Czy trzeba być zawsze poważnym?

"Paw królowej" - reż. Paweł Świątek - Narodowy Teatr Stary w Krakowie

Nie warto czytać "Pawia królowej" przed pójściem do teatru. Proza ulepiona z codziennego języka mówionego, wydrukowana na papierze staje się martwa. Miejscem, w którym utwór Doroty Masłowskiej sprawdza się najlepiej jest scena. Cała energia tego tekstu tkwi w brzmieniu, aby ją wyzwolić trzeba go wykrzyczeć, wyśpiewać i wygestykulować. Wykonać dokładnie tak, jak zrobili to aktorzy Narodowego Starego Teatru w Krakowie w spektaklu Pawła Świątka.

Czworo artystów występuje w jednolitych strojach sportowych: nieskazitelnie białych koszulkach polo, szortach i tenisówkach. Będą musieli sporo się nagimnastykować, aby utrzymać karkołomne tempo narzucone im przez reżysera w mówieniu powieści pomyślanej jako hiphopowy kawałek. Poruszają się w nieokreślonej przestrzeni budzącej wiele skojarzeń: od basenu, w którym spuszczono wodę po studio nagraniowe. Marcin Chlanda wbudował w okno sceny nieckę wyłożoną białymi kafelkami. To jedno z takich miejsc, do których trafić mogą tylko nieliczni. Bohaterowie "Pawia królowej" aspirują do lepszego świata, ale nie mogą się tam znaleźć bo nie spełniają wymagań większości. Dziś, aby odnieść sukces nie można być zanadto inteligentnym i wrażliwym, a na dodatek trzeba wpisać się w aktualnie obowiązujący kanon piękna. Gdy nie mieścisz się w tym schemacie to podobnie jak Patrycja Pitz, Stan Retro czy Anna Przesik narażony jesteś na bezlitosną kpinę.

Atmosfera spektaklu ma w sobie coś z obrazoburczego kabaretu. Dowcipy padające ze sceny nie mogłyby pojawić się w żadnym z satyrycznych programów telewizji publicznej. Dostaje się tu dosłownie wszystkim. Masłowska i Świątek wyśmiewają wzorce dyktowane nam przez media i ograniczenia narzucane państwom członkowskim przez rząd w Brukseli. Jak leitmotiv powtarza się w przedstawieniu fraza: "Piosenka ta powstała z funduszy Unii Europejskiej, ma na celu zwiększenie liczby głupców w społeczeństwie". Zeszliśmy pod ziemię i śmiejemy się z czegoś, z czego nie wypada żartować. Pod płaszczykiem wulgarności skryła się jednak wielowarstwowa opowieść o braku akceptacji, niemożności przystosowania się do panujących reguł, o tym jak postrzeganie nas przez obcych odbiera nam indywidualność. Przedstawienie nie tylko obnaża nasze uprzedzenia względem innych ludzi, ale jednocześnie uwalnia nas od nich poprzez śmiech. Nie trzeba być zawsze poważnym mówiąc o sprawach trudnych. Czasem warto spuścić powietrze z nadętego balonu.

Ksenia Lebiedzińska
Teatr dla Was
29 kwietnia 2013

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia