Coś z Dziadami

Marzec '68. Dobrze żyjcie - to najlepsza zemsta" - reż. Monika Strzępka - Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie

Podobno głupek uważa, że zimna wojna to "coś z pingwinami". Według Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego jesteśmy przekonani, że wydarzenia z marca 1968 roku to coś z "Dziadami".

W najnowszym spektaklu "Marzec '68. Dobrze żyjcie - to najlepsza zemsta" wściekły duet (choć to określenie staje się coraz mniej adekwatne) bierze się za wydarzenia marcowe - temat, jak przyznają, bliski im od dawna. Odczekanie im posłużyło, bo mówią do nas artyści z już ukształtowanym językiem teatralnym, w charakterystycznej dla siebie estetyce. Praca nad przedstawieniem w warszawskim Teatrze Żydowskim rodziła obawy, że zbyt mocno będzie ono skoncentrowane na warstwie faktograficznej. Jednak zarówno tekst Pawła Demirskiego, jak też inscenizacja Moniki Strzępki nie tworzą spektaklu historycznego. Wchodzimy raczej w refleksję na temat przeszłości. Wydarzenia z 1968 roku są tu przykładem oddziaływania historii oraz jej opowiadania.

Demirski powołał bohatera, którego bardzo trudno i zagrać, i opisać. Ojciec (Henryk Rajfer) utkany jest z narosłych skojarzeń z Marcem '68. To Żyd-komunista, który dowiaduje się, że musi opuścić ojczyznę. Jest i zmarłym oglądającym swoje życie na YouTubie, i wygnańcem marcowym. Jest typem ojca w trudnej sytuacji politycznej, który musi tłumaczyć niezainteresowanym ani historią, ani polityką córkom, co się wokół nich dzieje. Jego świadomość kształtują dwie przenikające się perspektywy: 1968 roku i powrotu po latach. Dlatego Strzępka raz każe Ojcu brać udział w akcji (jako postaci historycznej), a raz dystansować się od niej (co jakiś czas aktor kieruje swoje wnioski wprost do publiczności).

Centralnym elementem scenografii jest wielki i rozłożysty, zwalony - jak się potem okazuje - modrzew. Przyroda bowiem to jedyne, za czym tęskni marcowy emigrant. Konar drzewa dominuje nad przestrzenią wciśniętą między masywne ściany, które kojarzą się z kamiennym lochem i wybiegiem w zoo. Jest jeszcze stara kanapa, przywołująca przestrzeń rodzinną, a naprzeciwko biurko sygnalizujące sferę społeczno-polityczną. Właśnie imitacje wydają się tutaj kluczowe. Wybieg zoologiczny jest imitacją warunków naturalnych i egzotyki. Tak samo jak stara kanapa jest imitacją historii rodzinnych, a "wielofunkcyjne" biurko (czasem zasiadają przy nim urzędnicy Biura Politycznego, urzędu paszportowego, a czasem współcześni habilitanci wydziałów historycznych) działania na rzecz konstruowania narracji historycznej i prób formatowania mitologii narodowej.

Imitacją jest także odwoływanie się do "najsłynniejszego spektaklu w historii polskiego teatru". "Marzec '68" otwiera rytualno-nostalgiczny śpiew Guślarza z Dziadów Kazimierza Dejmka, a właściwie Guślarz z ikonografii Wikipedii (wyjęta z historii teatru postać powraca na scenę kilkakrotnie). Ten prosty cytat pokazuje strukturę współczesnego myślenia o historii, myślenia ahistorycznego jak określił to Frank Ankersmit, abstrahującego od realiów przeszłości. Strzępka i Demirski zresztą celowo nie wychodzą poza zestawienie stereotypów, skupiają się na pokazaniu różnych mitów narosłych wokół Marca '68. Zoologiczny entourage odwzorowuje dychotomię pomiędzy mitem nacjonalistycznej chęci pozbycia się syjonistów a zazdrością opuszczenia gomułkowskiej ojczyzny (dobrym przykładem jest tu scena, w której moczarowcy udają Żydów, chcąc dostać się do Szwecji). Sztuczna egzotyka odnosi się do stereotypu Madagaskaru, jak też do wyobrażeń o przyrodzie Palestyny, która dla polskich Żydów jest w sferze poza bezpośrednim doświadczeniem.

Stereotypy w spektaklu zostają obnażone poprzez ich powtórzenie. Jednak taka ich koncentracja świetnie pokazuje też, jak odbieramy wydarzenia z przeszłości. Nie mamy do nich żadnego dostępu, żyjemy ikonkami i na tej podstawie budujemy współczesną tożsamość, traktując imitację wiedzy jako element kształtujący dzisiejszą perspektywę. A w spektaklu jest ona dość jasno pokazana - nie ma przyczynowo-skutkowego związku z historią. Widać to w scenie, kiedy córki Ojca wypełniają jego ostatnią wolę i wkopują w polskim parku pielęgnowaną w doniczce sadzonkę modrzewia (po oddaniu Ojcu z powrotem polskiego obywatelstwa). Kompletnie nie rozumieją jednak tej decyzji - tęsknoty Ojca, jego przywiązania do kraju, z którego, z niejasnych dla siebie powodów, został wyrzucony. Perspektywa córek, czyli młodego pokolenia, obrazuje właśnie język stereotypu, w którym Władysław Gomułka chodzi ciągle ze swoją mównicą (świetny Ryszard Kluge), a leśni moczarowcy stylizowani na partyzantów śpiewają AK-owski repertuar. Zlepek poglądów, wielość problemów, mnożenie tematów i rejestrów (od historycznego do politycznego i tożsamościowego), jakie kojarzą nam się z Marcem 1968, są zasadniczym tematem tego przedstawienia. Autorów interesuje nie tyle struktura tych stereotypów, ile ich funkcja w kształtowaniu obrazu przeszłości.

Większość scen rozgrywa się wobec tłumu chodzącego po scenie, który raz jest w roli komentującego (piosenkami) chóru, raz odgrywa uczestników przemieszanej chronologicznie akcji. Chórzyści są więc gromadą świadków, pozbawionymi głosu uczestnikami zdarzeń, a jednocześnie dzisiejszymi konsumentami opowiadań historycznych. Strzępka gra tutaj możliwością identyfikacji i jej braku. "To są obcy ludzie w tej historii. To nie są obcy ludzie w tej historii" - powie Konrad w "Dziadach. Ekshumacji". Nasze zaangażowanie w historię również jest co najwyżej pozycją komentatora. Identyczne emocje wywołuje sam spektakl - lawiruje pomiędzy podkreślaniem ważności tamtych wydarzeń - ale wtedy dyskusja zmienia się w publicystykę o niskim poziomie argumentacji (Demirski nazywa to debatą na pałki) - oraz naszym dystansem i zapomnieniem tego kawałka dziejów.

Kwintesencją spektaklu jest scena, w której spisane przez Ojca wspomnienia zostają poddane redakcji. W tym procesie biorą udział wszyscy. Zarówno córki, jak i Gomułka (podkreślając, że władza ma zadania redakcyjne, i że na Zachodzie też redagują, tylko że dla zysku), uczestnicy wydarzeń, moczarowcy, współcześni ideolodzy, jak też habilitantki wydziałów historycznych. Materiał jest ze wszech miar słabiutki (jak powie jedna z postaci) i wymagający ingerencji. Tekst wspomnień nie interesuje nikogo - zarówno w warstwie osobistej, jak i historycznej, społecznej, etycznej. Historia jest nam potrzebna do uzyskania doraźnego celu. Do budowania swojej tożsamości dzisiaj. A mit jest zawsze bardziej ciekawy od prawdy historycznej.

"Marca '68" nie da się zamknąć w zapożyczonej od Haydena White'a idei narratywizacji historii. Warszawski spektakl pokazuje raczej dramatyczność historii. Zgodnie z definicją ma ona mieć działających protagonistów. I w ujęciu Strzępki i Demirskiego ma. To jest ich największym zarzutem wobec zajmujących się przeszłością: że stwarzanie swoich poglądów pomaga w konstrukcji dzisiejszej tożsamości, a do tego wykorzystujemy historię. Co więcej, te nasze konstrukty nazywamy wiedzą lub interesowaniem się. Podstawą dramatu jest oczywiście konflikt - dlatego modrzew służy do wyrabiania pałek (tak to określają postaci w spektaklu), potrzebnych w dzisiejszej debacie. Okładamy się nie tylko argumentami, ale przede wszystkim identyfikacją z naszymi poglądami uznanymi przez nas za osadzone w historii.

Metafory pałek i poglądów są dość jasną oceną etyczną (próba zdefiniowania swojego stanowiska to nowość w spektaklach duetu Strzępka/Demirski). Podważone zostały wszystkie języki i sposoby opowiadania: zarówno ideologizowanie, wpisywanie w tożsamość, jak też naukowe obiektywizowanie nie przestaną być pałką. Wymierzoną zarówno w dzisiejszych, jak i w samą przeszłość. Strzępka przedstawia to na scenie poprzez żonglowanie ikonografią historyczną (kostiumy urzędników, Gomułka poruszający się z mównicą jak z balkonikiem) i mieszania jej z perspektywą dzisiejszą (kiedy kostiumy nie przystają do języka). Brak bezpośredniego doświadczenia i przez to niemożność zrozumienia przeszłości pozbawiają nas prawa głosu jeszcze bardziej. Ale paradoks, podkreślony przez twórców, polega na tym, że historia egzystuje tylko w językach i wyrób pałek jest nie tylko jedyną możliwością, ale także naszym obowiązkiem. Zwłaszcza wobec samej historii, która opowiadana - istnieje. Niedoczytania są więc lepsze niż zapomnienie.

Czy tytułowa zemsta się udała? I kto miałby się mścić? Czy emigranci marcowi zemścili się, żyjąc w Szwecji, Izraelu, Stanach Zjednoczonych, i w ogóle wszędzie za granicą, gdzie jest lepiej niż tu? Czy ich powrót po latach, jako "ustawionych" obywateli Zachodu, jest zemstą wymierzoną w naszą tożsamość? Powielenie stereotypu emigrantów jako tych, którym się udało wyrwać z Polski (ówczesnej - i przez to zerwali też relacje z dzisiejszą) pokazuje podłoże do budowania takich stereotypów. Jednak tytuł spektaklu jest jednocześnie aluzją i parodią przesłania moralnego, zwracającego uwagę, że funkcją pamiętania o historii jest lepsze życie. Że warto o historii pamiętać, żeby żyć bez niej. Autorzy nie stawiają żadnych tez definitywnie. Tezy na temat historii w "Marcu '68" wahają się pomiędzy konserwatywną magistra vitae a heglowsko-lewackim brakiem nauki. Takie to współczesne i takie wyabstrahowane z historii...

Michał Stangret
Miesięcznik "Teatr"
3 sierpnia 2016

Książka tygodnia

Osobliwy dom pani Peregrine. Tom 4. Mapa dni
Wydawnictwo Media Rodzina
Ransom Riggs

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski