Detektyw w teatrze

rozmowa z Anitą Sokołowską

- My nie rozstrzygamy, czy przemiana Marii w Piotra to tylko prowokacja, czy było to jednak zdeterminowane zmianami osobowości? Nie uzurpujemy sobie prawa do jednoznacznej odpowiedzi, ale w sztuce ja, jako Rzeźbiarz-Detektyw, próbuję jej szukać, prowadząc śledztwo - mówiła Anita Sokołowska przed bydgoską premierą spektaklu "Komornicka. Biografia pozorna".

"Czy przemiana Marii (Komornickiej) w Piotra (Własta) to tylko prowokacja?"

Rozmowa z Anitą Sokołowską, aktorką Teatru Polskiego w Bydgoszczy:

Wcielając się w postać modernistycznej literatki, Marii Komornickiej, dotyka Pani problemu nieakceptowania własnej kobiecości. Próbowała ją/jego Pani zrozumieć, żeby zagrać?


Problem w tym, czy to, że Komornicka kazała się traktować jako Piotr Włast, rzeczywiście wynika z nieakceptowania swego ciała, własnej kobiecości? A może był to rodzaj protestu (bo epoka, w której żyła Komornicka, nie dawała kobiecie-twórcy takiego prawa głosu jak mężczyźnie) albo próba uwolnienia się z władzy płci dla utopii bezpłciowości, jak w "Orlandzie" Virginii Woolf. Może potrzeba eksperymentu, destabilizacji własnej tożsamości, ciągłego teatralizowania i performowania siebie w inny sposób, w innym stylu albo jednak potrzeba drażnienia świata i prowokacji w imię nieokiełznanej wolności...

W spektaklu otwieramy pole dla różnych hipotez i interpretacji. Wiemy, że Maria Komornicka rozpaczliwie pragnęła być czytana, chciała, by traktowano ją poważnie jako autorkę. W spektaklu usłyszymy krzyk: "Zostawcie moje życie, czytajcie moje dzieła!". A to, co pisała Komornicka, jest naprawdę niesamowite - pełne napięcia i wewnętrznej energii, a zarazem przeniknięte ironią i oparte na wyrafinowanym koncepcie. My nie rozstrzygamy, czy przemiana Marii w Piotra to tylko prowokacja, czy było to jednak zdeterminowane zmianami osobowości? Nie uzurpujemy sobie prawa do jednoznacznej odpowiedzi, ale w sztuce ja, jako Rzeźbiarz-Detektyw, próbuję jej szukać, prowadząc śledztwo.

Określenie "teatralne śledztwo" sugeruje jednak dochodzenie do jakiejś prawdy. Jednocześnie w podtytule dramatu czytamy: "Biografia pozorna", a to z kolei brzmi jak asekuracja...

Nie ma tu mowy o asekuracji. Podążając za Marią bierzemy na siebie odpowiedzialność za jej losy, ale nie w taki sposób, jak robią to zazwyczaj biografowie, łącząc w spójną opowieść rozrzucone i incydentalne wydarzenia i "fakty" z czyjegoś życia. My skupiamy się na okruchach z życia i twórczości Komornickiej/Własta, pozostawionych mikrośladach, pozornych marginaliach jej biografii, konstruując wokół nich sceny-fragmenty. Każdy ślad - czy to fragment pisma, czy fotografię, czy to zebraną w toku dokumentalnych poszukiwań opowieść - dokładnie analizujemy. Jednak idzie to w parze z mnożeniem różnych możliwych hipotez na jej temat. W ten sposób tworzymy coś, co Bartek Frąckowiak, reżyser, nazywa surrealizmem dokumentalnym lub etnograficznym w teatrze. Mamy nadzieję, że spektakl w obrazach i słowach powracających do widza stanie się materiałem do jego własnych przemyśleń. Bo tak naprawdę w tym śledztwie to widz jest detektywem!

Dziś narracja teatralna często opiera się na zabiegu kreowania przez aktora kilku postaci sztuki, ale pokazać dualizm tożsamości człowieka, jego psychiczne rozdarcie jest chyba nieporównanie trudniej?

Aktorsko to piekielnie trudne zadanie! Jednak u nas ten dualizm rozpada się na jeszcze mniejsze cząsteczki. Jak pisała Komornicka w "Biesach": "Żaden obraz nie trwał w spojrzeniu, każda masa rozpływała się w palcach, każdy ton rozszczepiał się w uchu, (...) tu każdy atom zawierał w sobie wszystkość". I my tę "rozszczepieńczą" wizję Komornickiej realizujemy, myśląc o niej jako o osobie performującej wiele światopoglądów i tożsamości. Jakby w jednym życiu było wiele różnych żyć. Spektakl jest takim literacko-filozoficznym patchworkiem o ogromnym ładunku emocjonalnym. Wielość jego warstw i to, że na scenie towarzyszy mi Krzysztof Kaliski, który na żywo tworzy bardzo pomocną i inspirującą przestrzeń muzyczną, sprawia, że efekt trudno uznać za monodram.

Co nie zmienia faktu, że Pani kreacja jest tu jedyna!

Podkreślam tę zespołowość, bo jeszcze nie spotkałam się w teatrze z taką inwencją całego zespołu. Spajała ją precyzyjna propozycja intelektualna Bartka, nad którą pracował wcześniej z Weroniką Szczawińską, naszą dramaturżką. To umożliwiło wnikliwą, laboratoryjną pracę nad cząsteczkami aktorskimi, nad montowaniem fizycznych działań aktorskich w ciągi znaczeniowe i emocjonalne. To przechodzenie od analizy mikroszczegółów do syntezy form aktorskich było fascynujące! Jestem dumna, że znalazłam się w takiej grupie, gdyż - jak oceniono po lubelskiej premierze (24.02. - przyp. red.) - udało nam się coś niespotykanego dotąd w teatrze...

I jest Pani pewna, że zainteresowanie spektaklem "Komornicka" nie ma nic wspólnego z jego warstwą skandaliczną?

Chyba jednak nie, bo w spektaklu zmiana płci, cała ta transgresja potraktowana jest dość przewrotnie. Nie chcę za wiele zdradzać, więc powiem tylko, że największy demon zostaje dowcipnie oswojony.

No, to nadal nie wiemy, czy Komornicka to wariatka, jak chcą niektórzy, czy ikona feminizmu, jak orzekli inni?

Ocenę, z szacunku dla widza, zostawiamy jego wyobraźni.

Katarzyna Kabacińska
Express Bydgoski
5 marca 2012

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia