Dobra zmiana

Felieton Marka Weissa

Nie mogę się zgodzić, żeby ktoś przekształcił ten teatr w omnibus zaspokajający wszystkie gusty, ulegający wszelkim trendom płodzonym przez komercyjny rynek w coraz bardziej wyrafinowany sposób. Tak długo, jak będę mógł mieć wpływ na decyzje artystyczne w Operze Bałtyckiej, będę się starał, żeby na jej scenę mieli wstęp tylko wspaniali artyści. Ci mniej utalentowani będą musieli poczekać na jakąś "dobrą zmianę" - pisze dyrektor Marek Weiss na swoim blogu.

Któż by jej nie chciał? Dobra zmiana jest w każdej dziedzinie, w każdej rzeczywistości, przez każdego mile widziana. Istotą ewolucji, zarówno biologicznej jak i cywilizacyjnej, jest nieustanny ciąg zmian na lepsze. Ale w tym właśnie szkopuł, jak powiada Hamlet. Czy każda zmiana jest zmianą na lepsze? Oczywiście, że nie. Jak więc się strzec przed zmianami na gorsze? Badać uważnie ich zapowiedzi, ich symptomy, wiarygodność tych, co te zmiany zapowiadają, fundują i obiecują przy tym kiełbasę wyborczą w jej najróżniejszych odmianach. Mówię o kiełbasie wyborczej, bo w naszych demokratycznych czasach większość zmian musi się dokonywać przy powszechnej akceptacji. Wola jednostki tu nie wystarczy, Trzeba przekonać różne gremia, by zmiany mogły zostać wprowadzone w życie. A podstawowe narzędzia przekonywania, to nie są rzeczowe argumenty i wyliczenia, tylko różnego rodzaju obietnice i deprecjonowanie tego, co było dotychczas.

Obietnice zwykle są na wyrost, bo nie ma czasu i sposobu, by je zweryfikować. Można więc pomarzyć, że uda się to, czy tamto zrealizować. Nie jest ważna możliwość spełnienia tych obietnic. Ważna jest chęć ich spełnienia. Trzeba ją umiejętnie zademonstrować, poprzeć szczytnymi hasłami, oprzeć o powszechnie uznawane wartości i zapewnić, że ma się możliwości dotrzymać wszystkich obietnic w stosownym czasie. Najlepiej nie mówić konkretnie kiedy. Czas jest niebezpieczny, bo tylko w teorii względności jest relatywny. Dla nas, zwykłych ludzi żyjących tu i teraz, czas jest mierzony tą sama miarą przez wszystkich. Dlatego lepiej się do tej miary nie odwoływać. Jest przecież piękne sformułowanie: " w najbliższym możliwym czasie".

Deprecjonowanie tego co jest i co było stanowi, jak wiadomo, jedną z najskuteczniejszych metod chwalenia tego co będzie. Tym samym, można zdeprecjonować ludzi, którzy za wczoraj i za dzisiaj są odpowiedzialni. Bo dopiero ci, co będą odpowiadać za jutro, okażą się wspaniali i godni wyboru, jakiego możemy właśnie dokonać. A przecież chcemy dokonać wyboru na dobrą zmianę! Więc jakże pożyteczne są dla nas w tej sytuacji wszystkie złe oceny, jakie zbierają ci, co zafundowali nam za stan obecny! Hajda na nich! Lżej będzie wtedy machnąć ręką na przeszłość i rozstać się z wartościami, które nam dotąd przyświecały. W tej pasji rozliczania się z nimi, deprecjonowanie przechodzi brawurowo w opluwanie. A jakże lekko i przyjemnie opluwać jest w naszych beztroskich czasach anonimowego internetu! Jak to poprawia zdrowie i polepsza samopoczucie!

Niektórzy myślą, że te uwagi nie mają nic wspólnego z operą. A przecież one dotyczą wielu zjawisk, jak każda ogólna teoria. W Operze Bałtyckiej kończy się w czerwcu kadencja dyrektora, więc w styczniu ma się odbyć komisyjne przesłuchanie kandydatów, którzy zgłosili gotowość przewodzenia tej największej na Pomorzu instytucji artystycznej. Zgłosiłem tę chęć także i ja, zgodnie z moimi zapowiedziami i z moim szacunkiem do imponującego dorobku trzystu osób, które w skromnych warunkach stworzyły tu w ostatnich latach jeden z najciekawszych teatrów w Polsce. Nie mogę się zgodzić, żeby ktoś ten dorobek zmarnował, mamiąc te trzysta osób większymi zarobkami, lżejszą praca, łatwiejszymi do wykonania zadaniami i powszechna miłością wszystkich środowisk Trójmiasta, z których rekrutuje się nasza publiczność. Nie mogę się zgodzić, żeby ktoś przekształcił ten teatr w omnibus zaspokajający wszystkie gusty, ulegający wszelkim trendom płodzonym przez komercyjny rynek w coraz bardziej wyrafinowany sposób. Tak długo, jak będę mógł mieć wpływ na decyzje artystyczne w Operze Bałtyckiej, będę się starał, żeby na jej scenę mieli wstęp tylko wspaniali artyści. Ci mniej utalentowani będą musieli poczekać na jakąś "dobrą zmianę".

Po tych zapowiedziach i ujawnieniu mojego uporu, który ten i ów chętnie, ale niesprawiedliwie nazywa pychą, wylała się rzeka najróżniejszych pretensji pod moim adresem. Wiele z nich było słusznych i te z pewnością wezmę sobie do serca, żebym i ja miał radość wprowadzać zmiany na lepsze. Te niesłuszne i obelżywe ignoruję, jak zawsze, i wierzę, że ci, co chodzą na nasze spektakle, wiedzą ile w nich prawdy. Dobra zmiana jest możliwa i konieczna, jednak ona nie przychodzi na pstryknięcie palcami. To ciężka codzienna praca na różnych polach działalności, kierowana uczciwie przez kogoś, kto bierze odpowiedzialność nie za enigmatyczne jutro, ale za to, co dzieje się teraz, wieczne teraz - bo tylko ono jest rzeczywiste i sprawdzalne.

Marek Weiss
www.operabaltycka.pl/blog
12 stycznia 2016

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia