Czas refleksji

Rozmowa z Justyną Sieńczyłło

- Warto iść drogą spotkań, m.in. z młodzieżą, z którą rozmawiamy o zagubieniu. Mówię tu o spektaklach "My, dzieci z dworca ZOO" i "Dopalacze. Siedem stopni donikąd" - mówi Justyna Sieńczyłło, aktorka Teatru Kamienica w Warszawie.

"Jajeczko dla bezdomnych" w Teatrze Kamienica to już tradycja.

Justyna Sieńczyłło: Pomysł takich spotkań, również z okazji innych świąt, zrodził się w sercu mojego męża Emiliana Kamińskiego i mogę dziś powiedzieć, że z wieloma osobami, które do nas przychodzą, bardzo się zbliżyliśmy. Obserwujemy ich od kilku lat. Niektórzy z bezdomności wychodzą, co jest dla nas dodatkową motywacją i radością.

Potrzebne na coraz szerszą skalę?

- Przykre jest to, że z każdym rokiem przybywa ludzi, których w pierwszym odbiorze trudno by posądzić o bezdomność. Inteligentnych, po studiach. Sporo jest niestety w tej grupie młodych kobiet. Kiedy z tymi osobami rozmawiam, okazuje się, że są totalnie zagubione. W tym pędzie, w pętli kredytów.

Jakiś czas temu powstał w Kamienicy spektakl "Bezdomna Pasja".

- Tytuł wymyślili sami bezdomni "aktorzy". Ich historie brzmiały ze sceny jak modlitwa. Przejmujące doświadczenie. Jeszcze mocniejsze, gdy modlą się znanymi wszystkim słowami. "Ojcze nasz..." w ich ustach nabiera nowych znaczeń. Wtedy pojawia się nie tylko wzruszenie, lecz i refleksja, że warto iść tą drogą, drogą spotkań, m.in. z młodzieżą, z którą rozmawiamy o zagubieniu. Mówię tu o spektaklach "My, dzieci z dworca ZOO" i "Dopalacze. Siedem stopni donikąd".

Bardzo intensywnie żyją państwo swoim teatrem. Będzie też obecny przy świątecznym stole?

- Nie da się tego uniknąć. To nasze życie, pasja. Ale w święta skupiamy się na życiu rodzinnym. Niedawno pożegnałam mamę, więc razem z tatą w najbliższym gronie będziemy przeżywać ten czas modlitwy i refleksji.

Jolanta Gajda-Zadworna
wSieci
14 kwietnia 2017

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia