Co powoduje tę codzienną gorycz?

"Wujaszek Wania" - reż. Małgorzata Bogajewska - Teatr Ludowy w Krakowie

W Wujaszku Wani bohaterowie nie czekają na szczęśliwe zakończenie - wiedzą, że nigdy nie będą spełnieni. Każdego dnia towarzyszy im marazm, zmęczenie i świadomość błędnych decyzji (podjętych przez nich samych czy przez los), od których nie da się uciec. Noszą więc ten swój dramat, przekraczając niekiedy granice szaleństwa.

Na scenie Teatru Ludowego do kresu wytrzymałości dochodzi przede wszystkim Iwan Wojnicki (Piotr Pilitowski), który zarządza gospodarstwem szwagra – emerytowanego profesora Aleksandra Seriebriakowa (Kajetan Wolnicki). Wraz z jego córką z pierwszego małżeństwa – Sonią (Maja Pankiewicz) ciężko pracują, żeby wysyłać profesorowi cykliczne wsparcie finansowe. Wraz z upływem czasu Iwan zauważa, że kariera szwagra, dla której poświęcił najlepsze lata życia, to pozór i kłamstwo. Choć w przeszłości cytował z pamięci fragmenty dzieł profesora, to teraz już wie, że to intelektualna pustka. Stoi więc na scenie – psychicznie obnażony, świadomy swojej klęski i przegranego życia.

Piotr Pilitowski emocjonalnie wczuł się w rolę 47-letniego człowieka, który zaczyna podsumowywać to, czego dokonał i widząc tylko straty, dochodzi do ostatecznych decyzji. W większości scen Iwan jest napięty, agresywny i rozgoryczony – jego ciało krzyczy. Umiejętności Pilitowskiego widać w scenie, gdy samotny i pijany rozmawia sam ze sobą. Pełne złości słowa tego monologu, ciskane w powietrze i zacietrzewiona mimika bohatera powodują, że widz wie, że jego historia nie może skończyć się szczęśliwie. Tym bardziej, że zakochał się on w młodszej od niego drugiej żonie profesora, Helenie (Roksana Lewak).

Pomimo że Iwan wytyka Helenie lenistwo, znudzenie życiem i nicnierobienie, wciąż darzy ją uczuciem. Przyjazd profesora i jego żony jest więc okazją dla Iwana, żeby pokazać, że oprócz goryczy ma w sobie ciepło. Piotr Pilitowski żongluje więc emocjami bohatera – w grupie ludzi jest on sarkastyczny, złośliwy, natomiast w poufnych rozmowach z Heleną zmienia się – stara się być czuły i otwarty. W swojej miłości jest uciążliwy, ponieważ wie, że młoda żona profesora również istnieje w zawieszeniu, wybierając życie ze starszym człowiekiem.

Uwięzienie Heleny symbolizuje scena rozgrywająca się w nocy, kiedy bohaterka stara się uwieść swojego męża, który odrzuca jej uczucie z powodu złego samopoczucia. Do pokazania emocji Heleny została wykorzystana folia, wisząca na ścianie i meblach. Rozczarowana kobieta wchodzi pod jedną z nich i z trudem stara się oddychać. Folia przylega do twarzy Heleny – widoczne są jej otwarte usta, walczące o powietrze. Bohaterka powtarza tę czynność podduszania, bez narzekania, jakby robiła to codziennie przy boku profesora.

Swoją historię posiada też Sonia – ciężko pracująca z wujkiem Iwanem na gospodarstwie i zadurzona w lekarzu Michaile Astrowie (Piotr Franasowicz). Maja Pankiewicz w kilku wyjątkowych scenach nadaje bohaterce introwertyczny, a nawet pełen zaburzeń psychicznych, sposób bycia. Sonia jest wycofana i nieszczęśliwie zakochana, i to jest jej dramat. Ta młoda kobieta nie potrafi się normalnie zachowywać: jej ruchy są pełne automatyzmu, a nie wdzięku i uroku. Podobnie jej ubiór – luźny, męski, tak przeciwstawny do wyglądu Heleny, która jest świadoma swojej kobiecości. Sonia mówi sama o sobie: „Jestem brzydka". Cechuje ją brak pewności siebie, dlatego w jednej ze scen wyciąga nitki z rękawa swetra i idzie do kąta, ponieważ podczas rozmowy z lekarzem Astrowem nie potrafiła wypowiedzieć pełnych zdań, tylko dukała urywki wyrazów. Często siebie tresuje i strofuje, mówiąc „Przestań tyle jeść", zadaje sobie ból poprzez bardzo silne zawijanie folii na dłoń lub analizuje, czy to, co powiedziała przypadkiem nie było bezsensowne. Maja Pankiewicz nadała Soni osobowość pełną lęku i niepewności, która nie dąży do samoakceptacji, tylko siebie krzywdzi.

Jedną z najlepszych jest scena, gdy Sonia widzi pocałunek Astrowa z Heleną. Stoi wtedy w drzwiach i nieoczekiwanie zapada się w ścianę, która ją zasysa i połyka. Idealnie opisuje to stan emocjonalny bohaterki, która przestaje się karmić złudzeniem – wie już, że Astrow nigdy nie odwzajemni jej miłości, a ona nie potrafi go nie kochać. Odczuwany przez nią ból pokazuje tylko raz – przy wujku Iwanie. Wtedy lamentuje i płacze tak intensywnie, jakby umarła część jej samej. Nagle uspokaja się i wraca do pracy, mówiąc: „Co poradzisz – trzeba żyć". Sonia jest tak samo zrezygnowana jak Iwan – na nic już nie czekają, o niczym nie marzą.

W ich domu mieszka też Marina (Jadwiga Lesiak) – stara niania, która również żyje w innej rzeczywistości. Choć niewiele mówi, to zachowuje się jak osoba chora psychicznie: uśmiecha się do siebie lub wspomnień, chichra się, stale coś przeżywa w swoim świecie wewnętrznym.

Marazm i zawieszenie bohaterów odzwierciedla scenografia, stworzona przez Annę Marię Karczmarską. Kolory mebli czy ścian są pomarańczowo-nijakie. Atmosferę zduszenia wprowadzają również folie, które przykrywają pianino, stół, krzesła czy ściany. Bohaterowie z Wujaszka Wani są rozgoryczeni i uwięzieni, jak nie w iluzjach, to w skutkach własnych decyzji, a scenografia jeszcze bardziej potęguje to klaustrofobiczne uczucie.

Oprócz scen dramatycznych pojawiają się też zabawne akcenty. Bohater Ilja Tielegin (Tadeusz Łomnicki) swoim humorem, graniem na bałałajce i przekręcaniem słów, rozbija skomplikowane i egzystencjalne warstwy, tworzone przez innych bohaterów utworu Czechowa.

Warto zaznaczyć, że w spektaklu Małgorzaty Bogajewskiej czasami niepotrzebnie wydłużane są sceny lub wykorzystywane elementy, które nie są ani plastyczne, ani nie rozwijają akcji dramatu [m.in. początkowa scena, gdy dziecko przez kilka minut gra na skrzypcach; Robotnik (Piotr Piecha), który nie wiadomo, w jakim celu układa głośno podłogę i niekiedy zagłusza dialogi bohaterów; Helena grająca na pianinie i śpiewająca w oczekiwaniu na Astrowa]. Ponadto, fakt, że Antoni Czechow napisał Wujaszka Wanię pod koniec XIX wieku, sprawia, że to, w jaki sposób zwracają się do siebie bohaterowie lub jak opowiadają o swojej pracy, jest sztuczne, dalekie od naszego życia. Zbliżenie realiów tej sztuki do współczesności z pewnością ułatwiłoby zrozumienie problemów, z którymi zmagają się Iwan, Sonia, Michaił czy Helena.

Monika Morusiewicz
Dziennik Teatralny Kraków
4 sierpnia 2021

Książka tygodnia

Pomarli
Wydawnictwo Czarne
Waldemar Bawołek

Trailer tygodnia

" frameborder="0" allowfullscreen>
20. Festiwal Teatru Po...
Ewa Wiśniewska
Spotkanie laureatów Wielkiej Nagrody ...