Droga pani z telewizji...

"Trup" - reż. Paweł Szkotak - Teatr Polski w Poznaniu

Granica między życiem prawdziwym, a życiem ukazywanym w telewizji zostaje obecnie nie tylko zbagatelizowana, ale przede wszystkim zatarta. Czy zaproszeni do programu reality show goście mówią rzeczywiście o sobie? A może raczej mają sprawiać wrażenie, że odgrywają role zdradzanych żon, molestowanych nastolatek, osamotnionych mężów czy perwersyjnych kochanków? Szereg problemów ukazanych w spektaklu "Trup" Erica Coble`a w Teatrze Polskim w Poznaniu zmierza do istotnego pytania - jaka jest obecnie kondycja telewizji i kim są jej odbiorcy?

Obecnie podstawowym problemem staje się poszukiwanie atrakcyjnej formy programów i sposobu dostosowania do niej różnorodnej treści. Oczywiście komentowanie rzeczywistości, czyli wypowiadanie o niej własnych sądów, ciągle budzi wątpliwości. Dzieje się tak głównie dlatego, że twórca przekazu, nadawca czy odbiorca nie jest dostatecznie pewny własnej zdolności rozróżniania między dobrem i złem, między tym, co się nie godzi, a tym, co koniecznie należy - pragnąc jednocześnie być po stronie dobra i nigdy nie sprzeniewierzyć się prawdzie. Coraz częściej orzekanie o rzeczywistości, jej wydarzeniach i zjawiskach ulega, wmówionej w dużej mierze, presji potrzeb odbiorców. Wmawianej, dodajmy uporczywie przez nośniki kultury masowej, opinii o prymitywnych pragnieniach i złych gustach, których zaspokajanie jest medialnym obowiązkiem. Właściciele mediów ostrzegają współpracowników przed spadkiem pokupności w trudnych warunkach konkurencji, jeśli spowolnią tempo wyścigu schlebiania wyobrażonym potrzebom odbiorców.

Twórcy programów wiecznie poszukują atrakcyjnego tematu lub bohatera. Jeśli nie ma dostatecznie wielu postaci autentycznych, wówczas medialnie można je zawsze stworzyć. O atrakcyjności medialnego produktu (wywiadu, reportażu) decyduje jeden z trzech elementów: atrakcyjny autor, atrakcyjny bohater lub temat czy też atrakcyjne ujęcie.

Producentka reality show – Gina Yaweth z niepokojem odkrywa gwałtowny spadek oglądalności własnego programu. Postanawia stworzyć nowy, atrakcyjny produkt medialny, na który składa się: los prowincjonalnego mieszkańca, bezrobotnego mężczyzny, żyjącego w sferze niespełnionych marzeń perkusisty, nieodpowiedzialnego syna i narzeczonego. Wszystko to znajduje w osobie Eldona Phelpsa. Gina obiecuje, że uczyni go sławnym (gwiazda medialna) i bogatym (kontrakt opiewa na sumę miliona dolarów), jeśli Eldon spełni dwa warunki: zarobioną gotówkę wyda na potrzeby własne w ciągu siedmiu dni, a w ostatnim dniu na oczach telewidzów umrze. O rodzaju śmierci zdecydują oczywiście widzowie w głosowaniu audiotele. Spektakl odsłania kulisy systemu promowania gwiazd, włącznie z gwiazdami dziennikarstwa. Ten system stał się ogromnym przemysłem rządzącym się własnymi regułami. Dziś można wypromować wszystko i każdego, niezależnie od wartości produktu i talentu. Innymi słowy „Każdego matoła można uczynić idolem tłumów” (M. Iłowiecki, „Dekalog dziennikarza. Powinności i grzechy mediów”, w: „Etyka w mediach w dobie globalizacji. Wyzwania i zagrożenia”, red. E. Laskowska, ks. M. Kuciński. Bydgoszcz 2008, s. 73).

W ciągu siedmiu dni – dzięki zaangażowaniu Giny i jej telewizyjnej ekipy - przeciętny perkusista smętnego miasteczka staje się gwiazdą. Twarz Eldona pojawia się na ekranach, billboardach i okładkach gazet. Oto medialny bohater tygodnia, „znany z tego, że jest znany”. Można się zastanawiać - czy każde marzenie jest także spełnieniem? Oczywiście w paradoksalny sposób Eldon otrzymuje to, czego pragnął – sławę i bogactwo, jednocześnie traci w ten sposób własną niezależność i życie. Poczucia pustki i bezsensowności istnienia nie można zagłuszyć medialnym szumem. Stając się kimś rozpoznawalnym zostaje nikim, gdyż jest tylko jednym z wielu trybików telewizyjnej machiny. Jego życie znaczy dokładnie tyle, ile wysłany SMS widza lub moment wyboru stacji przy pomocy telewizyjnego pilota. Nie sposób powstrzymać się od przytoczenia słów amerykańskiego pisarza, Kurt Vonnegut trafnie pisał Oto jedna z niewielu dobrych rzeczy, jakie można powiedzieć o naszych czasach: jeśli zginiesz okropna śmiercią i sfilmuje to telewizja – nie umrzesz na próżno. Dostarczysz nam rozrywki” (K. Vonnegut, “Show must go on!”, w: „In These Times”, 12. 05. 2004).

Ewa Szumska w roli Giny bywa cyniczna i zdecydowana, czasem czuła i wyrozumiała, ale w niektórych odsłonach postać bywa przerysowana, niekiedy rażą sztucznością wypowiadane przez nią partie dialogów. Niewątpliwie ostatnia scena odsłania jej inne oblicze – Gina nie potrafi podjąć decyzji w kwestii zabójstwa Eldona, waha się patrząc w stronę kamery, szuka błagalnym wzrokiem innego rozwiązania – czy telewizyjna dama z najwyższym wskaźnikiem oglądalności może zawieść widzów? Z pewnością nie, lecz czy w ten sposób nie zawiodła samej siebie? Gina strzelając do swojej gwiazdy zabija także i samą siebie. Ten program, osoba prowadząca i jej gwiazda silnie działa na emocje publiczności. Oczywiście to jeden z najstarszych sposobów sterowania jednostką czy zbiorowością. Człowiek kierujący się emocjami ma ograniczoną zdolność rozpoznawania rzeczywistości i posługiwania się rozsądkiem – co oznacza, iż jego autonomia jest niepełna. Dlatego można powiedzieć, iż operowanie przez media drastycznością, agresją, stanem strachu, przemocą i seksem – jest czymś w rodzaju smyczy emocjonalnej do przyciągania odbiorców, a także do prowadzenia ich na tej smyczy. Zdanie tłumu - opinię publiczną można określić jako to, co ustalają sondaże i pokazują wyniki ankiet. „W społeczeństwach zmedializowanych (tj. uzależnionych od mediów) – pisze Maciej Iłowiecki - opinia publiczna pełni rolę swoistego, zbiorowego autorytetu, którego wskazaniom nadaje się rangę znacznie przewyższającą ich właściwą miarę. Oczywiście w misji na jednym z ważniejszych miejsc mieści się wyrażanie opinii publicznej. Co nie przeszkadza, że już przez samo wyrażenie opinia ta jest kształtowana, podlega wpływom, nie mówiąc już o różnych możliwościach manipulacji” (M. Iłowiecki, „Dekalog dziennikarza. Powinności i grzechy mediów”, w: „Etyka w mediach w dobie globalizacji. Wyzwania i zagrożenia”, red. E. Laskowska, ks. M. Kuciński. Bydgoszcz 2008, s. 73). Gina nie mogła przewidzieć jednego, a mianowicie odwrócenia tej zasady – oto sama publiczność zaciska kolczatkę wokół jej szyi.

Łukasz Chrzuszcz jako Eldon tylko w dwóch scenach uplastycznia swoją postać: w pierwszej, kiedy gra z rozmachem na perkusji i ostatniej, gdy uwierzył, że telewizja nie jest światem fikcji. W pozostałych sytuacjach postać właściwie blednie i to w dodatku na długo przed zmianą scenografii – z kolorowej na czarno-białą. Istnienie każdej gwiazdy nie jest możliwe bez stosownej konstelacji z innymi. Dopiero, kiedy Eldon staje się błyszczącą postacią mediów, można wówczas rozpoznać jego skomplikowane i trudne relacje z otoczeniem bliższym i dalszym. Matka (Barbara Krasińska) nigdy nie darzyła go macierzyńską czułością, nie potrafił rozmawiać z bratem (Paweł Siwiak) i stworzyć więzi emocjonalnej z narzeczoną (Anna Sandowicz). Dzięki tym osobom na scenie powstaje drugi, antymedialny portret Eldona, to nie triumfujący król życia, ale załamany własnym byciem człowiek.

Sztuka Coble`a w reżyserii Pawła Szkotaka ma interesującą oprawę sceniczną. Zmienne i wyolbrzymione obrazy na ekranach, hałaśliwe fragmenty filmów i zdjęcia reklam odsłaniają oblicze samej telewizji, która daje wiele szans, ale stwarza szereg zagrożeń. Media zawsze fałszują obraz rzeczywistości, a proces nieuchronnego zafałszowania będzie rósł wraz z rozwojem technik przekazu. Tutaj wszystko jawi się jako nieskończony zbiór możliwości: łatwo można wejść, ale o wiele trudniej wyjść z magicznego kręgu quasi-fikcji. Z jednej strony pojawia się świat taki, jak prawdziwy, ale z drugiej pojawia się ryzyko wypaczenia obrazu, jeśli przekonania odbiorców wskazują na fascynację złem, a gusty kierują się w stronę brzydoty lub odwrotnie – nadmiernej idealizacji lub sztucznych upiększeń.

Tytułowy trup to nie tylko martwe ciało bohatera na scenie, trupem staje się zastygła w schematach i przewidywalnych formach telewizja, a armią trupów stają się zimni i nieczuli odbiorcy, spragnieni sensacji i makabrycznych widoków. „Droga Pani z telewizji...” wprawdzie „walczy Pani niczym tygrys” - ale o kogo? Chyba nie o trupa?

Ewa Szkudlarek
ArtPapier
19 lutego 2011

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia