Dorota Szwarcman o Warszawskiej Operze kameralnej

pełna mobilizacja na festiwal Mozartowski

Na piątkowej konferencji prasowej, która odbyła się w siedzibie Warszawskiej Opery Kameralnej, dowiedzieliśmy się, że nie jest tak, jak sugeruje dzisiejsza "Rzeczpospolita" - że znalazły się jakieś dodatkowe pieniądze na Festiwal Mozartowski.

Przeciwnie, pieniędzy zostaje tak samo za mało, rzecz tylko w ich przesunięciu. Urząd Marszałkowski wyraził zgodę, aby odpowiednia suma mogła zostać wykorzystana wcześniej, tak, by festiwal się odbył. Ale w zamian za to nie w listopadzie, lecz od połowy października WOK będzie na minusie. Ani na pensje, ani na utrzymanie, a o działalności już w ogóle nie ma co mówić.

Wszystko to wygłosił w swoim spokojnym stylu dyrektor Stefan Sutkowski ze sceny WOK. Obok niego siedzieli obaj wicedyrektorzy oraz członkowie Rady Programowej z prof. Jerzym Artyszem na czele, który prowadził to zgromadzenie, a także wicemarszałek Wiesław Raboszuk, który wszedł do Urzędu Marszałkowskiego za Marcina Kierwińskiego, wcześniej odpowiedzialnego w urzędzie za kulturę, obecnie posła.

Dyrektor Sutkowski oświadczył więc, że festiwal się odbędzie w normalnym wymiarze (dostaliśmy już program), po czym w sierpniu będzie urlop, a potem, cytuję, „przewidujemy odchudzenie WOK. Ale to nie może się stać nagle. Trzeba to zrobić mądrze, po dokładnym przemyśleniu”. Tak więc pełna mobilizacja na festiwal i po festiwalu dopiero zastanawianie się nad tym, kto jest konieczny na etacie, a kto nie. Bo, jak powiedział dyrektor, co prawda „założyłem wielką rodzinę”, ale „w rodzinie też są przyjścia i odejścia”.

Pan wicemarszałek wypowiedział się z kolei, że „będziemy wspólnie pracować nad tym, żeby zostały zachowane podstawowe założenia i funkcjonowanie. Misja WOK musi być realizowana, ale musimy pracować nad ograniczeniem kosztów. Nieprawdą jest, że chcemy zlikwidować WOK, unicestwić jego działalność i osiągnięcia pana dyrektora, którego wszyscy szanujemy”. I tłumaczył się, że kiedy minister finansów dokonał korekty wskaźników, musieli „gwałtownie podjąć decyzje”. Nie był przy tym jednak w stanie wytłumaczyć, dlaczego WOK obcięto budżet najbardziej, bo aż o 24 proc., skoro innym instytucjom kultury obcięto o 8-15 proc., bo przecież takim wytłumaczeniem nie może być fakt, że w zeszłym roku na jubileusz WOK dostał dodatkowy milion – to przecież tylko kilka procent, więc nic tu się nie wyrównuje.

Potem, powiem szczerze, to zgromadzenie mnie trochę wkurzyło, ponieważ zamieniło się w wiec, i to zupełnie irracjonalny – p. Raboszuk został chłopcem do bicia, choć nie jest przecież decydentem, tylko jednym z członków zarządu, i w związku z tym nie był w stanie udzielać odpowiedzi konkretnych na pytania z sali, np. powtarzające się wielokrotnie: czy mogą obiecać, że dyr. Sutkowski zostanie. Aż sam dyrektor poprosił o głos i zaapelował o zejście z jego osoby, ale to nie pomogło. Temida Stankiewicz-Podhorecka z „Naszego Dziennika” głosowała, że gdyby tu obrażano Polaków, to na pewno budżetu by nie obcięto, Tadeusz Deszkiewicz, dawny szef Biura Promocji Warszawy, też dużo gardłował, ale nawet nie zadbał, żeby petycję, którą sam wrzucił na petycje.pl, wydrukować i zanieść tam, dokąd jest skierowana. Rozsądniejszy głos zabrzmiał ze strony pracowników opery:  jak w tych warunkach, gdy nie wiadomo, co, jak i kiedy, planować działalność artystyczną? Bo wicemarszałek cały czas podkreślał, że WOK musi istnieć, a na pytanie dziennikarza francuskiej agencji, czy wyobraża sobie rozwiązanie tej instytucji, powiedział krótko i z uśmiechem: „Nie”. Ale co może jeden pan Raboszuk, nawet jeśli ma najlepsze chęci?

Wszystko to jest dość skomplikowane i obrazuje zmiany, jakie się dokonują. A ponadto Urząd Marszałkowski nie ma dużego pola manewru – skoro trzeba było się zapożyczyć, by zapłacić janosikowe, to z pustego i Salomon nie naleje. Owszem, można coś zabrać komuś, żeby dać WOK. Wtedy ten ktoś będzie krzyczał. Tak to jest. A ciąć i tak trzeba będzie – 300 etatów to jednak bardzo dużo. Oczywiście, że to boli. Ale jakie jest inne wyjście?

Jednego nie rozumiem. Dlaczego – od dłuższego już czasu – WOK zaniedbała taką ważną dziś dziedzinę, jaką jest fundraising? Kiedyś były dobre stosunki z różnymi sponsorami, teraz nie ma żadnych. Zdumiewa mnie to. Bo jeśli pomyślę o sumie wyłożonej na wizytę Maryjskiego w Warszawie, to mogę sobie spokojnie wyobrazić, jak długo WOK mogłaby żyć za te pieniądze…

Dorota Szwarcman
szwarcman.blog.polityka.pl
3 kwietnia 2012

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia