Da Vinci naszych czasów

Rozmowa z Lidią Bogaczówną i Konradem Jelińskim

Kolejna odsłona Schaeffera, to filozof. Jego utwory dramatyczne można czytać w kółko i co zdanie odkrywać nieprawdopodobną myśl filozoficzną à propos bycia, funkcjonowania, masek. Schaeffer jak Leonardo Da Vinci wybiega w przyszłość. Myślę, że geniusz nie ma ograniczeń czasowych. Geniusz patrzy nie wzdłuż, ale wszerz, widzi wszystko razem.

Od zawsze związana z Erą Schaeffera aktorka Lidia Bogaczówna oraz archiwista Fundacji Przyjaciół Sztuk „Aurea Porta" Konrad Jeliński opowiadają o pracy Fundacji i wspominają wybitnego polskiego dramaturga, kompozytora, muzykologa, filozofa, grafika i pedagoga Bogusława Schaeffera.

Beata Zwierzyńska: Kiedy narodził się pomysł archiwizacji dzieł Bogusława Schaeffera? Jak to wszystko się zaczęło?

Konrad Jeliński: Pomysł narodził się w 2004 r. Schaeffer rozpoczął współpracę z Markiem Frąckowiakiem, założycielem Fundacji "Aurea Porta", i Krystyną Gierłowską, naszą dyrektorką kreatywną, w 1999 r. W 2000 napisał dla Marka dramat „Skala", a w 2007r. skomponował „Krys Mar" na kwartet jazzowy. Myślę, że Krystyna i Marek, będąc osobami z natury opiekuńczymi, zauważyli, że profesor nie radzi sobie z byciem własnym sekretarzem. Owładnięty procesem twórczym nie zajmował się jednoczesnym porządkowaniem tego, co tworzył. Dodatkowo, swoje utwory muzyczne, dramaty i inne teksty oraz grafiki tworzył w bloku na Osiedlu Kolorowym w Krakowie i w Salzburgu, gdzie wykładał kompozycję, i często było tak, że gdy był w Krakowie, ktoś prosił go o coś, co było w Salzburgu, i odwrotnie. Marek i Krystyna już dziesięć lat temu mieli silne przekonanie, że powinniśmy nie tylko archiwizować, ale też dygitalizować i udostępniać, co dziś jest praktyką oczywistą.

Lidia Bogaczówna: Według mnie to wszystko zaczęło się jeszcze trochę wcześniej. 14 lat temu, w 2007 roku było 60-ciolecie twórczości Bogusława Schaeffera. Marek z Krysią wydali wtedy książkę „Grafiki Bogusława Schaeffera". Pan Profesor niespecjalnie chyba przykładał wagę do archiwizacji swoich prac, więc Krystyna i Marek zadali sobie trud, aby je zebrać w jedno miejsce i wydać z okazji tego jubileuszu.
Prawdopodobnie na twórczość Profesora i kontakt z otoczeniem miał wpływ pewien defekt natury logopedycznej. Schaeffer głównie milczał, słuchał i obserwował - z tego zresztą wynikały jego wspaniałe dramaty. Mówił bardzo rzadko, trzeba było przebić się przez pewną barierę nieśmiałości Profesora, lubił się czuć z kimś bezpiecznie. Nie zabiegał o popularność, nie przykładał specjalnie do tego wagi, nigdy nie był w głównym nurcie. Potrzeba było takich ludzi, jak Marek z Krystyną, żeby zadbać o jego twórczość.

K.J.: Dodam, że „Grafiki Bogusława Schaeffera" zostały wydane we współpracy z Państwowym Instytutem Wydawniczym, który kiedyś też użyczał nam swojej przestrzeni, i ten album to w tej chwili biały kruk. Zawiera wysokiej jakości reprodukcje i niezwykle cenny spis kompozycji zredagowany przez krakowską muzykolożkę, biografkę i monografistkę Bogusława Schaeffera oraz przyjaciółkę Fundacji - Jadwigę Hodor.

B. Z.: Jak Bogusław Schaeffer zareagował na państwa inicjatywę? Czy to było zakłopotanie? A może szczęście? Jak wyglądała współpraca z Bogusławem Schaefferem?

L. B.: Profesor zawsze był nieco zakłopotany. Taka była cecha jego charakteru. Natomiast każdy artysta jest w środku choć trochę próżny, dlatego wielokrotnie okazywał radość i wdzięczność. Właśnie dlatego przekazał prawa do swoich dzieł Markowi i Krystynie, do których miał ogromne zaufanie. Myślę, że to go bardzo uspokoiło życiowo, to ważne, żeby oddać naszą spuściznę w dobre ręce.
Oczywiście Pan Profesor, jak na wielkiego Artystę przystało, nie zawsze odnajdywał się w świecie nowych technologii pędzącym jak expres, dlatego Marek z Krystyną służyli pomocą w różnych sprawach. I tak zrodziła się wielka przyjaźń.

K. J.: Obawiałem się pierwszego spotkania z profesorem. Wyobrażałem sobie możliwy tego spotkania przebieg i miałem przygotowaną odpowiedź na niejedno trudne pytanie. Było jednak bardzo miło. Profesor dziękował mi. Czułem się niezręcznie przyjmując podziękowania od już za życia legendarnego twórcy.

L. B.: À propos tego, gdy w 2007 roku byłam przewodniczącą krakowskiego Oddziału Związku Artystów Scen Polskich, Krystyna powiedziała mi, że Profesor obchodzi 60-lecie twórczości i miał piękny jubileusz w Warszawie. A przecież to Artysta nasz, krakowski, więc poczułam, że moim obowiązkiem jest zorganizowanie jubileuszu krakowskiego. Udało się, połączyłam to z promocją książki „Grafiki Bogusława Schaeffera". Wielka feta odbyła się w Klubie Aktora „Loża". Wystąpiłam też do prezydenta prof. Jacka Majchrowskiego o odznaczenie „Honoris Gratia". Widać było, że sprawiło mu to ogromną radość. Do tej pory mam z tego dnia wpis:

„Ogromnie wdzięczny jestem za tak wyjątkowe uhonorowanie mnie z okazji 60-cio lecia twórczości - to znaczy pięknymi prezentami jakimi są przyjaźń, zaufanie, uznanie etc."
26 marca 2007

Cieszę się, że to zrobiłam i że Pan Profesor tego dożył, bo zazwyczaj jest tak, że Polacy są uznawani dopiero po śmierci. A jest to nieprawdopodobny artysta, ciągle nieodkryty. Mówię o nim jak o Leonardo Da Vinci naszego wieku. Na wszystkich płaszczyznach cechowała go nieprawdopodobna inteligencja i wrażliwość. Czy był szczęśliwy? Bardzo. Wręcz cieszył się jak dziecko. Ale to po prostu jest Artysta... Artysta tak ma!

K. J.: Mogę tylko przytaknąć, że droga do sławy w Polsce często jest drogą do sławy po śmierci - i drogą wiodącą przez Zachód.

B.Z.: Niestety. Co ciekawe, Bogusław Schaeffer jest bardziej rozpoznawalny za granicami naszego kraju, niż w ojczyźnie. Co Państwo robicie i planujecie robić w celu popularyzacji twórczości schaefferowskiej w Polsce i na świecie?

L.B.: Myślę, że co to robimy od kilkunastu lat, zawsze w okolicach października, czyli spektakl multimedialny z grafikami, tekstami, muzyką - „Era Schaeffera" - jest naszym najszerszym propagowaniem twórczości. Oczywiście archiwizacja jest najważniejsza, bo po nas nic nie zostanie (śmiech), przecież robimy to w „żywym planie". Spektakle są jednorazowe, a archiwizacja jest czymś, co zostanie na wieki wieków.
Do Ery Schaeffera zapraszani są artyści z całego świata. Są zszokowani, że Polska wydała na świat tak wspaniałego, awangardowego twórcę, bo Schaeffer był awangardowy nawet, jak miał 90 lat. Dziwią się, że go nie znają, i natychmiast chcą promować Jego twórczość u siebie. Stąd Era Schaeffera w Edynburgu, Madrycie, Paryżu, Nowym Yorku. W zeszłym roku mieliśmy lecieć do Los Angeles, aby wraz z artystami baletu, teatru, muzykami itd. zorganizować wspólnie ten spektakl, ale niestety ze względu na pandemię odbył się jako streaming, oglądało nas kilka tysięcy osób. To była dopiero awangarda, Schaeffer byłby zachwycony. I to jest właśnie propagowanie.
Kilka lat temu światowej sławy kompozytor Tomasz Stańko występował z nami i grał na trąbce improwizacje do grafik Profesora. W zeszłym roku Fundacja Aurea Porta doprowadziła do nagrania koncertu fortepianowego.

K. J.: We współpracy z Bôłt Records wydaliśmy płytę Maćka Piszka i Andrzeja Karałowa, pierwszą z serii „BSCH". Chłopaki grają pięć utworów na instrumenty klawiszowe, żaden z tych utworów nie był dotąd nagrywany. I wyobraźmy sobie, że takich utworów Schaeffera jest sześćset! Ogromną pracą byłoby pokazać chociażby jedną dziesiątą z nich. Być może, aby pokazać twórczość artysty zmarłego w wieku lat dziewięćdziesięciu, potrzeba będzie również lat dziewięćdziesięciu.

L. B.: A jest to bardzo trudna muzyka. Ostatnio zrobiłam zdjęcia kawałka partytury. To jest coś nieprawdopodobnego. Jak to zagrać?
Problem jest też w tym, że Schaeffer daje ogromne pole do improwizacji, a wielu artystów się tego boi. Żeby improwizować trzeba mieć ogromne wyczucie ram czasowych, by nie zanudzić Widza, i nie zniszczyć swoją osobowością myśli i stylu autora. Trzeba Go czuć i rozumieć. Dlatego o niektórych aktorach mówi się, że są schaefferowscy.

K. J.: Przypomina mi się list, który Schaeffer dołączył do partytury, gdy wysyłał ją muzykom. Pisał w nim, że odcinki improwizacyjne nie powinny być realizowane na zasadzie „gram cokolwiek", tylko „gram w danym stylu". A styl ten należało wyczytać z fragmentów ściśle zanotowanych w nutach. Nie dość, że trzeba improwizować, to jeszcze w sposób stylowo poprawny! Szczęśliwie, Schaeffera wciąż grają mający na koncie osobistą pracę z nim, jeszcze przez chwilę będą powstawały rejestracje, które kiedyś uznamy za kanoniczne.

B. Z.: Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy twórczości Pana Profesora, ale tej związanej z teatrem. Czym się wyróżniają spektakle Bogusława Schaeffera?

L. B.: Różnica pomiędzy „zwykłym teatrem", a teatrem Schaeffera jest ogromna. To teatr improwizowany, ale w określonych ramach oraz teatr formy. Teatr formy jest trudnym gatunkiem. Przeważnie teatr opiera się na tym, co ja mam powiedzieć, a nie jak. A Schaeffer mówi dokładnie odwrotnie. Nie interesuje go co robi aktor, tylko jak to robi. Na przykład Schaeffer podaje: „Aktor ma się ukłonić i aktor to robi. Różnica polega na tym, czy zrobi to przodem, czy tyłem do publiczności. Bo w pierwszym przypadku pokazuje twarz, a w drugim... tę drugą stronę (w oryginale Schaeffer użył bardziej dosadnego określenia - przyp. red.) - jak pisze Schaeffer. Jest to trudne, dlatego że aktorzy są bardziej przygotowani, nawet przez szkoły teatralne, do aktorstwa psychologicznego".
Schaeffer wspomina, że na jednej z prób usłyszał od aktora, że ten bardziej jest zainteresowany próbami, niż samym występem. Bo tak często jest. Aktora bardziej interesuje proces twórczy, niż odtwarzanie. Wtedy właśnie Schaeffer zrozumiał, że jego interesuje proces twórczy.
Jego nie interesuje też logika teatru, tylko logika kreacji, tworzenia i prawda teatru. Nie prawda danej historii, tylko prawda teatru, a teatr jest ciągłym graniem, poszukiwaniem, odtwarzaniem. Przytoczę tu swoje słowa z ostatniej Ery Schaeffera:
„Czy można kochać teatr, nie rozumiejąc go? Musimy w teatrze zamyślić się: co właściwie w nim kochamy. Złudzenia, czy fantazje? Myślę, że fantazje. Teatr kochamy nie dlatego, że przenosi nas w inną sferę, lecz dlatego, że robi to z fantazją. Teatr nie potwierdza naszych doświadczeń, lecz działa na nasze wyobrażenia, daje nam to, co świat nam bezlitośnie odbiera".
Czyli według Schaeffera teatr nie potwierdza naszych doświadczeń i tego, co przeżywamy na co dzień. Jemu chodzi o prawdę przeżycia. Najważniejsze jest żeby aktor przekazał w tym, co robi absolutną prawdę. Ile razy oglądaliśmy spektakle w obcych językach? Mimo, że nie znamy tych języków to potrafią nas poruszyć do głębi. I taki był właśnie teatr Schaeffera.

K. J.: Swoje teksty dramaturgiczne Schaeffer klasyfikował jako muzykę dla aktorów. Niektóre z nich wykorzystują kilka języków, i potrzeba by naprawdę tęgiego poligloty, by z tego, co dzieje się na scenie, poskładać sens, ale już sama muzyczność schaefferowskich przedstawień sprawia, że osoba o wyczulonym słuchu może bawić się na nich dobrze, choćby żadnego ze słyszanych przez siebie języków nie znała.

L. B.: Schaeffer napisał we wstępie do dramatu „Próby":
„Próby są farsą teatralną, w całości zbudowaną na prawach muzyki. Muzyka wytworzyła w przeszłości szereg znakomitych form, takich jak wariacje, fuga czy suita. Do tych form nawiązuje autor, który i w dramaturgii nie przestał być kompozytorem zestawiającym - jak to się dzieje w muzyce - z elementów oderwanych, abstrakcyjnych, ale dających się zespolić w nową ograniczoną całość. Chcę do teatru wnieść składniki dziwności i obcości, które w muzyce neutralizują się same, niejako automatycznie, gdyż wystarczy, że pojawiają się jedne po drugich, a uważny słuchacz, jeśli jest muzykalny, z łatwością odnajdzie w nich ukryte związki, które ową nieaprioryczną, jeszcze nie istniejącą, lecz już możliwą formę spajają i tworzą. Autor przeczy tu prawom konwencji teatralnych, w gruncie rzeczy - w trakcie pisania sztuki - mało go one obchodziły. Szło mu o prawdę teatru."
Czyli teatr Schaeffera jest szalenie muzyczny. Czasami słuchamy muzykę w filharmonii i nie musimy wiedzieć, że to jest historia Parsifala - ona na nas albo działa albo nie.

K. J.: Charakterystyczny dla Schaeffera jest również tekst w tekście, jak wykład pojawiający się w „Audiencjach". Widzowie zrywają boki, teoriomuzyczny bełkot ich śmieszny. Ale są wśród nich też tacy, którzy śmiejąc się z niego, rozumieją go. Nie wszystkie poziomy znaczeniowe będą dostępne każdemu, sądząc jednak po reakcjach publiczności, siła przyciągania najlepszych realizacji jest ogromna.

L. B.: Kolejna odsłona Schaeffera, to filozof. Jego utwory dramatyczne można czytać w kółko i co zdanie odkrywać nieprawdopodobną myśl filozoficzną à propos bycia, funkcjonowania, masek. Schaeffer jak Leonardo Da Vinci wybiega w przyszłość. Myślę, że geniusz nie ma ograniczeń czasowych. Geniusz patrzy nie wzdłuż, ale wszerz, widzi wszystko razem. Tu znowu chciałabym przytoczyć cytat z Schaeffera:
„Wybrałem was, bo mnie chodzi o przeciętność człowieka. Statystykę wyobrażam sobie nieco inaczej, niż podają pseudonaukowe prace. Uosobienie inteligencji i polotu pojawia się niezmiernie rzadko. Natomiast jego przeciwieństwo obejmuje olbrzymią masę. Gdyby ją zważyć i policzyć dominowałaby w stopniu wręcz niewyobrażalnym. Tzw. Przeciętna masa musi zatem znajdować się dość nisko. Grozi wam wielkie niebezpieczeństwo, grozi wam upadek. Substancja duchowa przeciętnego człowieka jest narażona na zniknięcie, a rozum na zwyrodnienie. Kiedyś sprawę załatwiała dżuma - łaziła po całym kontynencie i wykańczała żywoty z wprawą dyplomowanego kata. Po niej świat budził się i zaczynał tworzyć arcydzieła kultury duchowej. Swoiste apogeum osiąga wasz świat w obrzydliwości i podłości, w nieliczeniu się z nikim i niczym. Tarza się w brudach infamii, w okrucieństwie, egoizmie i nikczemności. Na tym brudnym świecie będzie coraz cieplej, będziecie chodzić nago, bez krawatów, bez slipów."

K. J.: Dodam, że nie był filozofem „domorosłym", tylko doktorem nauk filozoficznych, tytuł otrzymał w 1970 r. na Uniwersytecie Warszawskim. Zaryzykuję stwierdzenie, że Schaeffer był przede wszystkim filozofem, i różne dziedziny sztuki uprawiał jako twórczość filozoficzną.

L. B.: Tak, dramaty sceniczne i muzyka, a nawet książki o muzyce wynikały z filozofii.

B. Z.: Aurea Porta stworzyła niedawno aplikację Schaeffer Non Stop, która jest oparta na partyturze Bogusława Schaeffera z 1960 roku. Skąd pomysł na aplikację?

K. J.: Na Warszawskiej Jesieni zespół Spółdzielnia Muzyczna, czyli młodzi krakowscy specjaliści od muzyki współczesnej, wykonywał utwór pt. „nonstop". Poprosiliśmy Spółdzielnię o udostępnienie wykorzystanych w tamtej realizacji sampli. Przeczuwaliśmy, że mogą być nośnym półgotowcem dla czegoś interaktywnego. Wyobraziliśmy sobie posiadacza smartfona, który bawi się samplami, tym samym odgrywając graficzną partyturę. Spółdzielnia zareagowała wspaniale, nagrywając zupełnie nowe sample, specjalnie dla nas. Powstała aplikacja, która dobrze brzmi, fajnie wygląda i działa świetnie.

B. Z.: Ile zostało użytych sampli do stworzenia „Schaeffer Non Stop"?

K. J.: Dokładnie: dwieście dziewięćdziesiąt dziewięć! Każdemu odpowiada inny, instrumentalny efekt dźwiękowy.

B. Z.: Archiwizacja to złożony proces, którego my - konsumenci widzimy tylko efekt. Jak wygląda codzienna praca przy archiwizacji?

K. J.: W zależności od obiektu, praca jest mniej lub bardziej znojna. Stare partytury dosłownie rozpadają się w dłoniach i muszą być poddawane introligacji. Ogólnie mówiąc, dążymy do tego, aby cały zbiór był odkażony, odkwaszony, zdygitalizowany i udostępniony, tworzymy własne repozytorium i jesteśmy na znanej i lubianej Polonie.
Wspaniałą częścią mojej pracy jest to, że spotykam schaefferystów i schaefferologów z całego świata. Oczywiście zawsze mogę sobie wyobrazić, że codziennie ileś osób ogląda zbiór w internecie, ale nic nie zastąpi rozmowy w cztery oczy z entuzjastą.
Mniej cenię sobie pracę w warunkach trudnych pod względem mikrobiologicznym. Stary brudny papier potrafi wywołać reakcję alergiczną. Z pewnością archiwum to nie sanatorium. Jednak, jak powiedziałem, w pewnym momencie ktoś przychodzi i mówi, że z tych ocalonych nut gra. Nie narzekam wtedy na kurz.

B. Z.: Jak pozyskujecie zaginione prace? Czy osoby, które posiadają te prace lub ich części same się do Was zgłaszają?

K. J.: Obiekty w archiwum pochodzą głównie z mieszkań Schaeffera, oprócz tego spływają do nas teksty schaefferologiczne i płyty. Wykonawców, którym udostępniamy nuty, prosimy, by wracali do nas z nowymi wydawnictwami. Jeśli chodzi o legendarne obiekty, o których pozyskaniu marzymy, byłyby to grafiki, które Schaeffer sprzedawał przez wiedeńską galerię Ariadne. Niestety, nie robił im zdjęć smartfonem [śmiech], nie sądzę, by zachowała się jakakolwiek fotograficzna dokumentacja. Chcielibyśmy więc przyczyniać się do wydawania kolejnych płyt i przymierzamy do poszukiwania rozproszonych grafik i innych dzieł.

B. Z.: Jak wyglądał rozwój Fundacji Przyjaciół Sztuk "Aurea Porta" od jej powstania do teraz?

L. B.: Fundacja na pewno się zmieniła, bo na początku była tylko teoretyczna. Aktualnie ma swoją siedzibę na Marszałkowskiej, już po remoncie. Wspaniałe szafy niedługo zapełnią się dziełami Schaeffera. Doszedł na przykład Pan Konrad, bo na początku Fundacja była z przyjaźni do Bogusława Schaeffera, a później zaczęła się ubierać w struktury i rozrosła się. Teraz to już nie tylko jest archiwizacja, ale też nagrania, spektakle, wyjazdy zagraniczne, obsługa wielu artystów, którzy z nią współpracują. Aurea Porta jest Fundacją coraz bardziej znaną i cenioną. Czuje się odpowiedzialna za Schaeffera.

B. Z.: Bardzo cieszę się, że jako Dziennik Teatralny też możemy dołożyć swoją cegiełkę do popularyzacji Fundacji. Zachęcamy naszych czytelników do śledzenia działań Aurea Porta oraz poszerzania swojej wiedzy o Bogusławie Schaefferze.

L. B.: Warto też mieć na półce książkę „Dzieła sceniczne" Bogusława Schaeffera. To dwa tomy wydane oczywiście przez Aurea Porta. Ja ją traktuję trochę jak Biblię zawodową. Wystarczy otworzyć, wskazać palcem i zawsze pasuje i skłania do refleksji. Takie złote myśli. Nie znać Schaeffera, to jak nie znać Leonarda Da Vinci. Szkoda, że był tak mało znany. Zapraszamy oczywiście na wszystkie Ery Schaeffera, które ze względu na pandemię mogą odbyć się w streamingu, chociaż miejmy nadzieję, że do jesieni będziemy od tego wolni. Na facebookowym profilu Fundacji Aurea Porta można obejrzeć trzy i warto, ponieważ występują tam zawsze wielcy artyści - Michał Urbaniak, Olga Szwajgier, Janusz Radek, Patryk Zakrocki, Włodek Pawlik, Marcin Wyrostek z Zespołem, i wielu, wielu innych z Polski i szerokiego świata, a scenariusz i reżyseria niezmiennie od lat jest dziełem Maćka Sobocińskiego.

K. J.: A ja chciałbym zachęcić do ściągania aplikacji „Schaeffer Non Stop" i przekazywania smartfonów dzieciom. Dzieci nie mają żadnych uprzedzeń względem muzyki współczesnej. Gdy dziecko dorywa się do pianina, zwykle gra klastery, hałasuje. Trzylatek woli Schaeffera niż Mozarta!

__

Lidia Bogaczówna
„Od zawsze związaną z Erą Schaeffera", znała Mistrza Schaeffera osobiście.
Urodzona 26 sierpnia 1957 roku w Rudniku nad Sanem, absolwentka PWST w Krakowie 1982 r. Pierwsze kroki stawiała jako stażystka w Teatrze STU, gdzie grała m.in. w Szalonej lokomotywie (1977) – pierwszym polskim musicalu. W latach 1982-86 była aktorką krakowskiego Teatru Bagatela. Z Teatrem Słowackiego związana jest od 1986 roku. Występowała 20 lat w „Spotkaniach z balladą". Współpracuje z Zygmuntem Koniecznym od 1993 r. nagrywając muzykę do filmów i teatrów (m.in. Wyspiański według Koniecznego), koncerty filharmoniczne, telewizyjne i radiowe. Od 11 lat współpracuje z krakowskim Teatrem Barakah, od 2017 r. z Teatrem Łaźnia Nowa. W 1986 roku. w Szczecinie podczas XXI OPTMF zdobyła Nagrodę Publiczności i nagrodę jury za rolę w przedstawieniu „Złoty strzał, czyli rzecz o narkomanii" Jerzego M. Czarneckiego. W 2009 roku otrzymała Srebrny Krzyż Zasługi za zasługi dla kultury polskiej, a w 2010 Medal Honoris Gratia Prezydenta Miasta Krakowa w uznaniu zasług dla Krakowa i jego mieszkańców. W 2012 została laureatką konkursu Profesjonaliści 2012 organizowanego przez polską edycję czasopisma Forbes. W 2019 roku odznaczona Brązową Odznaką Gloria Artis. Współpracuje również z Teatrem Polskiego Radia.

Konrad Jeliński
Członek zespołu rozbudowującego cyfrowe repozytorium dzieł Bogusława Schaeffera. Od blisko dziesięciu lat opiekuje się materiałami archiwalnymi, które Profesor przekazywał Fundacji Przyjaciół Sztuk „Aurea Porta". Udostępnił je około stu magistrantom, doktorantom, kuratorom, ludziom teatru, muzykom i organizatorom życia muzycznego z całego świata.

Fundacja Przyjaciół Sztuk AUREA PORTA została założona w 2001 roku przez śp. aktora Marka Frąckowiaka żeby promować polską sztukę współczesną w świecie. I to się udało. Festiwal Era Schaeffera to wydarzenie cykliczne z pogranicza muzyki, teatru i tańca, oparte o bogaty dorobek twórczy genialnego polskiego współczesnego kompozytora, teoretyka muzyki, dramaturga, filozofa i grafika Bogusława Schaeffera, odbywające się regularnie w sezonie jesiennym od 2009 roku w Warszawie oraz innych miastach Polski. Podczas festiwalowych wydarzeń odbywają się prezentacje wykonań utworów muzycznych i teatralnych Bogusława Schaeffera oraz sympozja i spotkania. Gościnnie również poza granicami kraju: Madrycie, Paryżu, Meksyku, Edynburgu. Festiwal prezentuje szeroki wachlarz środków ekspresji artystycznej łącząc jednocześnie różne dziedziny sztuki i zachowuje otwartą formę przedstawienia i interakcji z publicznością.
Fundacja jest producentem. Film „Solo" w reżyserii Macieja Pisarka. Film zdobył Grand Prix Międzynarodowego Festiwalu Filmów o Muzyce w Pradze w 2008 r., w sierpniu na festiwalu Docupolis w Barcelonie nagrodę Tercer Ojo dla Najlepszego Dokumentu Eksperymentalnego. Film uczestniczył w konkursie głównym jako jeden z 12 dokumentów z całego świata, oraz na Festiwalu Europa Quest w Zielonej Górze , „Solo" zostało wyróżnione dwiema nominacjami do Offskarów nagród polskiego kina niezależnego: za najlepsze zdjęcia i najlepszy montaż; Grand Prix Międzynarodowego Festiwalu Filmów Muzycznych w Montrealu to już trzecie Grand Prix (MFF o sztuce w Pradze i Barcelonie w 2008 roku ) film otrzymał również nagrodę na MFFM w Oulu w Finlandii.
Fundacja od kilku lat realizuje projekt budowy Repozytorium Dzieł Bogusława Schaeffera - wybitnego polskiego twórcy, kompozytora, dramaturga.Prowadzone są prace mające na celu pozyskanie, konserwację, opracowanie i udostępnienie materiałów papierowych - partytur, grafik i tekstów pochodzących z prywatnych zbiorów kompozytora, kwerendę dostępności materiałów, digitalizację, zakup licencji i udostępnienie na stronie internetowej. Zadanie realizowane jest we współpracy z instytucjami kultury.

Aplikacja „Schaeffer Non Stop"
Aplikacja „Schaeffer Non Stop" zaprasza do wejścia w interakcję z partyturą graficzną utworu pt. „Nonstop" Bogusława Schaeffera. Odegraj graficzne elementy partytury, sterując przypisanymi do nich samplami. Ostateczny kształt dzieła zależy od Ciebie!
http://boguslawschaeffer.pl/pl/non-stop

Beata Zwierzyńska
Dziennik Teatralny Warszawa
20 kwietnia 2021

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia