Czas na studenta

rozmowa z Maciejem Pestą

Jeszcze tylko kilka miesięcy i ze studenta stanie się dyplomowanym aktorem.
Z pewnością, niedługo usłyszymy o jego pracy aktorskiej dużo więcej. Przyszłości nie wyobraża sobie bez teatralnej sceny. Obecnie możemy go oglądać w "Wyzwoleniu" w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi i w spektaklach dyplomowych Teatru Studyjnego. Z Maciejem Pestą, studentem IV roku Wydziału Aktorskiego PWSFTViT w Łodzi, rozmawia Agata Siuta

Agata Siuta: Studia w Łodzi to był dobry wybór? Czujesz, że jesteś odpowiednio przygotowany do wejścia w zawodowe życie aktorskie po nauce w PWSFTViT? 

Maciej Pesta: Absolutnie nie żałuję wyboru Łodzi, choć na początku chciałem dostać się do Warszawy, gdzie niestety odpadłem już w pierwszym etapie. Do Krakowa w ogóle nie zdawałem. W Łodzi się udało. Teraz, z perspektywy czasu, uważam, że myślenie ludzi o dostaniu się do konkretnej szkoły jest bezpodstawne, ponieważ nie można przewidzieć, na jakiego opiekuna roku się trafi, z kim będzie się współpracowało. Ja mam przyjemność być studentem Bronisława Wrocławskiego, który jest świetnym aktorem i pedagogiem. Trafiłem do Łodzi i jestem z tego bardzo zadowolony. Czuję, że to był dobry wybór i że w grupie, w której się znalazłem, mam swoje miejsce. 

Podczas studiów zagrałeś z kolegami z roku w spektaklu teatru repertuarowego. Czy było to ciekawe doświadczenie? 

M.P: „Wyzwolenie” w Teatrze Jaracza było dla mnie niewątpliwie ważnym doświadczeniem. Na początku III roku rozpoczęliśmy pracę nad spektaklem. To zupełnie coś nowego znaleźć się na deskach teatru i tam zetknąć ze sceną, z reżyserem, z doświadczonymi aktorami. Wszystko było inne i świeższe od dotychczasowych ćwiczeń w szkolnych salach prób. 

W spektaklu dyplomowym „Księżniczka na opak wywrócona” grasz Lisarda. Odgrywacie w nim bardzo ciekawą scenę tańca, w której zawarliście najważniejsze wydarzenia dramatu. Twój ruch w tej scenie był Twoim pomysłem, czy został narzucony przez reżysera? 

M.P: Jeśli chodzi o ruch w „Księżniczce na opak wywróconej” sam tego nie wymyśliłem, ale efekt końcowy wypłynął ze mnie. Nad ruchem scenicznym w spektaklu pracowała Marta Szumieł. Na początku scena tańca była jedną wielką improwizacją. Chcieliśmy jakoś to ogarnąć, zebrać w całość i „nazwać”. Ta część jest naszą interpretacją scen dialogowych dramatu, które postanowiliśmy zatańczyć. Dlatego zaprosiliśmy Martę, by nam w tym pomogła. Najpierw przeanalizowaliśmy psychologię postaci w poszczególnych scenach. Później Marta poprosiła nas, aby każdy improwizował przedstawiając swój temat. To było ćwiczenie wyobraźni przestrzennej. Moim zadaniem było wykonanie wszystkiego za pomocą jednego, charakterystycznego ruchu na kształt kwadratu czy prostokąta. Emocje, odczucia, które we mnie wzrastają, muszę przekazać tym jednym konkretnym ruchem, który mam za zadanie powiększać i rozwijać adekwatnie do wydarzeń. 

Po tym spektaklu spotkaliście się z negatywną krytyką łódzkich recenzentów. Zaskoczyła Cię tak ostra ocena waszej pracy? Jak to na Ciebie wpłynęło? 

M.P: Ostatnio przeczytałem bardzo ciekawy wywiad i chcę go teraz przywołać. Danuta Stenka powiedziała, że aktor zawsze wie, kiedy to, co robi, jest niedoskonałe. Nie potrzeba recenzji, aby to wiedzieć. Aktor może być niepewny w niuansach, ale zawsze jest świadomy. Krytyka w tym wypadku nie jest najgorsza. Straszne jest to, że aktor wychodzi na scenę ze świadomością, że oszukuje ludzi. W przypadku „Księżniczki na opak wywróconej” recenzje absolutnie nas nie przygniotły. Wiedzieliśmy, co ze sobą niesiemy, że mówimy o rzeczach ważnych, dla których warto podjąć dialog z widzem. Wiedzieliśmy, że to jest dopiero premiera. Recenzje tylko nas zmobilizowały. Dlatego właśnie nie zatrzymaliśmy się na tym etapie. Dalej próbujemy, rozmawiamy, przyjeżdża reżyser Iwo Vedral, omawia to, co widział na scenie, podaje nam wskazówki. Myślę, że to źle, jeżeli krytyka działa demobilizująco. Trzeba się wziąć w garść i dalej pracować. 

Twoja ostatnia premiera dyplomu to „Cztery”, gdzie grasz Reitinga. Czy łatwo było pracować nad postacią chłopaka młodszego o dziesięć lat? Trudno było wrócić do mentalności nastolatka, do tamtych emocji? 

M.P: Nie chcieliśmy w jakikolwiek sposób cofać się do przeszłości, żeby grać nastolatków. Szymon Kaczmarek chciał, abyśmy opowiadali tę historię jako my - ludzie w obecnym wieku. Na zasadzie: widzu, popatrz, co się kiedyś wydarzyło w moim życiu, w jakich okolicznościach ja się znalazłem i do czego mnie to doprowadziło. Na scenie jesteśmy chłopakami z dzisiejszym doświadczeniem, ze świadomością, że to jest już przeszłość. Ze wspomnieniami wychodzę na scenę. Nie odbywała się żadna praca na zasadzie: „jaki byłeś dziesięć lat temu, jak się ruszałeś, jak mówiłeś…” 

A jak Ci się pracowało przy spektaklu muzycznym „Longplay”, który jest również waszym dyplomem? Lubisz wyrażać emocje poprzez śpiew? 

M.P: Uwielbiam śpiewać, ale jednocześnie bardzo się tego boję. Nie ma dla mnie większego stresu. W Longplay’u mam okazje przełamywać tą barierę, z koncertu na koncert jestem coraz pewniejszy tego, co robię i czerpię z tego prawdziwą satysfakcję. 

Która z dotychczasowych ról jest dla Ciebie najważniejsza, zmieniła Cię w jakiś sposób? A może nie przywiązujesz się do nich wiedząc, że to jeszcze ćwiczenia? 

M.P: Największym wyzwaniem, z jakim musiałem się zmierzyć, a jednocześnie jedną z najciekawszych prac, były „Biesy” Dostojewskiego, nad którymi pracowaliśmy z prof. Jackiem Orłowskim. Spektakl powstawał cały rok, co zwieńczone było egzaminem. Rola Stawrogina była dla mnie bardzo ważna. Materiał emocjonalny i psychologiczny, jaki jest tam do odkrycia i do przeprowadzenia przez aktora, jest ogromny, ale najpiękniejsza jest chyba świadomość, że to wszystko nigdy nie będzie do końca odkryte. A jeżeli chodzi o dyplomy, to jestem przywiązany do mojego Reitinga z „Cztery”, może dlatego, że jest to najświeższe i cały czas to badam. 

Na III roku studiów zrealizowaliście wspólnie film „Kanalie”. Jak pracuje Ci się na planie filmowym? Już potrafisz zdecydować, gdzie czujesz się lepiej - film czy teatr? 

M.P: Trudno zdecydować co wolę, nie mam wielkiego doświadczenia na planie filmowym, zwłaszcza profesjonalnym, bo „szkolne” mam dzięki wszelakim etiudom operatorskim czy reżyserskim. Praca na planie jest ciekawa i fascynująca. Bardzo to lubię, ale często się śmiejemy, że aktor na planie jest ostatni. Zawsze czeka, aż ustawią kamerę, światło, powiedzą gdzie ma stanąć, zatrzymać się, spojrzeć - dopiero na końcu jest to, co ma czuć. Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na Twoje pytanie. Chcę pracować w teatrze i dla mnie absolutnie bez sceny nie ma życia, co nie oznacza, że zamykam sobie drogę do filmu. 

Jest coś, czego byś nie zagrał? 

M.P: Każda rola to wyzwanie, nie ma znaczenia czy grasz „białą” czy „czarną” postać. Dostajesz rolę, materiał, masz człowieka do stworzenia - to jest przygoda, po to jest aktor. 

A marzysz o jakiejś konkretnej roli, postaci, którą chciałbyś wykreować na scenie? 

M.P: Nie mam wymarzonej roli. Jak powiedziałem wcześniej - dla mnie każda rola jest wyzwaniem, któremu chcę stawić czoła. 

Z kim chciałbyś się spotkać na scenie? Kogo cenisz wśród aktorów? 

M.P: Meryl Streep. 

Stworzyliście na nowo Teatr Studyjny, o którym obecnie, jest bardzo głośno w Łodzi - IV rok Wydziału Aktorskiego jest jego zespołem artystycznym. Wrócicie kiedyś po studiach by znów zrealizować coś wspólnie? 

M.P: To zależy od tego, jak potoczą się nasze losy. Przyznam, że myśleliśmy o założeniu małego zespołu i zostaniu w Teatrze Studyjnym - kontynuowaniu pracy tutaj. Bo teatr jest i trzeba to wykorzystać.  

Chciałbyś zostać w Łodzi po uzyskaniu dyplomu? Czy to miasto stwarza możliwości do aktorskiego rozwoju, Twojego rozwoju? 

M.P: Ostatnimi czasy w Łodzi był Teatr Jaracza i długo, długo nic. Dopiero teraz coś się zaczyna dziać w związku z nowym projektem dyrektora Teatru Nowego Zbigniewa Brzozy. Wreszcie może zacznie się jakiś dialog. Może się to też stać szansą dla młodych aktorów. Przez cztery lata studiów w Łodzi bardzo przywiązałem się do tego miasta, ale myślę też, że czas coś zmienić. Poszukać czegoś nowego - nowych ludzi, nowych wyzwań, nowych doświadczeń. Myślę, że nie zagrzeję miejsca w Łodzi.

Agata Siuta
Dziennik Teatralny Łódź
18 kwietnia 2009
Portrety
Maciej Pesta

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...