Dla złaknionych rozrywki

"Mayday 2" - reż. Krystyna Janda - Och-Teatr w Warszawie

O dobrze napisanych farsach mówi się niekiedy, że popsuć je trudno, wystarczy tylko dobrze obsadzić.

Jeśli wierzyć tej dość wątpliwej skądinąd teorii, Krystynie Jandzie udało się w Och-Teatrze rzeczywiście zgromadzić na tyle dobrych aktorów, że historia o perypetiach londyńskiego taksówkarza bigamisty, niczym w powieści szkatułkowej, tocząc się w szalonym tempie, jednocześnie jest atrakcyjnym eksponowaniem tego, co w rozwoju fabuły najbardziej istotne i zabawne. Zasługuje to tym bardziej na uwagę, że do grona aktorów dobrze już sprawdzonych w gatunku komediowym, dołączyli tym razem i to z ogromny sukcesem młodzi wykonawcy, Justyna Schneider (nie mylić z Joanną Kulig, choć to wcale nie takie proste) rolą Vicky i Adam Serowaniecc jako Gavin.

Janda postawiła przede wszystkim na wyrazistość przeciwstawianych sobie typów zachowań i charakterów, na zróżnicowane, malowane ostrą kreską wizerunki postaci, które z matematyczną dokładnością, niczym figury, ustawia na scenicznej szachownicy. Prowadzona momentami symultanicznie akcja, jednocześnie w salonach małżeńskich Mary (Maria Seweryn) i Barbary (Monika Fronczek), przynosi ciekawe rozwiązania przestrzenne, potęgując śmieszność i jakość zastosowanych w trakcie gagów, aktorom dając możliwość dokonywania niezwykle efektownych i szybkich transformacji. Ich prawdziwym mistrzem okazuje się być ponownie Rafał Rutkowski, który rolą w "Mayday 2" kontynuuje to, co z tym samym powodzeniem wykreował w pierwszej części farsowego dyptyku Cooneya. Ponownie w roli Stanleya oglądamy Artura Barcisia, który choć nie zawsze ochoczo, w końcu stara się jednak wydobyć przyjaciela z tarapatów, co przynosi, jak na komedię pomyłek przystało, efekty odwrotne od wcześniej zamierzonych. Warto jeszcze zwrócić uwagę na uroczą w swoim niepamiętaniu postać Taty Stanleya, odtwarzaną przez Jerzego Łapińskiego, który choć dość niespodziewanie wkraczając w akcję pozwala rozwijać się intrydze, która jest w tekście Cooneya jego najważniejszym i najbardziej atrakcyjnym ogniwem. Przebieg wydarzeń w "Mayday 2" pozwala aktorom bezpiecznie poruszać w obrębie poszczególnych scen, doprowadzając do finału demaskującego podwójne życie Johna Smitha.

Janda nie stara się udawać, że opowiadana historia w Och-Teatrze to coś więcej niż pretekst do śmiechu. W "Mayday 2" wartość rozrywkowa jest najważniejsza. Tutaj nikt niczego nie udaje, bo każdy wie, że przyjęta konwencja pozwala na dialog sprawnego warsztatowo aktora ze złaknionym przyjemności i odpoczynku widzem. A jak to się ma do istoty teatru i co z tego wynika? To już temat do osobnych rozważań. W końcu jednak i to o czym pisałem też ma swoje zalety.

Wiesław Kowalski
Teatr dla Was
24 czerwca 2013

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...