Czy ktoś się ze mną utożsamia

"Joanna Szalona; Królowa" - reż. Waldemar Raźniak - Teatr Miejski w Gdyni

„Joanna Szalona; Królowa" to najodważniejszy spektakl w repertuarze Teatru Miejskiego w tym sezonie. Jest to zderzenie nowoczesności z historią, dialog sztuki scenicznej z współczesnym życiem.
Utwór Jolanty Janiczak w ubiegłym roku znalazł się w ścisłym finale konkursu o Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną. W tym roku jej realizacja w reżyserii Waldemara Raźniaka otworzyła 8. Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych R@port.

To uniwersalna, choć opowiedziana z perspektywy wieków historia córki Ferdynanda Aragońskiego i Izabeli Kastylijskiej. Opowieść o wrażliwej kobiecie, zaborczo zakochanej w zdradzającym ją mężu, Filipie Pięknym i wychowującej z nim syna, Karola - przyszłego cesarza rzymskiego. Śmierć rodzeństwa sprawia, że musi niespodziewanie przejąć tron. Jolanta Janiczak snuje domysły o tym, jak mogło wyglądać życie bohaterki nie potrafiącej odnaleźć swojego miejsca w okrutnym świecie intryg dworskich. Oddanie Joanny wobec najbliższych osób uczyniło z niej symboliczną ofiarę miłości i polityki. Tragizm jej losów dostrzeżono w okresie romantyzmu. Od połowy XIX wieku była ona bohaterką licznych dzieł literackich, teatralnych i filmowych, które mniej lub bardziej realistycznie oddają biografię królowej.

Na tle wzniosłych wydarzeń historycznych oraz mechanizmów wielkiej polityki kształtują się postacie dwóch niezwykle ważnych dla historii Hiszpanii kobiet. Izabelę Kastylijską (graną przez Dorotę Lulkę) poznajemy jako zapatrzoną w siebie, świetnie wywiązującą się ze swej roli monarchinię, oddaną całym sercem dobru państwa i religii, gotową dla tych wartości poświęcić dobro własnej rodziny. W opozycji do niej ukazany został dramat niekochanej, pogrążonej w rozpaczy Joanny. Odrywając kartki z kalendarza poznajemy kolejne fakty
z życia hiszpańskiego rodu. Są one jedynie kontekstem do ukazania złożoności, magnetyzmu i tragedii głównej bohaterki. Joanna intryguje, budzi współczucie, a zarazem pokazuje wielką silę. Chce krzyczeć. I robi to, wyrzekając się siebie, wykraczając poza ramy swojej epoki. „Ja nie jestem (...) moim podmiotem jest on. Ja nim myślę, nim wstaję, nim nie jem" - obwieszcza Joanna. Będąca ofiarą – urodzenia, przypadku, wyroków losu, ojca - gwałciciela, nieodwzajemnionej miłości, fanatycznej wiary, obsesyjnej zazdrości, seksu, poniżeń matki, czy próbującego rozerwać ja przy porodzie syna. Po śmierci Filipa, królowa nie tylko zabrania pochowania zwłok męża, ale dopuszcza się  nekrofilii, wierząc, że silne uczucie może wskrzesić trupa. Jak głosi legenda, doprowadzona do obłędu Joanna traci władzę i zostaje wyrzucona na margines społeczeństwa. Ostatnie trzydzieści pięć lat życia spędza całkowicie odcięta od świata w przyklasztornych murach zamku w Tordesillas, gdzie czuwa przy zabalsamowanych zwłokach swojego męża. Miłość silniejsza niż śmierć?

Elżbieta Mrozińska wreszcie otrzymała możliwość zmierzenia się z rolą na miarę swojego talentu. Wyraziście zagrana Joanna nie jest nadworną marionetką, godzącą się na męską dyktaturę. Trudno przejść obojętnie wobec jej scenicznego manifestu: „Czy ktoś się ze mną utożsamia?" Uwagę przyciąga groteskowa charakteryzacja Karola V, cierpiącego na syndrom jedzenia kompulsywnego syna Joanny i Filipa. To jak dotąd najlepsza kreacja stworzona przez Martę Kadłub. Najmniej ciekawą rolę otrzymał Piotr Michalski - „Suchy Fakt", wcielający się w obserwatora i komentatora wydarzeń, biegającego po scenie z nieodłącznym tabletem i filmującego bohaterów.
Bogactwo wydarzeń i wielorakość języka zestawiono z umowną, ruchomą scenografią Jana Polivki, w skład której wchodzą rusztowania i wielkie rozkładane łoże. Ogromną rolę w spektaklu - oprócz aktorów – odegrały dwa rodzaje kostiumów, przygotowane przez Martynę Kander. To one determinują zachowania bohaterów, stanowią o granicy wolności. Na początku możemy podziwiać ich w obcisłych, gimnastycznych trykotach, uwydatniających wszelkie niedoskonałości ciała. Gdy rozpoczyna się właściwa część przedstawienia, dworskie szaty spływają na scenę i są zakładane przez garderobiany na oczach widowni. Zakleszczeni w formach bohaterowie od początku mają świadomość przeznaczonej dla nich roli pionków, są zniewoli przez tradycje i obyczaje, uwikłani w powiązania, zobowiązani postępować zgodnie z utartymi schematami. Postacie tylko na chwilę wchodzą w swoje role, aby w momencie śmierci powrócić do sportowego odzienia. Zacząć znowu biec, z ręcznikiem na szyi i butelką wody w ręku.

Tekst Jolanty Janiczak zyskuje w scenicznej realizacji, która staje się sprawdzianem dla nowego języka. Wielki ludzki dramat ukazany został w żartobliwy, groteskowy sposób. Na scenie jest jak w życiu, równolegle dzieją się rzeczy ważne i nieistotne. Wzniosłe historyczne zdarzenia interpretowane są ze współczesnej perspektywy. Całkowity brak hierarchii faktów. Nie ma liniowości, żadnego porządku. Sceny są pourywane, przerywane. Bohaterowie komentują swoje zachowania. Wychodząc z roli uprzedzają, co zaraz nastąpi. Zderzają się oficjalne formuły, kwieciste frazy dworskie, z rzucanymi znienacka wulgaryzmami przeplatanymi tanimi, poradnikowymi mądrościami. Seks, śmierć, upośledzenie -  na XV–wiecznym dworze nie ma tematów tabu. Abstrakcyjnej historii przeciwstawiono konkret – cielesność, fizjologię, seksualne dewiacje.

Reżyser, Waldemar Raźniak, zachowawczo odrzuca niektóre sceny, na przykład obcięcia piersi kochance Filipa przez Królową. Nie pozbywa się w ten sposób wulgarności czy drażniącej swoją dosłownością obsceniczności, ale odbiera sens wykonywanym czynnościom, nie przekonuje.

Oryginalne, świadome i umiejętne wykorzystanie naturalnych własności medium teatralnego jest największą wartością spektaklu, ale kiedy widz zaznajomi się z konwencją, a dramaturgia zacznie słabnąc, kolejne sceny staną się coraz bardziej monotonne, a finał nie zaskakuje tak, jak powinien. Coś dla siebie znajdą tu fani historycznych legend, kryminalnych zagadek oraz obscenicznego seksu i zboczeń. Warto pójść na to przedstawienie, by przekonać się, czy Teatr Miejski umie jeszcze  zaskoczyć, bo jeśli tak, to robi to właśnie teraz.

Magda Mielke
Dziennik Teatralny Trójmiasto
23 listopada 2013

Książka tygodnia

Mewa. Egzemplarz reżyserski Krystiana Lupy
Akademia Sztuk Teatralnych
Krystian Lupa

Trailer tygodnia