Demokracji seks nas uczy

,,Dziś wieczorem - Lola Blau" - reż. Lena Szurmiej - Teatr Żydowski w Warszawie

Co do spektaklu ,,Dziś wieczorem - Lola Blau" żywiłam ogromne nadzieje. Przedwojenny kabaret zawsze był dla mnie sztuką niesłychanie pociągającą i przyznaję, że byłam wielce podekscytowana idąc tego wieczoru do teatru. W szczególności intrygował mnie sam fakt wykreowania fikcyjnej gwiazdy kabaretu, niosącej w pojedynkę ciężar opowiedzenia prawdziwych losów wielu artystek międzywojnia.

Lola Blau nie była jednak wyłącznie odzwierciedleniem życiorysów tamtych kobiet, ale i samego autora sztuki - Georga Kreislera - który użyczył naszej bohaterce znaczącej części własnej biografii. Niemniej, wystarczającą zachętą do obejrzenia tego spektaklu była dla mnie tematyka, jaką porusza. Wystarczyło przekroczyć próg teatru, by w mojej głowie rozbrzmiały słowa pierwszej piosenki z filmu ,,Kabaret":

Willkommen, bienvenue, welcome!
Fremde, étranger, stranger
Glücklich zu sehen, je suis enchanté, happy to see you
Bleibe, reste, stay
Willkommen, bienvenue, welcome
Im Cabaret, au Cabaret, to Cabaret

Lola Blau jest młodą, niewykształconą dziewczyną marzącą o wielkiej karierze w świecie show biznesu. Ma ona mentalność niedoświadczonej życiowo trzpiotki, której zainteresowanie polityką jest równe zeru, co stale karmi jej ciągłe zdziwienie światem.

Niezależnie od talentu, czas i miejsce skazały ją na porażkę - Lola jest wiedeńską Żydówką, stawiającą pierwsze kroki na scenie w latach 30. Nim na dobre zdąży zaistnieć w świecie kabaretu, zostaje zmuszona do opuszczenia Wiednia. Swoich sił próbować będzie w Szwajcarii, a następnie w Ameryce. Słodka i beztroska dziewczyna, jaką poznaliśmy na samym początku, będzie systematycznie gasnąć. Dlaczego tę piękną, wesołą panienkę nagle uznaje się za zagrożenie, choć nigdy nie skrzywdziła nawet muchy? Narastające uczucie odrzucenia popycha Lolę do chwycenia za butelkę, a błysk w jej oku powoli ulega zobojętnieniu. Spektakl ukazuje przemianę wewnętrzną bohaterki, próbę dostosowania się do funkcjonowania w świecie, gdzie nie można być nikim innym, jak tylko Żydem.

,,Seks uczy nas demokracji" - śpiewa Lola w jednym ze swoich kabaretowych songów i wcale się nie myli. Choć może to stwierdzenie jest lekko przesadzone, to seks z pewnością uczy nas dostrzegania człowieka, niezależnie od jego przynależności etnicznej. Zakochując się w drugiej osobie nie zwracamy uwagi na jej narodowość, zaangażowanie polityczne czy wyznanie. Pozwalamy sobie zapomnieć o masowej waloryzacji grupy, dostrzegając szansę na indywidualizm jednostki.W czasach dehumanizacji i uprzedmiotowienia człowieka, zdegradowania go wyłącznie do roli pionka na politycznej arenie, Lola wciąż ma nadzieję na wielką miłość. Stale słyszymy o tajemniczym mężczyźnie imieniem Leo - tajemniczym kochanku dziewczyny, którego nie dane nam poznać.

Pomówmy przez moment o piosenkach, które zdecydowanie zdominowały spektakl, czyniąc z niego twór o charakterze niejako recitalowym. Oryginalne libretto przełożyła z języka niemieckiego Karolina Bikont. Nie jestem w stanie odnieść się bezpośrednio do tekstów Georga Kreislera, bowiem nie władam tymże językiem, a szkoda. Piosenki w języku polskim były jednak wyjątkowo nietrafione. Cytując słowa Wojciecha Młynarskiego: ,,Teatr to jest płacz kolego, teatr to jest śmiech kolego - to są te trzy elementy". Teksty na pierwszy rzut oka sprawiały wrażenie niosących głęboki przekaz, jednak niekonsekwentna konstrukcja sprawiła, że ich sens uległ zagubieniu. Na szczęście całość ratuje powalający głos Moniki Chrząstkowskiej, którego brzmienia słuchać można z przyjemnością, ignorując słowa. Nieco mylącym zdawać się jednak może dobór obsady aktorskiej. Lola jest młodą, beztroską dziewczyną, co kłóci się nieco z poważnym i dojrzałym wizerunkiem Chrząstkowskiej. Na scenie towarzyszył jej Rafał Rutowicz, któremu powierzono tytaniczne aktorskie zadanie wcielenia się w kilkanaście różnych postaci. Niestety aktor niewystarczająco zakreślił odmienność każdej z nich, pozwalając na zlanie się pierwszej z każdą kolejną.

Ze względu na rozmiar sceny i związany z nim brak możliwości czynienia cudów, scenografia jest minimalistyczna i niespecjalnie zapada w pamięć. O wiele ciekawsze są kostiumy, wiernie odzwierciedlające modę obowiązującą kobiety z tamtych lat. Marta Grudzińska - odpowiedzialna zarówno za scenografię, jak i kostiumy - z całą pewnością zadbała o wykreowanie kameralnej, intymnej atmosfery. Wiarygodności nadaje tu również obecność muzyki na żywo, zaś stały akompaniament kontrabasu wprowadza na scenie zmysłowy, pociągający klimat.

Bob Fosse ustawił poprzeczkę bardzo wysoko, ustanawiając niedościgniony kabaretowy wzorzec. Sprawił, że wykreowane przez niego postaci zdobyły światową sławę i na zawsze będziemy je pamiętać. Obawiam się jednak, że Lola Blau nie pretenduje do zajęcia miejsca Sally Bowles na międzynarodowej scenie kabaretu.

Delfina Kotlińska
Dziennik Teatralny Warszawa
5 września 2020
Portrety
Lena Szurmiej

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia