DiL, czyli "konflikt sił"

"Dietrich i Leander", Teatr Korez w Katowicach

Prapremiera polska "Dietrich i Leander" w reżyserii Piotra Szalszy na scenie Teatru Korez okazała się dużym sukcesem. Widownia zareagowała bardzo entuzjastycznie. Na widowni obecna była m.in. autorka tekstu Beatrice Ferolli, która nie kryła zaskoczenia tak przychylnym odbiorem sztuki przez polską publiczność.

Na uwagę zasługuje bardzo dobre, wyrównane aktorstwo. Gdyby oceniać, która z pań Marlena Dietrich (Maria Meyer) czy Zarah Leander (Ewa Leśniak) była lepsza, ale przewagą 51% do 49% wskazałabym na Meyer. Aktorka świetnie zinterpretowała postać Dietrich tj. bez przytłaczającego demonizmu, ale z elegancją, odrobiną humoru i zadziorności. A ponadto świetnie prezentowała się na scenie w męskim stroju. Meyer poruszała się z dużą swobodą  
i jednocześnie zachwycającym impetem. Zwłaszcza, kiedy śpiewając próbowała nawiązać kontakt z kilkoma osobami z widowni, zarówno z mężczyznami jak i z kobietami, co tylko dodawało jej postaci pikanterii. 

Ewa Leśniak w roli Zarah Leander naturalnie nie była już tak wyniosła jak Marlena Dietrich. Mając na uwagę kontrowersyjność tej „postaci” można nawet powiedzieć, że w tej odsłonie Zarah zyskała „ludzką” twarz. W spektaklu "Zarah" w reżyserii Piotra Żebro (Teatr za Lustrem w Tarnowskich Górach) tytułowa bohaterka przedstawiona została dosyć rubasznie i niemal wulgarnie. Tutaj natomiast Ewa Leśniak zdecydowanie ociepliła postać Zarah. W jej ujęciu Leander stała się dużo bardziej kobieca. W ogóle można powiedzieć, że ten spektakl „należy” do kobiet i za to reżyserowi należą się największe brawa, że potrafił uchwycić zarówno element rywalizacji jak i czegoś na kształt przyjaźni czy solidarności pomiędzy kobietami. Ewa Leśniak pojawiła się w przepięknej czarno-białej sukni z dużym dekoltem. Do tego miała na sobie krótki, niebieskawy żakiet, idealnie dopasowaną torebkę w tym samym odcieniu i gustownie biżuterię. Aktorka prezentowała się naprawdę znakomicie. 

Barbara Lubos-Święs jako m.in. dziennikarka Erna Findeisen dobrze wpisała się w ten kobiecy „konflikt sił” potwierdzając pewną prawdę o kobietach, a mianowicie, że kobiety zawsze znajdą porozumienie w najdziwniejszych nawet okolicznościach i jest to bez wątpienia inny rodzaj relacji niż z mężczyznami, o których tak wiele 

Scenografia jak na warunki Teatru Korez spełniła swoje zadanie. Obiektem centralnym stała się czerwona kanapa, która najważniejszą „rolę” odegrała w scenie kłótni Dietrich i Leander, kiedy to aktorki ustawione po przeciwnych stronach kanapy wykrzykiwały sobie nawzajem, która z nich bardziej uległa pokusom swoich czasów, a więc dyktaturze Hitlera, czy też zwykłej chęci zysków i przebicia się w tzw. show-biznesie.

Spektakl naprawdę godny jest zobaczenia i polecenia.

Aleksandra Skiba
Dziennik Teatralny Katowice
17 marca 2009

Książka tygodnia

Życie niedokończone
Wydawnictwo Żywosłowie
Lech Raczak, Jacek Głomb

Trailer tygodnia