Dona nobis nocem

„Hohohoho" – reż. Guus Diepenmaat - Uniwersytet Erazma w Brukseli, Królewski Instytut Teatru, Filmu i Sztuk Audiowizualnych

Świat postapokaliptyczny. Czterech żołnierzy w bazie wojskowej, patrolujących teren. Co patrolują? Po której stronie konfliktu stoją? Z jakiego powodu wybuchł ten konflikt? Na żadne z pytań postacie nie udzielają odpowiedzi, ale i też nie wydają się dla nich istotne.

Każdy z bohaterów (Brytyjka, Francuz, Niemiec i Zamaskowany) znosi zamknięcie na swój sposób. W tym w większości improwizowanym, zabawnym spektaklu, gdzie padło doprawdy może kilkadziesiąt słów, gdzie każda postać nosiła podobny wojskowy strój i czuła taką samą nudę i bezcelowość, udało się stworzyć indywidualności z własnymi ułomnościami i schizami. Dobrze zbudowany Francuz (Benjamin Mouchette) znajduje radość we wspominaniu swoich bitew (z opisu przypominały raczej morderstwa na cywilach), widać, że często wykorzystuje całą swoją samokontrolę, by nie dać upustu swojej agresji. Chciałby robić to, do czego stworzeni są żołnierze – słuchać rozkazów, zabijać, mieć wyraźny cel w życiu. Zamiast tego ratuje innych przed pozbawieniem się życia, gotuje, co więcej, nie ma wśród kolegów posłuchu. Niemiec (Alexander Iwanov), w porównaniu z resztą bohaterów, to śmieszek i gaduła. Wydaje się, że najlepiej znosi zamknięcie. Inicjuje różne zabawy mające na celu zabicie czasu. Między innymi, wymyślił grę z udawanym strzelaniem sobie w różne części ciała – niestety tylko on wyglądał, jakby to była dla niego zabawa. Brytyjka (Mira Helmer) wydawała się mieć z nich najwięcej charyzmy i posłuchu, wnioskując po sposobie w jaki dbali o nią Niemiec i Francuz. Pozbawiona ręki i z częściowym bezwładem drugiej była odsuniętym od rzeczywistości bohaterem wojennym z największymi skłonnościami samobójczymi. Zamaskowany (Loes Carrette) najgorzej znosił trwanie w jednym miejscu. Przypominał ekstremalnie znudzone dziecko, które nie wiedziało, co ze sobą zrobić – pluł na ziemię, biegał po widowni, uwielbiał drażnić inne postacie: posunął się aż do ucieczki z bunkra, za kraty otaczające pomieszczenie.

Cały spektakl po prostu cuchnie beznadzieją, brakiem celu, sensu, ideałów. Jedyny rytm, którym żyją to rytm ćwiczeń żołnierskich – pojawiające się wówczas światło przypominało światło kamery. Czy ktoś ich wtedy nagrywa? Jeśli tak, to czy ktoś ich ogląda? Drugą czynnością, która wydaje się budować ich morale to pilnowanie wejścia do bunkru. Czy ktoś tam w ogóle jest? Czy ktoś w ogóle chciałby wejść do tego bunkru? Myśl o tym, że trwają tu niepotrzebnie jest zapewne gorsza niż same trwanie.

Improwizacje były przeplatane klasycznie wyśpiewanym „Dona nobis nocem" oraz recytacją „Ody do radości" Schillera. Hymn Europy deklamowany w tym miejscu brzmiał jak utracenie czegoś niezwykle cennego. Niesamowite jest to, że improwizowane fragmenty po francusku, niemiecku, angielsku zupełnie nie wymagały tłumaczenia dzięki fantastycznemu operowaniu przez aktorów ruchem, mimiką, interakcją z partnerem. Niezwykły był też pomysł zabawy improwizacyjnych, przeradzających się w wyznania bohaterów, takich jak wspomnienia wojenne Francuza, czy myśli samobójcze Brytyjki.

Przemyślana scenografia została bardzo dobrze wykorzystana przez aktorów – każdy element był dotknięty i ograny. Podziwiam też odwagę twórców spektaklu – zmusili oni widzów do nudzenia się wraz z bohaterami, dzięki czemu cała sytuacja zyskała na realizmie, choć kosztem przyjemności oglądania. Ich pomysłowość oraz fantastyczna gra aktorska została doceniona przez Jury 9. Międzynarodowego Festiwalu Szkół Teatralnych iTSelF 2017 w Warszawie, które przyznało zespołowi jedno z czterech wyróżnień Festiwalu.

Swoją drogą, czy bohaterowie naprawdę są zmuszeni do przebywania w bunkrze? Czy mają jakikolwiek kontakt ze światem zewnątrz i ich rozkazy są podtrzymywane? Czy to nie jest raczej zamknięcie psychiczne? Francuz jest zarówno rozwścieczony, jak i przerażony, gdy Zamaskowany droczy się z nim i ucieka poza teren obozu, za kolczaste ogrodzenie. Uważa to za niepotrzebne ryzykowanie życia, czy raczej jest to wyjście poza ich ograniczoną wizję świata? Każdy z nas buduje sobie taki poglądowy obóz i w nim przeczekuje burze opinii. Przez to po wszelkich konfrontacjach i tak pozostajemy w tym samym miejscu, w którym byliśmy. I tak samo będziemy sobie z boku obserwować, jak wokół nas wybucha apokalipsa. Boże, daj nam pokój! Bo sami, zamknięci w bunkrach, o niego na pewno nie zadbamy.

___

„Hohohoho" – reż. Guus Diepenmaat - Uniwersytet Erazma w Brukseli, Królewski Instytut Teatru, Filmu i Sztuk Audiowizualnych – premiera: 8.06.2016 r.
*Spektakl prezentowany w ramach 9. Międzynarodowego Festiwalu Szkół Teatralnych iTSelF organizowanego przez Akademię Teatralną im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie odbywającego się w dniach 30.06.-6.07.2017

Anna Dawid
Dziennik Teatralny Warszawa
18 lipca 2017

Książka tygodnia

Street Art. Wielcy artyści i ich wizje
Wydawnictwo ARKADY
Alessandra Mattanza

Trailer tygodnia