Czarny Piotruś i (nie)groźny Wilk

"Piotruś i wilk" - reż: Libor Śtoumpf - Zdrojowy Teatr Animacji

Nie wirtualne sztuczki najnowszych programów animacji komputerowej, ale XIX-wieczna technika teatralna pozwala na osiągnięcie budzących podziw efektów, które widzowie oklaskiwali dziś po pierwszym premierowym spektaklu Zdrojowego Teatru Animacji, który wystawił adaptację Bajki Symfonicznej "Piotruś i Wilk" do muzyki Sergiusza Prokofiewa.

W dobie, kiedy bez komputerowych wizualizacji trudno się obejść nawet klasycznemu teatrowi dramatycznemu, kłopotem jest wyobrazić sobie, aby widowisko teatralne dla dzieci - zarażonych kiczowatymi bajkami w telewizji - obyło się bez pikseli a jednocześnie zachowało pełnię walorów estetycznych. Stało się tak w najnowszej produkcji Zdrojowego Teatru Animacji, "Piotrusiu i Wilku", bajce, do której Sergiusz Prokofiew napisał muzykę w 1936 roku. 

Po pozycję sięgnął Libor Stoumpf z Chrudima (Czechy), mistrz czarnego teatru, dobrze znany zwłaszcza najmłodszym jeleniogórzanom, którzy pamiętają to z projektu "Skok w blok" - objazdowego teatrzyku lalkowego, który wzruszał i bawił dzieci w poprzednich latach. Tym razem Czech pokazał klasę dokonując świetnej adaptacji dzieła Prokofiewa, na które składa się charakterystyczna muzyka ilustracyjna oraz powiastka złożona w różnych bajkowych wątków literatury światowej.

Czarny teatr to magia: ubrani na czarno aktorzy stają się niewidzialni na czarnym tle, a odpowiednie ustawienie świateł uwypukla lalki i inne przedmioty, które - animowane przez artystów - ożywają niczym dotknięte magiczną różdżką. Tak też jest w "Piotrusiu i Wilku" Zdrojowego Teatru Animacji. Jedynie Sylwester Kuper (narrator) i Dorota Bąblińska-Korczycka, objawiają swoje oblicza. Pozostali: Dorota Fluder, Katarzyna Morawska, Jacek Maksimowicz, Radosław Biniek, pozostają poza zasięgiem wzroku widza, ale efekty ich gry widzą wszyscy. I słusznie biją brawo.

Piotruś żyjący w beztrosce dzieciństwa musi stawić czoła groźnemu Wilkowi, który pożera Kaczkę i nosi się z zamiarem spałaszowania Kota i Ptaszka. Dzielny chłopiec łapie drapieżnika i odstawia go do cyrku - ta prościutka fabuła nabiera w wizji Stoumpfa (jednocześnie scenografa) głębi niespotykanej. Przedmioty i zabawne lalki - animowane perfekcyjnie z zachowaniem najdrobniejszych szczegółów poruszania się - nadają dziełu fantastyczną trójwymiarowość.

Do tego walor edukacyjny, bo przecież Prokofiew skomponował tę bajkę, aby oswajać najmłodszych widzów w muzyką oraz instrumentami. Sylwester Kuper świetnie wywiązuje się z roli nauczyciela, który demonstruje najmłodszym widzom instrumenty. Z ich pomocą muzycznie zostanie odmalowana każda postać, a motywy przewodnie Piotrusia, Ptaszka, Kota, Wilka, Dziadka i Myśliwych długo po spektaklu brzmią w uszach. Spektakl jest interaktywny: narrator przepytuje młodych widzów, czy zapamiętali instrumentarium. Dzieci pamięć mają świetną. W sztuce wykorzystano też Taniec Węgierski Johannesa Brahmsa jako ilustrację do przekomicznej historyki, która koronuje dzieło. 

Sumując - mimo "polowych" warunków, w jakich przychodzi pracować zespołowi Zdrojowego Teatru Animacji pozbawionemu remontowanej sceny - to (po "Tomciu Paluszku") kolejna udana sztuka ZTA. Jej areną jest sala MDK "Muflon" w Sobieszowie. Oczywiście można ponarzekać na brak amfiteatralnej widowni i kiepską akustykę, ale po co? 

Lepiej udać się na drugie premierowe przedstawienie "Piotrusia i Wika", które odbędzie się 14 lutego o godz. 16. - Chcemy zadowolić wszystkich miłośników naszego teatru i dlatego organizujemy dwie premiery. Wszyscy chętni nie zmieściliby się w skromnych rzędach za jednym razem - mówi Bogdan Nauka, dyrektor ZTA

TEJO
www.jelonka.com
8 lutego 2010

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia