Co się komu może roić

"Chory z urojenia" - reż. Waldemar Śmigasiewicz - Teatr im. W. Siemaszkowej w Rzeszowie

A no roić się może, że jest Napoleonem, Bierutem albo Donaldem Tuskiem. Że wydarzyło się coś, co warto by się wydarzyło skoro oczekujący chcą by tak było. U Waldemara Śmigasiewicza Arganowi z „Chorego z urojenia" Moliera roi się chorowanie na każdą chorobę. A na wszystkie najlepiej pomaga lewatywa.

Ale lewatywa nie oczyści duszy ludzkiej z lęków i obaw. Też o tym mówi Molier. Każdy człowiek w różnym stopniu choruje na samotność, niezrozumienie, brak akceptacji, bywa chory na grypę, nadczynność lub niedoczynność tarczycy, miewa napady lęku. Można się z tego śmiać dopóty, dopóki samemu się nie zachoruje. Molier idealnie wyważa proporcje takiego śmiechu i refleksji. A Śmigasiewicz w swoim przedstawieniu wysmakowanie relacje te dozuje. Śmiech na widowni jest tak częsty, jak chwile skupienia, a widzowie nawet dopowiadają aktorom puenty, co świadczy, że są czujni. W spektaklu Śmigasiewicza można dopatrywać się satyry na medyków i ślepej wiary w medykamenty narzucanej przez media. Ale można też doszukiwać się kwestii ludzkiej samotności i tragikomicznie rozpaczliwych ucieczek od niej w bliżej nieokreślonych kierunkach. Stąd na widowni czasami po głośnym śmiechu zapada głęboka cisza.

Marek Kępiński tworzy postać Argana z drobnych, kunsztownie dobieranych detali mimicznych i ruchowych, a kiedy zamierzenie rozwlekle mówi swoje kwestie publiczność zawsze na nie żywo reaguje. Wystarczy tylko spojrzeć z jak rozkoszną pewnością siebie rozpycha się w fotelu by nie mieć wątpliwości, że gra kogoś, kto już samym z pozoru dobrodusznym spojrzeniem tak dalece stresuje swoich domowników, że zalęknieni muszą dostosowywać swoje rytmy dnia do jego drzemek i lewatyw, a z grymasów twarzy odczytywać humory. Czy Kępiński gra zwykłego hipochondryka? A może bardziej kogoś zakompleksionego, kto woła o zainteresowanie sobą?

Przedstawienie Śmigasiewicza jest też o strachu przed samotnym odejściem. To może być śmierć, ale niekoniecznie. To dlatego Argan Kępińskiego wymyśla kolejne dolegliwości, kombinuje jak by tu stale zwracać na siebie uwagę i nieustannie domaga się współczucia. Tak nadmuchana hipochondria zewnętrznie bawi, ale po krótkiej refleksji musi budzić litość i głębszą refleksję. Argan Kępińskiego jest cały z życiowej prozy. To nie tylko i nie jedynie hipochondryk, to także przebiegły i bezlitosny, apodyktyczny autokrata. Bez trudu dostrzeże to każdy widz choć odrobinę wrażliwie odbierający tę postać w interpretacji Kepińskiego zupełnie pozbawionej manieryzmu i sztampy.

Śmigasiewicz przez cały czas utrzymuje spektakl chwilami nawet w zawrotnym tempie przypominającym konwencję telewizyjnych sitcomów. W tak zwanym „ostrym graniu" pysznie czuje się Dagny Cipora, jako Belina, młoda żona Argana, romansująca za jego plecami i czyhająca na majątek, którą aktorka błyskotliwie sytuuje na granicy okraszonej komizmem złośliwej przebiegłości i nie pozbawionej realizmu histerii. Świetne są sceny z Małgorzatą Pruchnik - Chołką, grająca równie ekspansywnie Anielę, córkę Argana, ale bardziej prostolinijnie i stonowanie. Wybrańcy ich obu, Pan Wiara, adwokat Michała Chołki i Kleant, zakochany w Anieli Mateusza Mikosia, dla kontrastu grają w tempie o parę oczek wolniejszym. To sprawia, że zwłaszcza postać Chołki zyskuje na wyrafinowaniu. Znakomicie dotrzymuje im tempa Justyna Król, jako rezolutna Antosia, służąca Argana, aktorka zdaje się umiejętnie wykorzystywać wiedzę o klasycznych interpretacjach takich postaci u Moliera i potrafi z tej wiedzy korzystać w doborze środków aktorskich. Żywiołowo, świetnie posługując się obszerną gamą przeróżnych odcieni bezwzględnej przebiegłości i drapieżnej podstępności gra Panią Czyściciel Wonnę, mistrzynię lewatywy, wyciskającą od „schorowanego" Argana ostatni grosz, Barbara Napieraj. Ogromny ładunek komizmu wnosi z sobą na scenę Adam Mężyk, w roli mało rozgarniętego, ale już wiedzącego doskonale za co ile brać, Tomasza Biegunki, lekarza bez dyplomu. Jego ojca, Pana Biegunkę, lekarza dyplomowanego, który dobrze wie, że trzeba brać jak najwięcej, sugestywnie, drapieżnie gra Piotr Napieraj, wyposażając tę postać w filozofię lekarza koniunkturalisty, który wie, że pacjent musi i tak umrzeć, bo po to żyje. Stonowaną postać Beralda, brata Argana, Robert Żurek sytuuje w roli chłodnego, zdystansowanego obserwatora zdarzeń, trochę jakby namiastki chóru z greckiej tragedii, który spełnia w niej rolę niemego komentatora. Świetnie dopełniając tą jakże odmienną od pozostałych kreacją przebogatą galerię wielobarwnych postaci Moliera w przedstawieniu Śmigasiewicza.

W scenie końcowej Argan nie mogąc uporać się ze swoimi chorobami sam zostaje lekarzem żeby samemu się leczyć. W białym fartuchu z tabliczką „Doktor Argan" w klapie pozwala nawet zamknąć się w aseptycznej klatce. Śmigasiewicz do końca zdaje się sugerować, że u Argana bardziej chodzi o domniemywane choroby fizyczne, nie psychiczne. Starannie zdaje się unikać lekomanii na fobie, dewiacje i właśnie urojenia, wszak mających swe sedna w psychice, a których z pomocą lewatywy nikt nie uleczy. Argan Kępińskiego częściej mówi o lewatywie, rzadziej o urojeniach. Czy tylko tak chce Molier?

Prostym dopełnieniem takiego spojrzenia Śmigasiewicza jest scenografia Macieja Preyera. Scena ciasno zabudowana kilkunastoma stelażami gdzie na półkach od dołu do nieomal sufitu roi się kilkaset buteleczek i pudełeczek na leki. A przecież gdyby chodziło o bardziej wyraziste podkreślenie dewiacji psychicznych wystarczyłoby czarne tło. Nie mniej sugestywne, tak, jak sugestywną jest muzyka Mateusza Śmigasiewicza, w której można by się dosłuchać wysmakowanej stylizacji dyskretnie schowanych wątków klasycznych w ogólnym niepokojącym, wibrującym motywie wiodącym o charakterze współczesnym.

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
31 marca 2017

Książka tygodnia

Złoty garnek i inne opowiadania
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann

Trailer tygodnia