Dostawki w operze to utrapienie dla widzów

W Opezey i Filharmonii Podlaskiej

Kupują bilety jako jedni z pierwszych, ale i tak widowisko oglądają z dalszych rzędów. Widzowie czują się oszukani przez organizatorów. - Nie byłoby pretensji gdyby od razu informowano, że na dane wydarzenie będą dostawiane rzędy - skarży się czytelnik Kuriera Porannego.

Aleksander Andpiuk z Michałowa jest fanem opery, baletu, teatru. Z żoną, dziećmi i przyjaciółmi ogląda niemal każde widowisko wystawiane na scenie Opery i Filharmonii Podlaskiej. Niestety po raz kolejny zdarza że czuje się oszukany.

- Kupujemy bilety praktycznie w pierwszym dniu ich sprzedaży, aby mieć jak najlepsze miejsca. Zwykle jest to w pierwszym rzędzie pośrodku. Oszustwo polega na tym, że jak bilety w pierwszych rzędach zostaną wyprzedane, organizator, aby zwiększyć zyski, robi kilka rzędów dostawek na jednym poziomie. Widoczność wtedy jest na tyle ograniczona nawet dla dorosłych, o dzieciach lepiej nie wspominać, że nie ma sensu iść na widowisko - skarży się nasz Czytelnik.

Próbował interweniować w tej sprawie u organizatorów w grudniu 2015 roku kiedy przy ul. Odeskiej l występował balet z Moskwy z widowiskiem "Jezioro Łabędzie" [na zdjęciu]. Pod protestem przeciwko dostawkom podpisało się ok. 100 osób obecnych na spektaklu. Niestety, sprawa przeszła bez echa.

Teraz sytuacja się powtarza. 24 lutego balet z Moskwy wraca do Białegostoku tym razem ze spektaklem "Romeo i Julia". W sprzedaży znów pojawiły się dostawione rzędy. - Pisałem już w tej kwestii do serwisu który sprzedaje bilety, ale mnie zwyczajnie lekceważąco zbyli - mówi pan Aleksander. - To irytujące, szczególnie, że bilety nie są tanie. Bardzo proszę o poruszenie tej sprawy, aby chęć zysków organizatorów nie psuła kontaktu ze sztuką.

Spółka Makroconcert z Warszawy, która zajmuje się organizacją koncertów, spektakli i kabaretów w całej Polsce, zapewnia, że na balet "Romeo i Julia" w Białymstoku miejsca na dostawkach nie są sprzedane.

- Faktycznie na planie widowni, który jest na naszej stronie i w serwisie sprzedającym bilety, widnieją dostawione rzędy. Są oznaczone literami, ale to pomyłka - tłumaczy Magdalena Glimasińska z firmy Makroconcert. - Rzędy te można wykorzystać, ale my nie sprzedajemy biletów na te miejsca, bo nikt by niczego nie widział.

Zapewniła, że jeśli ktoś kupił bilet w pierwszym rzędzie, będzie w nim siedział. Obiecała także zamienić plan widowni. Faktycznie tak się stało po naszej interwencji.

- Organizatorzy zawsze tak tłumaczą, a potem okazuje się, że jest duże zainteresowanie i dostawiane są dodatkowe miejsca. Na występy kabaretów zdarza się to notorycznie - zauważa Aleksander Ancipiuk. - W ten sposób ci, którzy kupili bilety jako pierwsi, za duże pieniądze, mają najgorsze miejsca. Nie byłoby pretensji gdyby od razu informowano, że na dane wydarzenie będą dostawiane rzędy. Taki sposób wydaje mi się do przyjęcia, bo reguły są jasne i każdy kto kupuje bilety jest tego świadomy.

Anna Kopeć
Kurier Poranny
18 lutego 2016

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia