Człowiek z billboardu

rozmowa z Andrzejem Sewerynem

Dobrze by było, gdyby Teatr Polski kojarzył się z moją osobą. Ale jeżeli się okaże, że moja wolność została ograniczona, przestanę być jego dyrektorem - mówi ANDRZEJ SEWERYN, dyrektor warszawskiej sceny.

MAGDALENA RIGAMONTI: Przeczołgali pana. ANDRZEJ SEWERYN: Kto? M.R.: No, jak to kto? Urzędnicy. Przecież we wrześniu miał pan zostać dyrektorem Teatru Polskiego i aż do teraz pana zwodzili. A.S.: - Nikt mnie nie przeczołgiwał. Sytuacja była bardzo prosta. Otrzymałem powołanie na stanowisko dyrektora warszawskiego Teatru Polskiego z dniem 1 września 2010 roku. W czerwcu poprosiłem o zawieszenie tego powołania, ponieważ nie było żadnego budżetu na produkcję, na działalność artystyczną. M.R.: To jak się pan umawiał? Na gębę? Przepraszam za słowo. A.S.: - W liście do władz napisałem, że jeśli do końca 2010 roku decyzje budżetowe pozwolą na realizację mojego programu, to od 1 stycznia jestem gotowy objąć stanowisko dyrektora. M.R.: Rozumiem, że teraz ma pan wszystko na papierze? A.S.: - Mam nadzieję, że efekty decyzji finansowych podjętych przez władze województwa znajdą się niebawem na koncie Teatru Polskiego.

A ja mam wrażenie, że nasi urzędnicy postanowili: nie będzie tu nam wielki aktor Seweryn fikał, to my rządzimy, bo dajemy kasę. Nie podoba się, to niech wraca do Komedii Francuskiej...

- Ma pani oczywiście prawo do każdej interpretacji. Jednak nie spowoduje pani takimi pytaniami, że stanę się wrogiem demokratycznie wybranej władzy w moim kraju. Doskonale zdaję sobie sprawę z trudności finansowych województwa mazowieckiego.

Mówi pan, jakby był już na pasku urzędników...

- Zapewniam panią, że nie jestem na niczyim pasku. I proszę pozwolić mi dokończyć. Zdaję sobie sprawę z trudności finansowych kultury w ogóle. Mało tego, z trudności finansowych mojego kraju. Nie jestem zaślepionym artystą, który przyjeżdża z zagranicy i żąda od władz, od społeczeństwa, by go traktowano w sposób szczególny. To nic ma nic wspólnego z moim myśleniem o pracy dyrektora Teatru Polskiego.

A co pan powiedział kolegom w Komedii Francuskiej?

- Powiedziałem prawdę, że jestem w trudnej sytuacji i czekam na decyzje władz.

Może pan wrócić do Komedii Francuskiej? Ma pan tam otwarte drzwi?

- Do lutego 2013 roku jestem jej członkiem. Na razie jednak od półtora roku wytrwale pracuję na rzecz Teatru Polskiego.

Ale efektów nie widać.

- Ja widzę, i to znaczące.

O trudnościach tylko słychać, a pan mówi, że sytuacja w polskiej kulturze ogólnie jest trudna. Ucieka pan od odpowiedzi. A ja chciałabym po prostu wiedzieć, jak pan sobie radzi z tymi wszystkimi trudnościami.

- Nie uciekam od odpowiedzi. Ale ja nie jestem niemowlęciem i świetnie radzę sobie z trudnościami.

Sam pan mi niedawno mówił, że ma w sobie dziecięcą wrażliwość...

- Są sytuacje, kiedy muszę taką wrażliwość odłożyć na bok. Nie usłyszy pani ode mnie opowieści o jakiejś tragedii, cierpieniu, rwaniu włosów. Jestem już w wieku, w którym ludzie odchodzą na emeryturę, a ja zaczynam zupełnie nowy rozdział w życiu. Więcej pani powiem - jestem szczęśliwy.

I dlatego w centrum Warszawy wisi pana zdjęcie ogromnych rozmiarów?

- 16 metrów na 30 metrów.

To reklama?

- Tak, to zmiana wizerunku Teatru Polskiego.

Chyba pierwszy raz w historii naszego teatru zawisł taki wielki billboard...

- Cieszę się, że w końcu zrobiłem coś pierwszego w historii naszego teatru.

Pan ironizuje... To pan ma przyciągać widzów do Polskiego?

- A myśli pani, że na przykład Krystyna Janda nie przyciąga do Polonii?

Ale ona ma teatr prywatny.

- A do teatru państwowego nie ma prawa przyciągać dyrektor, aktor, reżyser: Englert, Warlikowski czy Zadara? Przecież chodzi o to, żeby do Polskiego przychodzili ludzie. Nie mam ambicji robić teatru dla pustej widowni. Ten teatr jest instytucją publiczną.

To będzie teatr Seweryna?

- Będę dyrektorem teatru, nie jego właścicielem. Teatr jest sztuką zespołową, ale historia pokazuje, że sztuka najczęściej skupiona jest wokół jednego artysty. Myślę, że dobrze by było, gdyby Teatr Polski kojarzył się z moją osobą.

I we wszystkich spektaklach będzie pan grał?

- Niech się pani nie martwi, nie będę.

Nie wiem, czy to dobra informacja. Zdaje się, że właśnie Seweryna publiczność będzie chciała...

- I na razie będzie go miała. Pierwsze spektakle już 5 i 6 stycznia. "Wyobraźcie sobie", monodram wyprodukowany przez Teatr im. Słowackiego w Krakowie, złożony z tekstów Szekspira, wyreżyserowany przez Jerzego Klesyka.

W pana wykonaniu?

- Tak, i to spore wyzwanie, bo wiem, że na widowni będą siedzieli surowi sędziowie, zgłodniali Szekspira. Ich zapowiedziana obecność bardzo mnie raduje.

Myślałam, że powie pan: zgłodniali Seweryna.

- Wolę Szekspira. Później, 15 i 16 stycznia, premiera "Końcówki" oraz "Szczęśliwych dni" Becketta w reżyserii Antka Libery.

Też pan gra w tym przedstawieniu?

- Tak. A 23 stycznia inaugurujemy Salon Poezji. To idea Ani Dymnej, Teatru Słowackiego i Józefa Opalskiego. Ten pierwszy Salon będzie poświęcony tekstom księdza Twardowskiego. Ania i ja będziemy je prezentowali. Salon poezji będzie się odbywał co miesiąc.

I co miesiąc pan? Pytam, bo to ważne dla publiczności.

- Teraz pani ironizuje. Nie, co miesiąc ktoś inny. 29 stycznia natomiast Noc w Polskim - to 98. rocznica powstania naszego teatru. Zapraszamy wielkich ludzi teatru polskiego. 26 lutego premiera "Nowego Don Kichota" Fredry w reżyserii Natalii Kozłowskiej. Zaś 5 marca "Polacy" w reżyserii Gabriela Gietzkiego. Wtedy też zainaugurujemy Forum Dyskusyjne Teatru Polskiego.

Słyszę, że wszystko ma pan w głowie.

- Przecież mówiłem pani, że od półtora roku nad tym pracuję. W końcu marca premiera "Żeglarza" Szaniawskiego. A w końcu kwietnia "Cyd". 18 czerwca "Wieczór trzech króli", we wrześniu "Hekuba" z Jadwigą Jankowską-Cieślak, a w październiku "Szkoła żon". I tu panią zaskoczę - zagram Arnolfa. A 31 grudnia, za niespełna rok, "My Fair Lady" w reżyserii Magdaleny Piekorz. Rok 2013 to setna rocznica założenia Teatru Polskiego, zagramy wtedy wyłącznie repertuar polski.

Wspominał pan o Krystynie Jandzie. Ona wie, jak robić kasowe spektakle. A pan?

- Bardzo szanuję pieniądze. I jeszcze raz mówię, że nie będę robił teatru, w którym wartością artystyczną jest pusta sala. Jednak nie pieniądze są w Polskim najważniejsze. W połowie maja na przykład nasi białoruscy przyjaciele z Wolnego Teatru w Mińsku zaprezentują dwa przedstawienia: "Sny" i "Pokolenie Dżins".

Rozumiem, że od razu będzie okazja, żeby podyskutować o wolności?

- Jeśli przyjeżdżają do Polski artyści prześladowani na Białorusi, to nie tylko po to, żeby dać przedstawienie. To nie tylko akt artystyczny, lecz także polityczny.

Bo z pana jest rewolucjonista...

- Mam świadomość, że teatr i takie spotkania nie spowodują, że prezydent Łukaszenko przestanie sprawować swój urząd. Jednak wiem, że one mogą pomóc zrozumieć to, co się dzieje kilkaset kilometrów na wschód od Warszawy, i zastanowić się nad naszą wspólną przyszłością.

Pan już walczył o wolność - w 1968 roku był pan jednym z inicjatorów protestu przeciwko zdjęciu "Dziadów" Dejmka, za co trafił pan do więzienia.

- Byłem jednym z wielu.

A myśli pan, że jako dyrektor Teatru Polskiego, z urzędnikami na karku, będzie pan miał wolność?

- Jeżeli któregoś dnia się okaże, że moja wolność została ograniczona, wtedy natychmiast przestanę być dyrektorem teatru.

Magdalena Rigamonti
Newsweek Polska
8 stycznia 2011
Portrety
Andrzej Seweryn

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia

Napój miłosny
Jitka Stokalska
Opera na Zamku w Szczecinie zaprasza ...