Czekając na tenora

Rozmowa z Jackiem Jekielem

Jak głęboko Verdi wkracza swoim Balem maskowym w świat polityki? Jaką rolę przy pisaniu libretta tej opery pełnili cenzorzy? Dlaczego zamek w Szczecinie mógł stać się miejscem, gdzie dzieje się akcja tego arcydzieła?
O tym oraz o inscenizacji szczecińskiej „Balu maskowego", który wraca na scenę Opery na Zamku w Szczecinie ze słynnym brazylijskim tenorem Maxem Jotą w roli Riccarda, z dyrektorem Opery na Zamku Jackiem Jekielem rozmawiała Magdalena Jagiełło-Kmieciak.

Jak głęboko Verdi wkracza swoim Balem maskowym w świat polityki? Jaką rolę przy pisaniu libretta tej opery pełnili cenzorzy? Dlaczego zamek w Szczecinie mógł stać się miejscem, gdzie dzieje się akcja tego arcydzieła? O tym oraz o inscenizacji szczecińskiej „Balu maskowego", który wraca na scenę Opery w Szczecinie ze słynnym brazylijskim tenorem Maxem Jotą w roli Riccarda, z dyrektorem Opery na Zamku Jackiem Jekielem rozmawiała Magdalena Jagiełło-Kmieciak z Opery na Zamku..

Magdalena Jagiełło-Kmieciak: „Bal maskowy" to jedna z najchętniej oglądanych oper. W Operze na Zamku w Szczecinie chyba szczególnie. Bo jest pewien powód.

Jacek Jekiel: - Tak, to wyjątkowe przedstawienie dla nas, bo rzadko się zdarza, że libretto opery było tak mocno związane z miejscem w którym prowadzimy działalność artystyczną, czyli z Zamkiem Książąt Pomorskich w Szczecinie. Ówcześni cenzorzy nie chcieli, by bohaterem był król, by obudziły się demony. Wtedy zapadła decyzja, że libretto zostanie gruntownie przerobione, że bohaterem opery nie będzie król Szwecji, tylko książę i że miejscem akcji nie będzie Sztokholm.

I wtedy pojawił się pomysł: Szczecin?

Tak. Fajne jest to zderzenie imaginacji, fabuły wymyślonej z realną, która splata się z miejscem, które transponuje historię i stara się z nadać jej wymiar artystyczny. W naszej inscenizacji pojawiają się takie elementy, które mają uświadomić publiczności, że wydarzenie „pozaczasowe", „pozageograficzne" mogłoby wydarzyć się w Szczecinie, dokładnie tu, w tym miejscu.

Czy taki wątek pojawia się w szczecińskiej inscenizacji Balu maskowego?

Tak, pojawia się wystylizowany herb Szczecina, który ma uzmysławiać nam, że kontekst nie jest elementem fabularnym, to nie jest licentia poetica, tylko świadomy zamysł. W rezultacie po zmaganiach Verdiego i librecisty (Antonio Somma) akcję przeniesiono do kolonii angielskich w Ameryce i główny bohater jest gubernatorem Bostonu. Z czasem, kiedy kontekst cenzuralny stracił na znaczeniu, można było wrócić do pierwotnej wersji, nazwijmy ją „szwedzką". A to co my robimy, to szczecińska wersja, z lekkim podtekstem, nakierowaniem na Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie.

Bal maskowy to także opera kontrastu?

Pokazuje nam dwa światy. Jeden z nich to świat ancien regime, pięknych toalet, pięknych komnat i świat undergroundu.

Ulryka i jej otoczenie?

Ulryka i jej grupa jest pokazana w tej realizacji jako podziemie, które ma bardzo określone polityczne cele i nie chodzi tylko o przepowiednię Cyganki, ale też o uznanie praw ludzi, którzy są grupą wykluczonych.

To Verdi chciał się wciągnąć w politykę czy nie?

Prawdziwa historia osnuta na skrytobójczej śmierci Gustawa III, króla szwedzkiego u schyłku XVIII wieku jest trochę przewrotna w stosunku do tego, co jest w libretcie. Gustaw III nie był królem, o którym z perspektywy czasu powiedzielibyśmy, że był zły. To był władca wybiegający swoimi rozwiązaniami do przodu i fakt, że padł ofiarą zamachu był wynikiem tego, że wewnątrz establishmentu były grupy, których interesy bardzo naruszał swoimi decyzjami. A Verdi to zupełnie inaczej przedstawił. Dla Verdiego król jest pyszałkiem, jest młody, nieopierzony, a próbuje udowodnić całemu światu, że zasługuje na koronę.

Ale chciał, by libretto jego opery wpisało się w politykę?

Nie jest żadną tajemnicą, że Verdi był głęboko przywiązany do tradycji włoskiej walki narodowowyzwoleńczej i większość jego oper była właśnie tak interpretowana przez ówczesną publiczność. Wszystko było dwuznaczne, podtekstowe, zawsze zawarty był jakiś klucz, który ludzie rozumieli – od Nabucco począwszy a skończywszy na Aidzie. Pełno jest tam smaczków, które można potraktować jako próbę wsparcia tej narodowowyzwoleńczej walki Włochów. „Bal maskowy" miał premierę w roku 1859, czyli po niespełna 10 latach Włochy odzyskały niepodległość. Ale to jest bardzo decydujący czas i myślę, że pokazanie śmierci władcy jest symboliczne: oto umiera stary świat, a świat undergroundu, który można traktować jako włoski naród, który chce zdobyć niepodległość, ujawnia swoje prawdziwe oblicze. Oczywiście ze względu na ograniczenia cenzuralne nie wszystko mogło być pokazane w sposób oczywisty i czytelny. Być może Verdi, co także wynika z jego listów, chciał pokazać, że każdy ancien regime może upaść i że ten najbardziej bolesny dla Włochów, związany z Habsburgami prędzej czy później upadnie.

To teraz o szczecińskiej inscenizacji, chwalonej przez krytyków za plastyczną scenografię, grę kolorów, kostiumy.

Kostiumy przygotowała Maria Balcerek, moim zdaniem obecnie najwybitniejsza kostiumografka w Polsce. Są rzeczywiście niezwykłe. W tej inscenizacji zależało nam najbardziej na tym, żeby scena była jak największa, najgłębsza. Żeby kulisy w taki sposób wykonać, by nasze sceniczne okno maksymalnie powiększyć. Udało się dzięki różnym zabiegom wprowadzić perspektywę, która jest niezwykle ważna w teatrze, a często niewykorzystywana przez realizatorów. Dlatego sceny Balu maskowego są tak plastyczne. Scenografia, która otacza bandę Ulryki bardzo przypomina gry komputerowe z XXI wieku. Wszystko jest tu symboliczne.

Szarość w scenach z Ulryką, pomarańcze i czerwienie na balu.

Te zabiegi inscenizacyjne pozwalają nam udowodnić, że to, co robimy w Szczecinie ma wymiar światowy. Że wiele teatrów dysponujących większymi budżetami nie potrafi czegoś takiego zrobić.

Czy Opera na Zamku nadal będzie pokazywać Bal maskowy?

Mam nadzieję, że tak. Dobre przedstawienia powinny być grane, dopóki publiczność chce na nie przychodzić.

Pozdrawiam serdecznie.

___

Jacek Jekiel - dyrektor Opery na Zamku. Z wykształcenia historyk. Miłośnik sportów zimowych. Wraz z rodziną założył fundację „Bracia mniejsi", zajmującą się pomocą bezdomnym zwierzętom. Pasjonat swojej pracy, opery i rocka progresywnego. Zwolennik zdrowej żywności, członek fundacji Stinga.

Magdalena Jagiełło-Kmieciak
Materiał Opery
18 marca 2017
Portrety
Jacek Jekiel

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...