przypadku głośne przyznanie się do bycia gejem, ma stać się sposobem na zachowanie pracy, natomiast to, co dzieje się w międzyczasie, to już siła plotki. 

Ale zacznijmy od początku. Człowiek zdeterminowany (jakim z całą pewnością jest Pignon) to człowiek nieobliczalny. W chwili, gdy może stracić wszystko, głęboko ukryte w podświadomości pragnienia, dają o sobie znać i zagrzewają do walki. Te pragnienia są tak silne, że na scenie ukazują się w postaci Alter Ego Pigniona (Grzegorz Kwas) i grają rolę przysłowiowego wujka Dobra Rada. Od tego momentu porządek panujący dotychczas w biurze, zostaje zburzony: Santini (Zbigniew Leraczyk) z homofoba zmienia się w przyjaciela gejów, panna Bertrand (Ryszarda Celińska) zaczyna zauważać Pignona jako mężczyznę, Franck (Przemysław Kania) odkrywa w ojcu bohatera, natomiast sam Pignon (Adam Kopociuszewski) mówi o sobie: „Stając się homoseksualistą, odkryłem w sobie mężczyznę”. 

Uwagę widza zwraca scenografia stworzona przez Anettę Piekarską-Man. Scena została podzielona na dwie części. „Boks” z pleksiglasu odgrywa rolę biura, kawiarni, domu – przestrzeni zamkniętej. Wszystko co dzieje się poza „boksem”, sprawia wrażenie przestrzeni otwartej. Mimo że jest to oryginalny pomysł, to znacznie utrudnia on odbiór przedstawienia. Po pierwsze – kiedy aktorzy grają wewnątrz „boksu”, do widzów docierają ich zniekształcone głosy. Po drugie – światła, nieodłącznie związane ze scenografią, zamiast skupiać uwagę widza na konkretnym punkcie sceny, rażą go w oczy i całkowicie dekoncentrują…

Teatralna „Plotka”  to przedstawienie lekkie i przyjemne, jednak nie skłania do większych przemyśleń lub refleksji. Raz obejrzane wprowadza w dobry nastrój, ale nie zapada na długo w pamięci. Zamiast rozśmieszać do łez, a jednocześnie pouczać (jak robi to film), jest tylko splotem zabawnych i luźno połączonych ze sobą wydarzeń w związku z czym widz nie ma nawet szansy wczuć się w sytuację głównego bohatera. Mimo iż aktorzy starają się wprowadzić do sztuki nutę autentyzmu, nie mogą wiele zrobić, ponieważ kiedy akcja zaczyna się rozkręcać, zaraz się kończy. Na uwagę zasługuje Zbigniew Leraczyk jako Santini, którego postać została dopracowana w najmniejszych szczegółach i co do naturalności której, widz nie ma najmniejszych wątpliwości.

Filmowy scenariusz na scenie? Czasem się udaje, choć w tym wypadku mam pewne wątpliwości…

Joanna Garbarczyk
Dziennik Teatralny Katowice
17 stycznia 2011

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia