Czego nie widać

"Historia Jakuba" - reż. Ondrej Spišák - Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy

Tadeusz Słobodzianek i OndrejSpišák w "Historii Jakuba" znów chcą analizować m.in. relacje polsko-żydowskie. W istocie prześlizgują się po powierzchni problemów. W wygodny dla siebie sposób i ze stratą dla wszystkich.

To już kolejne spotkanie Tadeusza Słobodziankaze słowackim reżyserem. Powiada się, że dramatopisarz znalazł dla swego teatru inscenizatora idealnego. Rzeczywiście coś w tym jest, bo Spišák potrafi powołać świat z niczego, wystarczy kilka przedmiotów, które na scenie w odpowiedniej chwili wezmą na siebie zaskakujące zadania. Scenografią najczęściej jest niemal pusta przestrzeń, w której da się wykreować każdy świat. Pewnie wynika to z tego, że przez wiele lat Spišák współtworzył wędrowny Teatro Tatro. W takim założeniu rządzą skrót, symbol, znak.

Ma to jednak mankamenty. Bo to również teatr pozbawiony psychologii, teatr bardziej opowieści pokazywanych niż opowiedzianych. Postacie rozstawione na jego planszy to emblematy zachowań i postaw, nie ludzie z krwi i kości. Słobodzianek zawsze dążył do uniwersalizowania tematów, prostoty rysunku postaci, stąd jeszcze w połączeniu z reżyserią Spišáka jego sztuki natychmiast ujawniają kłopot: schematyczność, którą autor podniósł do rangi swoistego dramatycznego gatunku.

W "Historii Jakuba" działa to podwójnie. Rozumiem, że biografię ks. Romualda Jakuba Wekslera-Waszkinela, katolickiego duchownego, który w dojrzałymwieku dowiaduje się, że jest Żydem uratowanym w 1943 r. przez polską rodzinę, Słobodzianek chciał wykorzystać do zbadania relacji polsko-żydowskich, przy okazji jednak dokonuje uproszczeń, które zaczynają już irytować. Życie Wekslera poznaliśmy m.in. dzięki świetnej reportażowej książce Dariusza Rosiaka "Człowiek o twardym karku". Jej siłą jest wejście w szczegół i jak zawsze u tego dziennikarza pokazanie kilku punktów widzenia, przede wszystkim na tle historycznym. No i to Rosiak buduje wielką opowieść, która w pewnym momencie staje się tragedią osamotnienia: jak pogodzić żydowskość z katolicyzmem?

U Słobodzianka i Spišáka już na starcie wszystko wydaje się mniej skomplikowane. Wiem, że autor "Naszej klasy" ma poglądy skrajnie antyklerykalne, ma do tego prawo, ale nie ma prawa do ideologicznych uzurpacji. "Z Historii Jakuba" dowiaduję się, że środowisko, w którym dorastał Weksler, to grupa odrażających postaci: proboszcz współżyje z gosposią, wymuszając na niej siódmą z rzędu aborcję, w seminarium każdy donosi na każdego, wieczór zaś kończy się orgią kleryków. To refren Słobodzianka, choć nie wiem, z czego wynika. Tekst ma swoje tempo, rytm. Potężnym atutem tego dramatopisarza jest zaś wyczucie frazy i umiejętność szybkiego obrazowania sytuacji. Kłopot w tym, że "Historia Jakuba" w Teatrze Dramatycznym to ten przypadek, gdy opinie i emocje autora rzutują na całą treść. Zresztą Słobodzianek zazwyczaj nie lubi swych bohaterów.

Nie szczędzi także konkretnych ludzi. Postać Ojca rektora, jedna z kluczowych w tej opowieści, ma przecież odniesienie w rzeczywistości, bo chodzi o nieżyjącego już ks. prof. Mieczysława Krąpca, rektora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w latach 1970-1983. Czy naprawdę można o nim powiedzieć, że był największym donosicielem, jakiego spotkał na swej drodze Weksler? Pamiętajmy, że to Krąpiec w latach 70. zrobił z KUL jedną z najważniejszych i najbardziej niezależnych uczelni w kraju, co więcej - jak znów podaje Rosiak, tym razem w książce "Wielka odmowa" poświęconej słynnemu tomiście - za kadencji uczonego ani jeden opozycjonista nie został wyrzucony z uczelni, a całe zastępy antykomunistów znalazły na niej schronienie. Owszem, Krąpiec był agentem, lecz nie agentem z wyrachowania. To znowu historyczny przykład prowadzenia z SB gry dla celów wyższych.

Nie chcę oceniać wszystkich decyzji inscenizacyjnych Słobodzianka i Spišáka. Nie o to chodzi. Zwłaszcza że jak zawsze u Spišáka są i w tym spektaklu sceny znakomite. Ale teatr autora "Obywatela Pekosia" coś jednak traci. Łukasz Lewandowski, który dostał rolę na trzy godziny grania, ani przez chwilę nie jest w stanie jej wykorzystać. Rysuje Jakuba grubą kreską, w gruncie rzeczy jednak porusza się na jednej skali: od smutku po histerię. Nie da się tej postaci streścić w gestach, bez psychologii to niemożliwe. Jeśli ktoś chciałby poznać historię Jakuba, musi zajrzeć do źródeł.

Jeszcze jedno: premiera otworzyła chrześcijański Festiwal Gorzkie Żale istniejący w Warszawie od 2008 r. Taka ekstrawagancja?

Przemysław Skrzydelski
wSieci
3 kwietnia 2017

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia