Debata trwa

list Izadory Weiss o Operze Bałtyckiej i Bałtyckim Teatrze Tańca

Uważam, że Pana tezy mające na celu podważenie naszego dorobku są spreparowane pod kątem ogłoszonego konkursu na stanowisko dyrektora Opery Bałtyckiej. Jakikolwiek będzie wynik tego konkursu, nie zmieni on rzeczywistej wartości ośmiu lat pracy Bałtyckiego Teatru Tańca i jej artystycznego efektu - Izadora Weiss odpowiada na pytania Piotra Wyszomirskiego, redaktora naczelnego Gazety Świętojańskiej oraz organizatora debaty poświęconej Operze Bałtyckiej i Bałtyckiemu Teatrowi Tańca.

Piotr Wyszomirski, redaktor naczelny Gazety Świętojańskiej, zadał pytania Izadorze Weiss [na zdjęciu], szefowej Bałtyckiego Teatru Tańca, nieobecnej na debacie w OB. Pytania i odpowiedź publikujemy bez komentarzy i skrótów. Jako bonus załączamy pełny zapis debaty - jeszcze nieopisanej, ale czas nagli, więc na razie chociaż wideo.
*
Szanowna Pani

Pani brak na debacie był bardzo odczuwalny. Szkoda, że dowiedzieliśmy się o pani nieobecności przypadkowo i w ostatniej chwili, szkoda, że Opera podała termin debaty, który kolidował z wyjazdem do Londynu. Dopiero tuż przed debatą dowiedzieliśmy się o sytuacji panującej w Operze (list Orkiestry). Do pełniejszego obrazu sytuacji brakuje nam Pani głosu. Prosimy o wypowiedź, którą opublikujemy jako pani osobny głos - bez komentarza.

Prosimy w tym głosie o: 1. bardzo ogólną koncepcję funkcjonowania Bałtyckiego Teatru Tańca (w tym plany na przyszłość) oraz 2. odpowiedzi na następujące pytania:

Czy w Pani koncepcji w BTT jest miejsce dla pomorskich choreografów, takich jak Leszek Bzdyl i Joanna Czajkowska? Czy jest możliwe, że "odda" im Pani zespół na konkretną realizację?

Wypowiadała się Pani oceniająco na temat pracy choreografów, którzy nie mają tak luksusowych warunków do pracy jak Pani (tzw. teatralny off). Czy podtrzymuje Pani niską ocenę ich dokonań?

W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że już nie ma potrzeby oglądania innych realizacji. Czy należy rozumieć tę deklarację jako świadomą autoocenę a zarazem ocenę pracy innych?

Jakie są przyczyny tak częstych zmian w zespole BTT? Czy możemy mówić o zespole, kiedy skład zmienia się dwa razy w roku?

Na debacie dało się słyszeć wołanie o spektakle dla młodszego widza, choćby "Dziadka do orzechów". Pan Marek Weiss mówił, że spektakle dla dzieci obniżają poziom artystyczny. Czy pani zgadza się z taką opinią? Czy np. inscenizacje klasycznych baletów autorstwa Matthew Bourne'a to także dramatyczne obniżenie ambicji artystycznych?

***
Szanowny Panie,

Bardzo żałuję, że nie wzięłam udziału w debacie. Miałam nadzieje, że dojadę z Londynu wcześniej, ale spotkania, na które zostałam zaproszona już po przyjeździe do Londynu zmusiły mnie do pozostania dłużej, o czym mam nadzieję dyrektor Weiss powiadomił Pana w rozmowie telefonicznej. List Orkiestry zaskoczył nas wszystkich i mam nadzieję, że odpowiedź dyrektora opublikowana również przez Pana portal wyjaśniła wiele z poruszanych w nim kwestii.

Koncepcja funkcjonowania Bałtyckiego Teatru Tańca nigdy nie była wyrażona w jakimś manifeście. Staram się ją realizować bez zbędnych deklaracji w mojej codziennej pracy od ośmiu lat. Na początku w 2008 roku padła z moich ust zapowiedź na spotkaniu z zespołem Baletu Opery Bałtyckiej, że nie wyobrażam sobie kontynuowania klasyki baletowej przy niedostatecznej ilości tancerzy i zbyt skromnych funduszach na taką działalność. Podtrzymałam wtedy zapowiedź dyrektora Marka Weissa, że skupimy się na budowaniu zespołu tańca współczesnego, który jednocześnie będzie mógł realizować zadania związane z niezbędnym udziałem tancerzy we wstawkach operowych. Na koniec przyznałam, że moim ideałem takiego zespołu jest NDT. Skupiliśmy się więc na wspólnej ciężkiej pracy dzień po dniu, spektakl za spektaklem, premiera za premierą. Nie muszę tego rozwijać, bo mało kto tak rozumiał ten długi proces, jak Pan Redaktor.

Przyznaję, że Bałtycki Teatr Tańca ma charakter autorski, jak każdy zespół teatralny skupiony na określonej estetyce i przekonaniu, że taniec jest najważniejszy w życiu, a tancerz jest artystą oddanym swojej pasji i podążającym w kierunku wytyczonym przez choreografa uwzględniającego wyjątkową osobowość tancerza. Tam, gdzie mowa o wysokiej jakości nie może być tych kierunków zbyt wiele. Ktoś, kto zna się na technikach tańca wie dobrze, że nie można uprawiać wszystkich rodzajów tańca jednocześnie. Jednak zgadzam się, że i dla dobra zespołu i dla dobra publiczności trzeba zapraszać jak najwybitniejszych z dostępnych choreografów, których myślenie o tańcu nie odbiega zbyt daleko od tego, kto prowadzi zespół i odpowiada za niego artystycznie. Mój stosunek do Jiříego Kyliána, którego uważam za najwybitniejszego choreografa naszych czasów, w sposób naturalny skłania mnie do zabiegania o jego prace w naszym zespole. Te realizacje, które on osobiście nadzorował w Gdańsku, zwróciły na nas uwagę całego świata, a ja uważam doprowadzenie do nich za swój wielki sukces.

Bardzo ważne dla naszego zespołu były znakomite dwie realizacje Emila Wesołowskiego i równie znakomite, chociaż zupełnie inne stylistycznie realizacje Wojciecha Misiuro, którego uważam za jednego z największych artystów Wybrzeża. Inni choreografowie, jak na przykład Jacek Przybyłowicz, mimo, że nie odcisnęli tak wyraźnego piętna w naszym repertuarze również przyczynili się do rozwoju i wzbogacenia dorobku BTT. Ich lista dla jednych jest zbyt krótka, dla innych zbyt długa, ale tak to już jest, że dyrektor artystyczny zespołu bierze na siebie pełną odpowiedzialność kogo i dlaczego zaprasza do współpracy.

Wiem, że dyrektor Weiss rozmawiał z panią Katarzyną Chmielewską kilka lat temu proponując jej i Leszkowi Bzdylowi, którego dorobek bardzo szanuję, współpracę z naszym teatrem, wkrótce po tym, jak gościliśmy spektakl Dada von Bzdülöw w ramach I Bałtyckich Spotkań Teatrów Tańca. Dyrektor wytłumaczył jej wtedy zasadę, że trzeba przedstawić koncepcję spektaklu i jego strony muzycznej i jeśli ona zostanie przyjęta, uzgodnić niezbędne terminy. Z tego co wiem, pani Katarzyna po tej pierwszej rozmowie nie odezwała się do nas więcej, a szkoda. Natomiast Pani Joanna Czajkowska nie była w kręgu naszych zainteresowań.

Nigdy nie utrzymywałam "niskiej oceny dokonań teatrów offowych", natomiast uważam, że jest to zupełnie inna dziedzina działalności artystycznej, niż ta, która mnie interesuje i mam nadzieję, że nie jest to w Pana oczach jakieś przewinienie.

Słuchając relacji z debaty odniosłam przykre wrażenie, że to raczej pani Czajkowska odnosi się pogardliwie do pracy BTT i definiuje oceny, które nie tylko nie są zgodne z rzeczywistością naszej pracy, jak na przykład "robinie nóżką tititi do muzyki tititi", ale ośmieszają ją w sposób niegodny. Nie sadzę więc, żeby było celowe zapraszanie tej właśnie artystki do naszego Zespołu i nie rozumiem dlaczego Pan stawia w jednej linii Joannę Czajkowską i tak wybitnego twórcę jak Leszek Bzdyl.

W sprawie mojej autooceny wyrwanie przez Pana słów z kontekstu mojego długiego wywiadu uważam za perfidne. Pozytywna autoocena jest typowa dla wszystkich artystów, którzy z pasją oddają się swojej pracy i nie widzą świata poza jej nurtem. Oczywiście miał Pan rację w debacie, że ocena należy przede wszystkim do widowni i fachowej krytyki, która za wyjątkiem dwóch osób z lokalnych portali dostarcza nam wielkiej satysfakcji i potwierdza wiarę w sens obranej przez nas drogi artystycznej. Pozytywna autoocena jest również potrzebna po to, żeby stawiać czoła przeciwnościom i takim atakom, jakie na przykład ostatnio Pan, z niezrozumiałych dla mnie powodów, organizuje.

Mówię o tym w związku z ostatnim Pana pytaniem bo przecież trzeba mieć wyjątkowo złą wolę, żeby napisać, że skład BTT zmienia się dwa razy w roku. Prawdą jest, że dwa razy do roku organizuję casting w poszukiwaniu nowych talentów. Tak się dzieje we wszystkich najlepszych zespołach na świecie. Przyjeżdżają do nas tancerze od Kanady przez Europę do Japonii, a ostatnio z Australii i chyba znaczące jest to, że każda kolejna setka osób przyjeżdża na własne ryzyko i na własny koszt. Wiedzą o tym, że mamy tylko dwa albo trzy miejsca do dyspozycji. Owszem, z różnych powodów tancerze odchodzą, a na ich miejsce przychodzą nowi, zwykle lepsi, ale trzon zespołu pozostaje niezmienny. O tym świadczy fakt, że nie zdarzyło nam się odwołać spektakli z powodu jakiejś absencji. Coraz częściej mówi się na świecie o fenomenie zespołu BTT. Wiemy, że sprawdza Pan dokładnie czy przypadkiem te opinie nie są przez nas finansowane, co jest oczywiście nieprawdą. Jeśli tak, to może mógłby i Pan uznać, że zespół BTT istnieje i może być powodem do dumy dla naszego regionu.

Jeśli chodzi o młodego widza, jest on często obecny na naszych spektaklach w towarzystwie nauczycieli lub rodziców. Chcielibyśmy przygotować coś specjalnego dla maluchów i czekamy wciąż na ciekawą propozycję. Długi czas graliśmy spektakl Hansa Henninga Paara "Dziadek do Orzechów". Kolejna realizacja "Kopciuszka" Eugenio Scigliano nie cieszyła się już takim powodzeniem. Mamy nadzieję, że następna premiera dla dzieci będzie przyjęta lepiej.

Podsumowując moją wypowiedź uważam, że Pana tezy mające na celu podważenie naszego dorobku są spreparowane pod kątem ogłoszonego konkursu na stanowisko dyrektora Opery Bałtyckiej. Jakikolwiek będzie wynik tego konkursu, nie zmieni on rzeczywistej wartości ośmiu lat pracy Bałtyckiego Teatru Tańca i jej artystycznego efektu.
Izadora Weiss

Izadora Weiss
Gazeta Świętojańska
5 grudnia 2015

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia