Co to był za ślub?

"Ślub" - reż. Zbigniew Lisowski - Teatr Baj Pomorski

Henryk i jego kompan Władzio wracają z wojny. Wstępują do podłej karczmy. Witają ich tam karczmarz i karczmarka, w których Henryk rozpoznaje swych, jakże odmienionych, rodziców. A pracująca w karczmie Mańka, dziewczyna "do wszelkich usług", okazuje się być jego niegdysiejszą narzeczoną...

Sztuka, która rani

Świat wykrzywia się jeszcze bardziej, gdy do karczmy wkracza pijak, który chce się zabawić. Czy to przez wstyd przed Henrykiem, ojciec-karczmarz zaczyna bronić Mańki przed zakusami natarczywego klienta, a sam, gdy ten chce go "dotknąć", ogłasza się nietykalnym. Owa nietykalność sprawia nagle, że otoczenie zaczyna w karczmarzu widzieć króla. Henryk staje się więc księciem. A ślub, który ma połączyć go z Mańką, ma sprawić, że znów będzie nietknięta. Uroczysta forma unieważni podłą przeszłość.

Ale "dotykający" palec pijaka znów może wszystko zmienić. A i Henryk zaczyna dusić się w kolejnym wcieleniu - wietrzy zdradę, staje się dyktatorem. A może to wszystko jest snem Henryka, projekcją jego lęków i poczucia zniewolenia?

"Ślub" Witolda Gombrowicza dotyczy tematów, które ten jeden z najoryginalniejszych polskich pisarzy drążył obsesyjnie: ról, w które wtłacza świat, a które narzucają formy zachowania sztuczne i puste, samotności, polskości. Tę właśnie, "pełną szaleństwa, boleśnie raniącą sztukę" - jak pisał Jerzy Jarocki, autor słynnej inscenizacji "Ślubu" - Baj Pomorski wystawił na swoje 70-lecie. Tym samym stał się pierwszą lalkową sceną, która sięgnęła po ten dramat.

Rzeźby, obrazy, lalki

W inscenizacji Zbigniewa Lisowskiego (reżyseria) i Pavla Hubicki (scenografia) "Ślub" ma atmosferę sennego koszmaru. Postaci noszą pod kostiumami trykoty, na których wyrysowano żyły. Symbol bezbronności? A może znak, że poza ciałem, fizycznością, nic w nich nie ma - póki nie założą kostiumów. Scenę "zaludniają" rzeźby rodem z twórczości Magdaleny Abakanowicz - bezgłowe, wydrążone. Ludzie bez właściwości. W tle, z rzutnika, projektowane są niepokojące krajobrazy jak z malarstwa Zdzisława Beksińskiego. Od czasu do czasu aktorzy używają lalek - główek, które są karykaturami ich twarzy. Pojawiają się marionetki: monstrualny palec, którym pijak może "dotknąć", i ptakopodobne połączenie ust z... pupą, którym zasłania się Mańka, gdy wchodzi w rolę karczemnej dziewki.

Kowboj i "Ludzie-psy"

"Ślub" w "Baju" to jednak nie sen, tylko teatr w teatrze. Reżyser do postaci z dramatu Gombrowicza dodaje bowiem Artystę, który wydarzeniami kieruje. Czy to jednak aby na pewno wnosi do treści tej znakomitej sztuki coś istotnego? Podobnie jak pojawianie się na scenie tancerki - Demona albo skomponowany z innych pism Gombrowicza prolog?

Za to bez szkody udało się skreślić kilka postaci ze świty pijaka, a z niego samego, przyodzianego w strój "kowbojski" ozdobiony orderami, uczynić zgrabny symbol herszta (a może i... polityka), tego, którego dotknięcie "brudzi". Podobnie symboliczne bywają inne stroje. Oto Mańka do ślubu, który ma ją "oczyścić", przywdziewa stroik na głowę, przywodzący na myśl koronę, jaką nakłada się Madonnom z obrazów. Szata, ceremoniał, forma, ma uwznioślić i uświęcić. I pokazać powierzchowne traktowanie wiary.

W spektaklu pojawiają się też piosenki - brawa dla Marty Parfieniuk-Białowicz za wykonanie "Ludzi-psów" z repertuaru Marii Peszek i dla duetu Marta Parfieniuk-Andrzej Korkuz. Cały zespół aktorski, występujący w spektaklu zasługuje zresztą na uznanie.

Czy warto wybrać się do Baja na "Ślub"? Tak, choć moim zdaniem bez kilku pomysłów tylko by zyskał.

Mirosława Kruczkiewicz
Nowości
25 czerwca 2015

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia