Dług spłacany w ratach dziennych

"Dług" - reż. Jan Klata - Teatr Nowy Proxima - 2019-09-14

„Wszyscy jesteśmy długiem" - tak Jan Klata opisuje stosunki społeczno-ekonomiczne i podsumowuje niekończącą się relację dłużnik-wierzyciel. W swojej opowieści reżyser inspiruje się historią ekonomii oraz najsłynniejszymi dłużnikami w literaturze: Faustem czy Raskolnikowem.

Dług w oczach Klaty jest zjawiskiem wielopoziomowym - nie tylko bezduszną lichwą, ale też gonitwą za pieniądzem, napędzającą się spiralą konsumpcji i finalnie: długiem, który ludzie zaciągają względem siebie, uzależniając się nawzajem.

W swojej konstrukcji „Dług" przypomina „Głód" w reżyserii Anety Groszyńskiej (premiera w 2016 roku w Narodowym Starym Teatrze). Podobieństwa wynikają z tego, że Jan Klata rozpoczął pracę nad „Długiem", gdy był jeszcze dyrektorem Teatru Starego. Można więc zakładać, że „Dług" i „Głód" miały być połączonym ze sobą dyptykiem. W obu spektaklach obnażana jest struktura systemu, który wyniszcza/zabija ludzi dla zysku. Aktorzy rzucają w nich oskarżenia, trafnie podsumowujące rzeczywistość i groteskowo opisujące tak trudne problemy, jak głód czy spirala kredytu. Na scenie wiele się dzieje, na przekór poruszanym tematom jest lekko i barwnie.

Jednak, z tych dwóch spektakli, to „Dług" jest spotkaniem bardziej intymnym - publiczność zajmuje miejsca wokół sceny, a aktorzy wchodzą z nią w interakcje (zadają pytania, wskazują palcem, rozpychają się i siadają pomiędzy widzami). W efekcie, nie jesteśmy pewni, czy zaraz nie zostaniemy wywołani do nerwowej odpowiedzi. W inny sposób została też dobrana kolorystyka – w „Głodzie" jest pstrokato i radośnie, co podkreśla cyniczną radość Zachodu z powodu „pomocy" dla głodujących. Natomiast w „Długu" obracamy się wokół enigmatycznych i pulsujących barw – błękitu i szarości, różu czy półmroku. To spektakl oparty przede wszystkim na wibracjach i wzajemnym przyciąganiu się czwórki aktorów; tekst dramatu jest na drugim planie. Inaczej jest w „Głodzie", bazującym na wnikliwym dziele Caparrósa, które jest osią tego przedstawienia.

W „Długu" Jan Klata rozpoczyna rozmowę o niesprawiedliwej lichwie oraz podziale na bogacących się i biedaków, obnażając obłudę systemu, w którym „każdy dług jest czyimś zyskiem". Reżyser inspiruje się socjologiczno-ekonomiczną rozprawą Davida Graebera, „Faustem" Goethego, „Zbrodnią i karą" Dostojewskiego, Biblią czy performansem zespołu KLF. Motywy, z których Klata stwarza swoją opowieść, są często oczywiste i jednowymiarowe. Jednak, postrzegam je jako tło i przestrzeń słów, w której obracają się Małgorzata Gorol, Monika Frajczyk, Bartosz Bielenia i Marcin Czarnik. Świat na scenie jest tworzony przez nich i dla nich – aktorzy mają wolność ekspresji, są aktywni, bawią się rolami i to czuć. Swobodę i możliwość przekraczania granic zauważalne są w ich gestach, mimice czy luźnym sposobie chodzenia.

Aktorzy w „Długu" nic nie muszą - oni chcą dać popis swoich umiejętności i nadać spektaklowi szczególną wartość. Każdy z nich dodaje wyjątkowy pierwiastek: Gorol wibruje buńczucznością i tajemniczością, Frajczyk wyróżnia się wrażliwością i delikatnością głosu, Bielenia – groteską i talentem muzycznym, a Czarnik – dojrzałością i dystansem (gdy np. opowiada prywatną historię o wzięciu kredytu hipotecznego). Aktorzy stają się monolitem, wypełniającym pustą scenę – widać to m.in. w relacji Frajczyk - Bielenia, którzy uzupełniają się śpiewem, są piękną jednością. Z tej czwórki to Małgorzata Gorol emanuje największym magnetyzmem, gdyż w każdym ruchu jest wyjątkowa, prawdziwa. Wokół niej roztacza się niezwykła aura nienamacalności, która przenika przez dym i światło, osiada na jej pomarańczowych rzęsach, odbijających się w niebieskim świetle. Choć Gorol nawet nie zamierza, silnie zwraca uwagę.

„Dług" to przede wszystkim wrażenia: dźwiękowe, gdy aktorzy szepczą, syczą, szeleszczą do bezmyślnych, przezroczystych głów o tym, by mieć jeszcze więcej lub dynamicznie tańczą do muzyki Jakuba Lemiszewskiego i śpiewają piosenki w lekkim tonie, pełne przejaskrawienia jak „Znam takiego Żyda" czy „Każdy człowiek jest długiem, zrodzonym przez siebie do śmierci"; świetlne, kiedy to światło stale pulsuje błękitem, różem czy półmrokiem. Bohaterowie odbijają się w tych rozbłyskach, błyszczą ich torebki-nerki i złote grillzy na zębach. Światło łączy się z dymem, też tym e-papierosowym, w wyniku czego „Dług" dzieje się we mgle, osnuwa aktorów i publiczność. Wyjątkowe są sceny, gdy doktor Faust podpisuje cyrograf z Mefistofelesem – zobowiązanie przypieczętowane jest na zegarze, obleczonym w e-papierosowy dym jak z dymiącego kotła oraz moment nagłej ciemności, pełnej zwierzęcej niepewności, czy zaraz ktoś nie podejdzie i nie naruszy sfery bezpieczeństwa. Tym bardziej jest to prawdopodobne, bo aktorzy wchodzą w interakcje z publicznością – siadają między widzami i zadają im pytania.

Charakteru „Długowi" nadają również dynamiczna choreografia (Maćko Prusak) i kostiumy (za scenografię i kostiumy odpowiadają Krystian Szymczak i Mirek Kaczmarek). Aktorzy noszą niestandardowe, jeansowe ubrania – odwrócone kamizelki zapięte z tyłu i spodnie, których nogawki to rękawy koszul. Bohaterowie nie wiedzą, w którą stronę pójść, o czym świadczą również kowbojki, mające obcas w obie strony. Podczas tańca aktorzy przechylają ciężar ciała właśnie na ten drugi nosek – taki detal został również wykorzystany przez choreografa.

W „Długu" na połyskującej scenie znajdują się jedynie 4 stoliki z przezroczystymi głowami i to wystarczy, żeby podążyć za aktorami w tej opowieści: kołysać się razem z nimi i powtarzać słowa piosenek, i śmiać się z tej satyry.

A dług nadal po cichu gdzieś się piętrzy, ktoś z tego powodu rozpacza, ktoś na tym zarabia.

 

Monika Morusiewicz
Dziennik Teatralny Kraków
2 maja 2022
Portrety
Jan Klata

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia