Domem aktora jest teatr

Rozmowa z Dorotą Ignatjew

- Nie mam patentu na sukces, to raczej składowa różnych elementów: otwartości zespołu, kreatywności, przepływu energii. Staram się realizować pomysły, które wydają się mi dobre w danym momencie w danym miejscu. Po prostu pracuję, konsekwentnie realizując swoje zadanie. "Z niczego nie ma nic", jak mawiała jedna z bohaterek "Cholonka" Janoscha - mówi Dorota Ignatjew, zastępca dyrektora ds. artystycznych Teatru Zagłębia w Sosnowcu.

Z Dorotą Ignatjew, dyrektorką artystyczną Teatru Zagłębia w Sosnowcu rozmawia Łukasz Karkoszka.

Łukasz Karkoszka: "Boeing, boeing" to kolejna propozycja Teatru Zagłębia, która powstała w ramach Sceny Inicjatyw Aktorskich. Jak narodziła się idea tego projektu?

Dorota Ignatjew: Z doświadczenia wiem, że aktorzy przejawiają różnego rodzaju inicjatywy twórcze, wynikające ze zróżnicowanych potrzeb zawodowych. Jedni chcą sprawdzić się w innym repertuarze niż w tym, w którym występują na co dzień, inni chcą spróbować swoich sił w reżyserii, dlatego wspomniałam aktorom o możliwości samorealizacji w ramach sceny inicjatyw aktorskich. W teatrach, w których pracowałam, dyrektorzy byli przychylni projektom, które wychodziły bezpośrednio od aktorów. Umożliwiali im prezentację przedstawień właśnie w ramach podobnych przedsięwzięć jak nasza Scena Inicjatyw Aktorskich. Jako aktorka Teatru Polskiego w Warszawie także przygotowałam, poza repertuarem macierzystego teatru, spektakl "Cyjanek o piątej" Kohouta, prezentowany w ramach Festiwalu Singera. Spotkał się on z pozytywnym przyjęciem mojej dyrekcji i koniec końców trafił na deski Teatru Polskiego. Zamiast realizować projekty poza teatrem mogą to robić w teatrze. "Po godzinach" scena jest do ich dyspozycji. Zawsze uważałam, że domem aktora jest teatr.

Według jakich zasad funkcjonuje Scena Inicjatyw Aktorskich?

- Aktorzy sami wybierają tytuły, nad którymi chcą pracować. Nie ingeruję w ich pracę, obsadę, reżyserię. Do dyspozycji mają sale prób, magazyny. Spektakl może być zaprezentowany publiczności, jeśli jest przygotowany na odpowiednim poziomie i spełnia warunki artystyczne. Wówczas teatr przejmuje na siebie obowiązek wykupienia licencji i poniesienia niezbędnych kosztów. Przedstawienie wchodzi też do repertuaru. Scena Inicjatyw Aktorskich to doskonała możliwość zawodowego rozwoju. Nic tak bowiem nie rozwija warsztatu aktorskiego, jak próby. To też okazja dla dyrekcji - możemy poznać możliwości i umiejętności zespołu aktorskiego w odmiennych formach scenicznych.

Odkąd została Pani dyrektorem ds. artystycznych, Teatr Zagłębia wyrósł na lidera wśród scen teatralnych województwa śląskiego. Jaka jest Pani recepta na sukces?

- Nie mam patentu na sukces, to raczej składowa różnych elementów: otwartości zespołu, kreatywności, przepływu energii. Staram się realizować pomysły, które wydają się mi dobre w danym momencie w danym miejscu. Po prostu pracuję, konsekwentnie realizując swoje zadanie. "Z niczego nie ma nic", jak mawiała jedna z bohaterek "Cholonka" Janoscha.

W repertuarze teatru nie brakuje - cieszących się dużym powodzeniem widzów - spektakli dotykających lokalnych uwarunkowań społeczno-kulturowych ("Korzeniec", "Czerwone Zagłębie"; "Koń, kobieta i kanarek"). Dlaczego postawiła Pani tak mocny akcent na lokalną tematykę?

- Wyszłam z założenia, że trzeba nazwać i poznać przestrzeń, w której działa nasz Teatr. Gdy obejmowałam stanowisko dyrektora nie znałam Sosnowca. Byłam ciekawa tożsamości tego miasta i regionu. Ponieważ aktorzy doskonale znają specyfikę tego miejsca - chciałam czerpać z ich wiedzy i doświadczeń. Poza tym lubimy utożsamiać się z miejscem, w którym przyszło nam żyć. Jesteśmy go ciekawi i chętnie go poznajemy. A teatr jest dobrym narzędziem do odkrywania siebie czy przestrzeni, w której się żyje i mieszka. Oczywiście przygotowanie tego typu spektakli wiązało się z ryzykiem. Nie ma jednak dobrej sztuki bez ryzyka. Okazało się, że na taką tematykę było zapotrzebowanie. To cieszy.

Przez lata panowała dość powszechna opinia, że na tak zwanej "prowincji" nie da się tworzyć teatru zaangażowanego, poruszającego ważkie tematy społeczne, bo publiczność tego nie kupi... Okazuje się jednak, że da się, a teatry z tak zwanej prowincji odnoszą spektakularne sukcesy, czego Teatr Zagłębia jest najlepszym przykładem. W czym tkwi siła teatrów mieszczących się w mniejszych miastach?

- Rzeczywiście w mniejszych ośrodkach działa dużo dobrych zespołów teatralnych. Na tak zwanej "prowincji" aktorów nie rozpraszają inne możliwości zarobkowania. Mogą w pełni skupić się na rozwoju zawodowym. Mają czas i chęć do pracy, a przede wszystkim mają marzenia artystyczne, które chcą zrealizować. To ich napędza do działania i to jest ich największą siłą.

Jakie premiery czekają widzów Teatru Zagłębia jeszcze w tym sezonie?

- Już 13 lutego zapraszam na premierę spektaklu Francisa Vebera "Najdroższy" w reżyserii Pawła Aignera. Ta bulwarowa komedia francuskiego mistrza gatunku jest idealną propozycją na karnawał. Reżyser do współpracy zaprosił najmłodszą część ekipy aktorskiej, która nie miała jeszcze okazji zetknąć się z tą formą sceniczną. Będzie to dla nich wyzwanie, a dla mnie duża niespodzianka i okazja do odkrycia ich nowych umiejętności. W tym sezonie wystawimy jeszcze "Wakacje z duchami", a także spektakl wyreżyserowany przez Tomasza Śpiewaka, autora sztuki "Koń, kobieta i kanarek". Będzie to jego debiut reżyserski. Premiera odbędzie się pod koniec sezonu.

Dziękuję za rozmowę.

Łukasz Karkoszka
portalkatowicki.pl
26 stycznia 2015
Portrety
Dorota Ignatjew

Książka tygodnia

Osobliwy dom pani Peregrine. Tom 4. Mapa dni
Wydawnictwo Media Rodzina
Ransom Riggs

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski