Co znaczy oko Lear'a?

19. Międzynarodowy Festiwal Szekspirowski w Gdańsku

Spektakl w reżyserii Jana Klaty to drugi „Król Lear" w tegorocznym konkursie o Złotego Yoricka, który odbywa się w ramach 19. Festiwalu Szekspirowskiego. Oprócz dwóch Learów z Krakowa (Teatr Stary i Teatr im. J. Słowackiego) do konkursu stanął wrocławski Teatr Polski z „Burzą" Garbaczewskiego. Trzy spektakle, w których, krótko ujmując, głównym tematem jest rodzina.

Wokół tego co jest faktycznym tematem „Króla Lear'a" Jana Klaty toczyła się dyskusja podczas festiwalowego spotkaniu w Teatrze Wybrzeże. Podobnie jak w recenzjach i komentarzach dominowało pytanie: czy to jest o Papieżu? O którym? Polskim, czy niemieckim? I dlaczego Jan Klata każe bohaterom „Króla Leara" nosić ornaty i piuski? Dlaczego trzy córki Leara wyglądają jak księża?

To bardzo zajmuje – próba zrozumienia, co to wszystko znaczy, co chciał zakomunikować nam tym spektaklem Klata razem ze swoim zespołem. Mam jednak wrażenie, że im bardziej staramy się zrozumieć, tym ciemniejszy jest obraz. Kiedy doda się jeszcze do tego emocje jakie budzi wykorzystanie symboli religijnych na scenie – zrozumienie wydaje się być zupełnie poza zasięgiem.

Spektakl rozpoczyna się – jak to u Klaty – piosenką. Przyjemny cover „Nothing compares 2 U" Sinead O'Connor wykonany w języku greckim. Podczas tego utworu Król Lear (Jerzy Grałek) niczym Papież siedzi na tronie-lektyce, trzymanym ponad głowami przez swoją straż (służbę?). Rząd księży zwróconych tyłem do widowni oddaje mu cześć. Wsłuchujemy się w piosenkę i z braku narzędzi jakim byłaby znajomość greckiego, staramy się przypomnieć sobie jej tekst. „Jest tak samotnie bez ciebie, jak ptak bez piosenki." Utwór jest wyrazem tęsknoty za utraconym kochankiem, ale przeplata się w nim także wątek żałoby po śmierci matki. Zbieżność z tematyką Leara jest aż nazbyt oczywista, udaje nam się rozwiązać rebus. Jednak z każdym kolejnym utworem odczytania są coraz trudniejsze. Druga piosenka to „Smalltown Boy" zespołu Bronski Beat. „Odchodzisz rankiem ze wszystkim co posiadasz w małej, czarnej walizce. Twoja matka nigdy nie zrozumie dlaczego odszedłeś." Na myśl przychodzi nam Kordelia – ale przecież ona nie odchodzi, bo dusi się w małomiasteczkowym klimacie – ona jest wypędzona, bo nie potrafi lub nie chce zakomunikować swojej miłości do Leara.

Trzy córki Króla Leara – pośród których (wg kanonicznego odczytania) dwie są złe, a jedna dobra. Dwie fałszywe, a jedna prawdziwa. U Klaty tak oczywiste to nie jest. Co prawda dwie z nich już na wstępie mijają się z prawdą na temat swojej płci, ponieważ grają je mężczyźni, jednak ciężko powiedzieć, czy córki kłamią, opisując w pięknych słowach swoją miłość do ojca. Być może chcą go ochronić, oddzielić od nieprzyjemnej prawdy tak samo, jak my nie mówimy naszym babciom i dziadkom o tym, co nieprzyjemne, by nie przysparzać im trosk w podeszłym wieku. Z pewnością łączy je nieumiejętność, błąd komunikacyjny. Wszystkie trzy stoją w opozycji do prawdy – Regana i Goneryla mówią niezgodnie z nią, Kordelia nie mówi nic, bo w jej przekonaniu czyny, a nie słowa mogą zawierać w sobie prawdę. Zastanawia mnie jednak, czy Klata twierdzi, że brak zaufania, podejrzliwość i wrogość wobec drugiego człowieka jest prostą wypadkową braku zrozumienia? Czy stawia między nimi znak równości? Jeśli tak, to oznaczałoby, że w naszych odruchach jesteśmy prostsi niż nam się wydaje, bliżsi zwierzętom niż aniołom.

Komunikacja oraz porażka komunikacyjna jest według mnie sercem tego spektaklu. Nie Watykan, nie Papież, tylko próba pokazania jak chcemy drugiemu człowiekowi coś powiedzieć i jak nam się to nigdy nie może udać. Zupełnie jakbyśmy dopiero co porzucili wieżę Babel. Każdy z nas mówi swoim własnym językiem. Artyści nie są tutaj wyjątkiem – także ci teatralni – reżyser, aktorzy. Podejmują oni jednak heroiczną, skazaną na niepowodzenie próbę przekazania prawdy. W „Królu Learze" Jana Klaty oprócz greckiej piosenki i kilku innych utworów, których nie rozpoznaję, pojawia się także język staroaramejski, język, którym najprawdopodobniej posługiwał się Jezus. Mówi nim Edgar (świetny Krzysztof Zawadzki), a niezrozumiałe dla nas litery tego alfabetu wyświetlane są na ścianie. Jest to modlitwa Ojcze Nasz. Ale tego podczas spektaklu nie wiemy. Dla nas jest to znaczące bez znaczonego. Pusty symbol, znak. I ten fakt próbujemy zrozumieć, zinterpretować.

Spektakl Klaty jest w moim przekonaniu, wbrew krytykom, głęboko religijny. Komuś może nie spodobać się, że Błazen, tutaj zamaskowana Kordelia (kolejna bardzo dobra rola Jaśminy Polak) nosi mitrę, do tego rajstopy w krzyże i jest przepasana ogromnym różańcem. Jednak w spektaklu wybrzmiewa echo „1. Listu do Koryntian": „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów..." Zrozumienie nie jest wszystkim, mądrość i znajomość języków nie gwarantuje nam sukcesu komunikacyjnego, nie daje nam pewności, że drugi człowiek nas zrozumie. Że my go zrozumiemy. Jedynym językiem, który daje nam szansę na porozumienie, jest miłość. To w „Learze" przekazał nam Szekspir.

Klata usuwa z dramatu ostatnie, najbardziej krwawe sceny. Nikt nie umiera. Król Lear elegancko, niemal niezauważalnie opuszcza scenę, zostają postaci/księża w czerwonych szatach, tworząc na podłodze rozetę ze swoich ciał. Projektor rzuca ten obraz na ścianę. Widzimy kształt – coś jak kwiat, coś jak nabiegła krwią źrenica oka. Nie mowa, nie słuch – ale wzrok jest tutaj najważniejszym zmysłem. Oczy są ważnym symbolem w „Królu Learze". Patrzenie, czytanie pojawia się wielokrotnie, a pozbawienie kogoś wzroku jest najwyższą karą. Odzyskanie syna przez Gloucestera on porównuje z przywrócenie wyłupionych mu oczu. W języku angielskim mówi się „apple of my eye" – co tłumaczymy jako oczko w głowie. Chodzi jednak o źrenicę oka – o coś najcenniejszego, nad czym roztaczamy opiekę. Czy Kordelia była źrenicą w oku Leara? Czy to stary ojciec powinien być oczkiem w głowie swoich córek? Jak to zrozumieć?

Jan Klata na spotkaniu po spektaklu powiedział, że nie czyta recenzji. Nie dowiem się pewnie, czy moja interpretacja jest słuszna, czy ociera się choć w najmniejszym stopniu o intencje reżysera. Ale jeśli nie ociera się wcale – to czy ja się mylę? Teatr to nie rebus. Zadaniem widza nie jest z elementów tekstu, gry aktorskiej, muzyki i scenografii oraz kostiumów wysnuć rozwiązanie, podać właściwą, poprawną odpowiedź. Tak lub nie. Zadaniem widza jest patrzeć. Czuć. Zaufać. Reszta przyjdzie sama.

Katarzyna Gajewska
Dziennik Teatralny Trójmiasto
7 sierpnia 2015
Portrety
Jan Klata

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...